czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 3



  Praca szła im strasznie wolno. No przynajmniej jej, bo Draco tylko siedział i czekał na gotowe. Gryfonka gotując eliksir nagle spostrzegła, że brakuje jednego składnika. Powiedziała Malfoy'owi żeby niczego nie dotykał, bo coś popsuje i że zaraz wróci. Po chwili Hermiona wróciła z potrzebnym składnikiem, pokroiła go drobno i wrzuciła do kociołka. Wtedy, kiedy tylko składnik dotknął bulgoczącego wywaru, kociołek eksplodował całą swoją zawartość przenosząc na prefektów naczelnych. Cała sala pogrążyła się w dymie na wskutek którego uczniowie zaczęli się dusić. Gdy dym opadł, gryfonka spojrzała wściekła na Malfoy'a, który zaczął się śmiać jak opętany:
-Mówiłam żebyś niczego nie dotykał!-wycedziłam przez zęby. A on, nic sobie z tego nie robiąc, po prostu powiedział:
-Oj Granger, Granger....nie dramaty........nie martw się najdroższa, zaraz to naprawię!-i zaczął sprzątać rozlany eliksir i potrzaskane fiolki.
  Wtedy do ich stołu podszedł zdenerwowany, ba wściekły Snape. Jednym machnięciem różdżki usunął dym, a Hermiona zaczęła się na niego wydzierać:
-Malfoy co ci odbiło!? Wszystko przez ciebie. Do reszty zwariowałeś! Wstawaj z tej podłogi, natychmiast!!!- Ślizgon wstał i, ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich powiedział:
-Profesorze, to moja wina to...to miał być tylko żart....Ale niech się profesor nie martwi, zaraz to posprzątam i wszystko będzie tak jak wcześniej! Kochanie, nic ci się nie stało? Wszystko w porzątku?- ,,Kochanie???" O matko co się stało z Malfoy'em?! Czy on się we mnie.....nieeee nie możliwe żeby się zakochał ale na pewno się teraz o mnie martwi. Merlinie coś ty najlepszego zrobił?! Gryfonka była w ciężkim szoku kiedy zauwarzyła nagłą zmianę w zachowaniu chłopaka.
-Panno Granger, proszę mi natychmiast powiedzieć co tu zaszło?!
-Panie profesorze, ważyliśmy eliksir lecz spostrzegłam że brakuje nam jednego składnika. Poszłam po niego i powiedziałam mu żeby nic nie dotykał i, że zaraz wrócę.- tu wskazała palcemślizgona który niezdarnie zbierał z podłogi resztki szkła, chyba zapominając o tym, że jest czarodziejem.- Kiedy wróciłam i wrzuciłam składnik do kociołka, ten wybuchnął, a potem Malfoy zaczął się dziwnie zachowywać. Nie wiem czemu.
-A ja wiem czemu. Pan Malfoy, na wskutek wybuchu nawdychał się amortencji i się w pani zakochał. Musiała to być duża dawka skoro aż tak się do pani klei.-Po tych słowach Draco przytulił Hermionę i zaczął mamrotać coś w stylu ,,Wiesz jak ja cię kocham?" albo ,,Jak ty ślicznie pachniesz".
-Ile będę musiała to znosić?- zapytała odpychając od siebie Dracona.
-Nie wiem ale myślę, że do trzech, czterech góra siedmiu miesięcy.
-Nie ma na to żadnych leków?-zapytała z nadzieją znów zrzucając z siebie współlokatora.
-Niestety nie, to musi samo przejść.-Zadzwonił dzwonek.-A teraz proszę posprzątać ten bałagan i wyjść z klasy. No ruszcie się!- Draco i Hermiona zabrali się do pracy. Po 20 minutach nareszcie wyszli z klasy. MIeli teraz godzinę wolną i dziewczyna postanowiła pójść do ich dormitorium żeby zrobić coś z tym co miała aktualnie na głowie- czyli włosami.
   Szła z uwieszonym mi na ramieniu Malfoy'em przez szkolne korytarze, rzucając mordercze spojżenia w każdego kto śmiał w tej chwili na nią spojrzeć.. ,,O Godryku jak on mnie irytuje" pomyślała. Nagle kasztanowłosa usłyszała za zakrętem odgłosy kłótni. Podeszła bliżej by lepiej słyszeć, a gdy lekko wychyliła się zza ściany, zaskoczona zobaczyła jak........
***
 Draco siedział znudzony gapiąc się jak Granger robi amortencję. Po co się będzie męczył i wysilał jak kujonica Granger zrobi wszystko za niego. ,,Ale ma całkiem ładne....nie ja o niczym z tych rzeczy nie myślałem." Ślizgon zganił się w duchu że myśli o wrednej gryfonce.
-Malfoy nic nie ruszaj, ide po brakujący składnik, zaraz przyjdę.- powiedziała i poszła.
,,Hmmmmm...tak to dobry pomysł żeby panna wiem-to-wszystko-Granger choć raz dostała niższą ocenę. To może dodam to." PLUM! Chłopak z szatańskim uśmiechem patrzył jak eliksir niebezpiecznie zabulgotał. Usiadł z powrotem na krześle jakby nic się nie stało i przyglądał się dalszemu rozwojowi spraw. ,,O idzie Granger, teraz się zacznie." Zaśmiał się w duchu, z zaciekawieniem przyglądając się jak gryfonka kroi przyniesiony składnik. Potem nastąpił wybuch, a Draco nie mógł opanować śmiechu.
-Malfoy, mówiłam żebyś niczego nie dotykał!
-Granger, nie dramaty........-,,co się zemną do cholery dzieję?! Czemu mam ochotę......przytulić Granger???!!! O Merlinie TYLKO NIE TO, NIE, NIE, NIE POWIEM TEGO NIE, NIE!"-.....nie martw się najdroższa, zaraz to naprawię!- ,,NIEEEEEE!!! To jakieś nadludzkie siły mną kierują. Ja NIE CHCĘ tego mówić! I NIE CHCĘ tego sprzątać! Jestem arystokratą, to inni powinni sprzątać po mnie." W głowie chłopak dzielnie walczył z dziwną siłą, która mówiła mu, że Granger jest słodka jak cukierki i że jako dżentelmen powinien posprzątać za dziewczyną.
-Malfoy, co ci odbiło?! Do reszty zwariowałeś?! Wstawaj z tej podłogi, natychmiast!- ,,uwierz mi, że ja nawet nie chciałem jej sprzątać. Oooo nie, a tego to już na pewno nie powiem. I tego też nie zrobię!" Dziwny głosik w jego głowie podpowiadał mu by przytulił gryfonkę lecz ten za żadne skarby nie chciał tego zrobić. Jednak obezwładniony przez to coś zrobił to czego w normalnym stanie nigdy by nie zrobił:
-Profesorze to moja wina, bo to miał być tylko żart....Ale niech się profesor nie martwi, zaraz to posprzątam i wszystko będzie tak jak wcześniej. Kochanie, nic ci nie jest? Wszystko w porządku? - ,,O Salazarze ja to powiedziałem! Błagam ukróć moje cierpienia i przestań mi to robić!!!" Draco wrzeszczał sam na siebie przeklinając się za to że nie potrafi przeciwstawić się temu zjawisku paranormalnemu.
 Zanim się obejrzał wychodzili z klasy, a on wisiał na ramieniu Granger i ją przytulał. ,,Bleeeee moja duma już chyba nie mogła niżej upaść."-załamał się choć na jego twarzy nadal gościł niedorzeczny, promienny uśmiech.
 Jego zdaniem, Granger skradała się i chyba kogoś podsłuchiwała, a w jego głowie zrodziła się myśli godna...,,chyba nawet Longbootom nie byłby taki tępy by to zrobić"- jęknął i ponownie próbował odciągnąć ,,nowego siebie,, od tego niedorzecznego pomysłu.
***
  Zaskoczona zobaczyła jak Harry kłóci się z Ginny, a gryfonka uderza go w twarz i z płaczem biegnie w stronę Wierzy Gryffindoru. Chłopak pobiegł za nią. W tym czasie Hermiona usłyszała cichy szept przy uchu:
-Hermionko....pobiegamy na golasa po błoniach?-powiedział z nadzieją w głosie jeszcze mocniej mnie przytulając i powtarzając błagalnie jak mantrę: ,,Zgódź się, Zgódź się, Zgódź się, Zgódź się.....". Odepchnęłam go od siebie i powiedziałam:
-Malfoy ty niewyżyta świnio! Nawet się do mnie nie zbliżaj! Idę do wierzy Gryffindor'u, a ty nie masz tam wstępu, więc idź do swoich przyjaciół, jeżeli w ogóle ich masz. Żegnam!-powiedziała na odchodnym i poszła w stronę wierzy gdy usłyszała za sobą wołanie arystokraty:
-Zaczekaj ukochana! Ja bez ciebie jestem jak rzeka bez wody! Poczekaj proszę!- uciekała ile sił w nogach, bo bez względu na to jak zachowywał się chłopak nadal bardzo szybko biegał. W ostatniej chwili zatrzasnęła portret przed nosem ślizgona. Zdyszana poszła do góry ale w połowie drogi przypomniało jej się, że  mieszka na piątym piętrze. Z MALFOY'EM!- jęknęła i osunęła się po ścianie. ,,Merlinie błagam tylko nie to!"- pomyślała i zrozpaczona ukryła twarz w dłoniach.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Pozdrawiam!

PS. Przepraszam, że rozdział straaaaasznie spóźniony ale jakoś tak mi się nic nie chciało. Miałam dość mojego życia ale nie ważne, bo już jestem i postaram się dodawać regularnie co dwa tygodnie (zmieniłam).
Wesołych świąt!