poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 5



   I tak ciągnęło się przez tygodnie. Draco próbował na wszystkie sposoby udowodnić Hermionie, że NAPRAWDĘ ją kocha: wysyłał jej liściki miłosne do pokoju obok, codziennie dawał jej jakieś kwiaty, które potem przydały się gryfonce do okładania biednego, nic nierozumiejącego ślizgona, nosił jej torbę, co szatynka zaakceptowała, bo po prostu nie chciało jej się nosić tych wszystkich, ciężkich książek cały dzień, na każdej lekcji siedział z nią (przeważnie przeszkadzał dop. autorki), całe popołudnia przesiadywał z nią w bibliotece lub w ich dormitorium tylko po to by sobie na nią popatrzeć, a nawet chodził za nią do toalety!
Ale tego co zrobił dzisiaj, dziweczyna się nie spodziewała…
***
   Była sobota. Hermiona jeszcze smacznie spała. Śniła o tym, że Draco zamienił się w jakiegoś robaka, a ona go rozdeptała. Uśmiechnęła się przez sen i w tym samym momencie uchyliły się drzwi jej pokoju, a do środka wszedł Draco. Poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu i już chciała powiedzieć ,,Jeszcze pięć minut mamo”, gdy usłyszała…
-Hermioonkoooo, czas wstawać. Słonko już wstało, mam coś d…
-Yhhh, to znowu ty…- przerwała mu zaspanym głosem i dodała- Ile razy ja ci już mówiłam, że nie masz wchodzić do mojego pokoju i budzić  mnie o takiej porze w sobotę?! A tak w ogóle która godzina?
-Dochodzi 10:00. Dlatego przyniosłem ci śnia….
-COOOOO??!- zerwała się gwałtownie do pozycji siedzącej.
-Przyniosłem ci śniadanie!- zawołał blondyn który nareszcie został dopuszczony do słowa. Uśmiechnął się do niej i przysunął tacę z jedzeniem. Hermiona zrobiła zdziwioną minę.
-Dziękuję.- Nie powiedziała nic więcej tylko przyjęła tacę ze śniadaniem od Malfoy'a i zaczęła jeść grzanki z dżemem. Draco ciągle się w nią wpatrywał co było trochę denerwujące, ale co się dziwić- głupi eliksir. Po chwili milczenia, chłopak zapytał:
-Słoneczko, a nie…
-Nie nazywaj mnie słoneczkiem.
-Dobrze kwiatuszku…- Hermiona przewróciła oczami i wróciła do spożywania śniadania.
-yyy...., chciałabyś pójść dzisiaj ze mną do Hogesmed? (? Dobrze napisałam?) –Hermiona zakrztusiła się herbatą i zaczęła kaszleć. Co zrobił Draco? Coś w jego (nowym) stylu.
-Hermiona.…? Wszystko w porzątku? Czemu kaszlesz? Przeziębiłaś się?
-Nie kretynie! Zakrztusiłam się herbatą.
-A czemu?- Hermiona walnęła się w czoło ubolewając nad głupotą ślizgona.
-Naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? Myślisz, że poszłabym z tobą do Hogesmed po tym co ostatnio zrobiłeś?!
- A co ja niby takiego zrobiłem? – zapytał oburzony.
-Hmmmm niech pomyślę… zabijałeś spojrzeniem wszystkich którzy tylko na mnie spojrzeli, transmutowałeś Rona w ślimaka, a potem chciałeś go rozdeptać, bo powiedział mi cześć, kiedy przymierzałam tę bluzkę w przymierzalni i potem powiedziałam ci żebyś przyniósł mi inną bo ta jest za ciasna ty prawie zabiłeś sprzedawcę bo akurat ta bluzka która mi się podobała była mi za ciasna, a nie było większego rozmiaru, a kiedy….
- No dobrze już dobrze! Ja po prostu chciałem być miły żebyś ty też się we mnie zakochała.- ,,znowu ta sama śpiewka” pomyślała gryfona i westchnęła. Ślizgon zawsze tak mówił kiedy Hermiona się na niego żaliła, a że ją to zanudzało jak mówił o tym samym w kółko, więc nie pozostało jej nic jak tylko się zgodzić.
-No dobra, już dobra! Pójdę z tobą do tego Hogesmed, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Proszę, zachowuj się normalnie a nie jak zazdrosny kretyn który chce zaimponować dziewczynie która mu się podoba. Bez wzajemności.
-Ale ja właśnie chcę zaimponować dziewczynie, która mi się podo…
-No wiem, już dobra, tylko przestań w końcu paplać!
***
   To były najgorsze tygodnie w jego życiu! Ciągle ,,druga dusza” kazała mu za nią łazić wszędzie: na lekcje, do biblioteki, do dormitorium, do WS, na błonia, do tego bałwana Hagrida, do Grzmotera i Łasica, a nawet do łazienki! Ale to i tak musiało być za mało…. Musiał jeszcze nosić jej torbę, żeby się biedulka nie przemęczyła, dawać jakieś cuchnące badyle, którymi potem dostawał w łeb i to co go najbardziej w tym wszystkim irytowało. Głupie, dziecinne, pytania, przecukrzone zdrobnienia, czułe słówka i ciągłe gapienie się  na nią tymi maślanymi oczkami jakby przed nim stała naga celebrytka. Tak a propos to on od ponad miesiąca nie przeleciał żadnej dziewczyny. I w dodatku zbliża się mecz Qidditcha, a on, jako kapitan, nie zrobił ani jednego treningu.
Po prostu życie mu się wali. Myślał, że już nic gorszego nie może się zdarzyć. A jednak, zdarzyło się coś przez co cały jego świat odwrócił się do góry nogami…
***
   ,,Jak ja nienawidzę eliksirów, za to, że teraz muszę się przymilać Granger. Jak ja nienawidzę Granger za to, że teraz idę po schodach ze śniadaniem do łóżka dla śpiącej królewny, chociaż czasem nawet fajnie się z nią rozmawia…NIE! Przestań mieszać mi w głowie! Jak ja nienawidzę rodziców za to, że mnie posłali do tej szkoły wariatów. Jak ja nienawidzę tych którzy stworzyli tą szkołę. Jak ja nienawidzę tych ruchomych schodów, bo przez nie właśnie muszę iść okrężną drogą do dormitorium, a w dodatku oblałem się herbatą. Merlinie, jak ja kocham tych co stworzyli magię.- Draco marudził (oczywiście w myślach bo jego ,,druga dusza” nie pozwalała mu być sobą) idąc do dormitorium ze śniadaniem dla Hermiony. Los jednak chciał, żeby nie poszło mu to zbyt prosto, więc przesunął ruchome schody, co tym samym zaowocowało u Draco brak równowagi, a na wskutek tego- plamy z herbaty na jego nowej, zielonej koszuli. ,,P-I-Ę-KNIE." Na moment przystanął by zaklęciem wyczyścić poplamioną koszulę. Drogą koszulę. ,,Cholerna Granger!"
Po dotarciu na miejsce ślizgon wypowiedział hasło i ,,dziarsko” ruszył ku sypialni gryfonki.
-Hermioonkoooo….- ,,Na Salazarze ja już tak dłużej nie mogę się jej przymilać. Proszę przestań, bólu oszczędź!" (…)
***
   Po śniadaniu Hermiona i Draco wybrali się do Hogesmed. Ku wielkiej uciesze szatynki blondyn starał się zachowywać w miarę normalnie. No oprócz tego, że parę razy powiedział do niej kochanie, ale tak poza tym było okey. Chodzili tak już od godziny. Właśnie zmierzali w stronę trzech mioteł, gdy usłyszeli krzyk. Hermiona przestraszyła się przypominając sobie koszmar, który męczył ją od początku roku szkolnego. Potem znowu krzyk i kolejny i kolejny, aż wszyscy już krzyczeli i uciekali, a zielone promienie latały we wszystkie kierunki. Śmierciożercy napadli na Hogesmed. Dziewczyna przeraziła się tą wizją i tym kto ją obroni jeżeli była tutaj tylko ze ślizgonem, który, delikatnie mówiąc, zachowywał się jak ciota. Zaczęła panikować, że sobie nie poradzą, bo ona zostawiła różdżkę w dormitorium. Po wygranej przez nas wojnie popielecznicy Czarnego Pana, którzy uniknęli Azkabanu musieli połączyć siły i znów zacząć działalność.  Rozpaczała by tak dłużej gdyby nie to, że naprzeciw nich stanął jeden ze śmierciożerców i wycelował w gryfonkę. Zaklęcie* leciało w stronę Hermiony, a zrozpaczona gryfonka zrozumiała, że to już jej koniec, kiedy w ostatniej chwili przed nią stanął Draco, a zaklęcie trafiło w niego. Chłopak osunął się na ziemię nieprzytomny. Śmierciożercy odlecieli zostawiając za sobą obłok czarnego dymu, a Hermiona zemdlała i upadła na ziemię obok współlokatora.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


*to zaklęcie, to nie Avada Kedawra tylko czarno magiczny urok.( wszyscy już myśleli, pff :D )

Udało się. Naprawili mi  ,,jakoś” komputer wczoraj w nocy, a więc dzisiaj jest rozdział.
PS.Sorki za błędy.
Pozdrawiam!

sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 4


 
   ,,Dlaczego robię to wszystko, chociaż nie chcę tego robić? To wbrew moim zasadom bycia!"- myślał Draco w drodze do lochów-,,To wszystko przez tą szlamę Granger, nie mogła od razu wziąć wszystkich składników? Nie mogła mnie wysłać po ten składnik? Przecież dobrze wiedziała, że mnie nie można zostawiać sam na sam z takim czymś, żebym nie zrobił nic głupiego! A może nie wiedziała? Mniejsza z tym, to i tak jest jej wina! A może też moja? Przecież to ja wrzuciłem ten składnik...nie! to nie moja wina to Granger go przyniosła i zostawiła pod moim nosem! Sama się o to prosiła!Chyba powinienem ją przeprosić...co? nie! na Salazara to zaczyna wpływać na moje myśli! O nie, na pewno nie pozwolę żeby ten głupi eliksir mną zawładnął."- ślizgon powiedział hasło i wszedł do pokoju wspólnego. Gdy był już przy wejściu do sypialni chłopców, dotarło do niego, że teraz już nie mieszka tu tylko na piątym piętrze z....z..Granger? Stanął jak wryty, lecz nie na długo, bo siła eliksiru chciała iść do gryfonki, więc Draco odwrócił się na pięcie i zaczął zmierzać w stronę wyjścia. Oczywiście, "bardzo sprzyjający" mu, los nasłał na jego drogę Astorię Greengrass. Malfoy jęknął w duchu i przyśpieszył ale ślizgonka była szybsza.
-HEJ DRACUSIU! Gdzie się tak spieszysz, przecież ci nie ucieknę skarbie! Zaczekaj!- wołała Astoria, podbiegając do chłopaka i uwieszając się na jego ramieniu, szepnęła mu do ucha:
-Tęskniłam za tobą Draco.... może przejdziesz się ze mną na błonia?- Chłopak był załamany ale poczuł narastający gniew,,...dziiiiwne...o cholera to eliksir!"- pomyślał Draco i w tym samym czasie zrzucał już z siebie ślizgonkę. Dziewczyna zachwiała się i spojrzała na blondyna zdziwiona. On tylko powiedział z powagą:
-Odejdź ode mnie! Śpieszę się na spotkanie z moją ukochaną!-spojrzał na zegarek.
-Och nie, jak późno! Zaraz zaczyna się zielarstwo a ja jeszcze muszę iść po Hermionkę! Papa Astorio!-oszołomiony tym co powiedział, wybiegł z pokoju kierując swe kroki na piąte piętro.
***
 ,,Jak on mógł mnie odtrącić?! Przecież ja jestem dużo ładniejsza od tej szlamy Granger! Co ona ma czego ja nie mam? No oprócz tego, że ona zna wszystkie książki na pamięć.....Muszę się jej pozbyć....ona nie może mi zabrać mojego Dracusia! Zemszczę się....ta szlama pożałuje, że ze mną zadarła." Ślizgonka z wrednym uśmiechem wróciła na jedną ze skórzanych kanap w pokoju wspólnym i jakby nigdy nic dalej plotkowała ze swoimi przyjaciółkami.
 ***
  Hermiona szła po schodach na piąte piętro, uważając by przypadkiem nie spotkać po drodze Dracona. Pech jednak chciał, żeby na siebie wpadli. Gryfonka akurat szła tyłem, rozglądając się za siebie, gdy nagle na kogoś wpadła. Wstając z ziemi i strzepując niewidzialny kurz z ubrań, ujrzała nad sobą wielkie niebiesko-szare oczy i blond włosy Malfoy'a.
-Och kochanie, nareszcie cię znalazłem!-przytulił gryfonkę, która rozglądała się czy aby na pewno są sami.- Gdy byłem w lochach przypomniałem sobie, że przecież teraz mieszkam z tobą- uśmiechnął się do niej z...czułością? ,,O Merlinie jemu to naprawdę bardzo zaszkodziło." pomyślała z przerażeniem gryfonka i szybko wstała by znaleźć jakąkolwiek drogę ucieczki, jednak chłopak był szybszy. Złapał dziewczynę pod ramię i ruszył w stronę ich dormitorium.
-I Astoria się do mnie kleiła, to było straszne. Ale już wszystko dobrze, bo cię znalazłem kochanie.- Schylił się i pocałował ją w policzek za co od razu dostał z liścia w twarz.
-Ała...za co?- spojżał na nią z lekkim wyrzutem.
-Nie pozwalaj sobie Malfoy. To, że jesteś pod wpływem amortencji nie znaczy, że możesz sobie robić ze mną co chcesz i....
-Ale ja na prawdę cię kocham!- ,,Salazarze powiedz mi, że ja jej tego właśnie nie powiedziałem! Moja duma nie mogła już niżej upaść...zobaczysz jeszcze się zemszczę." Ślizgon wygrażał sam sobie myśląc, że w jakiś sposób uspokoi to jego nową osobowość.
-Malfoy bredzisz i nie mówdo mnie jak z tobą rozmawiam! A teraz zostaw mnie w świętym spokoju!-Wyrwała mu swoją rękę i weszła do dormitorium zatrzaskując za sobą drzwi. Zza nich krzyknęła jeszcze do arystokraty...
-I nigdy więcej już mnie nie całuj!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pozdrawiam!

PS.Przepraszam, że taki krótki ale jakoś nie miałam weny. Następny będzie dłuższy ;) komentujcie proszę c: