Przepraszam, że rozdział spóźniony ale miałam małe problemy z internetem. Myślę, że notka wam się spodoba
;) miłego czytania…
Hermiona znajdowała się w starym
domu. Panował półmrok. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności, rozejrzała
się dookoła. Jak jej się zdawało, stała w korytarzu, a przed nią były
drzwi. Zastanawiała się, skąd się tu w ogóle wzięła i jak stąd wyjść? Przerażało
ją, że to miejsce przypominało scenę z horroru, który oglądały kiedyś z
Ginny. Pamiętała, że wtedy główny bohater otworzył te drzwi, a gdy przekroczył
próg, zamknęły się za nim. W tym czasie krzesło przy biurku, które stało za nią zaczęło się
obracać, wydając przy tym przerażające dźwięki. Siedział na nim mężczyzna z nożem w ręku. Miał czarne włosy i oczy,
jego cera była blada, a na policzku miał bliznę. Po plecach gryfonki przeszedł
dreszcz. Nigdy wcześniej się tak nie bała jak teraz. Wolnym krokiem zaczęła
zbliżać się do drzwi. Chwyciła za metalową klamkę i powoli otworzyła spróchniałe drzwi.
Ujrzała pokój, w którym stało tylko łóżko. Na nim siedziała postać. Nie mogła
rozpoznać kim była, bo było ciemno. Po cichu weszła do środka, lecz tajemnicza
postać natychmiast się obróciła. Hermionę ogarnęła panika. Właśnie, kilka
kroków przed nią, siedziała zjawa bez twarzy. Miała na sobie czarną, dziurawą pelerynę z kapturem na głowie, a jej długie, splątane włosy spływały jej po ramionach. Dziewczynę przeszedł dreszcz, gdy usłyszała za sobą kroki mężczyzny z nożem. Powoli odwróciła się za siebie i zobaczyła że przerażający mężczyzna stoi tuz za nią uśmiechając się złowrogo. Dziewczyna spostrzegła, że jego oczy nie są czarne, on po prostu nie miał oczu, a w ich niejscu była tylko czarna otchłań. Kiedy odwróciła się z powrotem zobaczyła dłoń pędzacą w jej kierunku, która wyglądała jakby była stworzona z mgły. Potem usłyszała krzyk kobiety, a przed oczami zamajaczył jej obraz strzały ociekającej krwią i lecącej prosto w nią. I wtedy…
Hermiona obudziła się z krzykiem,
siadając na łóżku. ,,To tylko sen” pomyślała i usłyszała zaspany głos zza
ściany:
-Granger zamknij się, bo obudzisz
cały zamek. Porządni ludzie chcą jeszcze spać!- krzyk Malfoy’a udowodnił jej,
że wróciła już do świata rzeczywistego. Pocierając zaspane oczy, wzięła komplet ubrań i wyszła z pokoju kierując się do łazienki. Nacisnęła na klamkę -
drzwi były zamknięte. ,,O nie, tego już za wiele” pomyślała i zaczęła walić
pięścią w drzwi i krzycząc:
-Malfoy, kretynie, wyłaź
z tej łazienki! - Draco odezwał się przez drzwi:
-Nie ma mowy Granger. Trzeba było
przyjść dwie minuty wcześniej!
-Wyłaź, bo wywarzę drzwi
zaklęciem!
-Rób jak chcesz, a ja teraz będę
brał prysznic!- Hermiona nawet przez zamknięte drzwi wiedziała, że Malfoy ma na
ustach ten swój perfidny uśmieszek.
-Jak nie wyjdziesz za pięć minut
to pożałujesz, że dzisiaj wstałeś!- powiedziała i ostatni raz uderzyła ręką w
drzwi.
***
Draco stał na polanie. Była noc,
a niebo pokrywało tysiące gwiazd. On jednak wpatrywał się w kobietę siedzącą na
brzegu jeziora. Kogoś mu przypominała, ale nie mógł sobie przypomnieć kogo.
Wydawała się taka piękna. Zauroczony podszedł bliżej i usiadł obok nieznajomej.
Wtedy ich spojrzenia się spotkały, ale ślizgon nie mógł uwierzyć własnym oczom.
Właśnie patrzył na…
Chłopak usłyszawszy krzyk, zerwał się do pozycji siedzącej i rozgorączkowany zaczął rozglądać się dookoła:
-Co?! Gdzie?! Jak?! To nie moja
wina! – po chwili jednak zdał sobie sprawę, że krzyk dobiegał z pokoju obok, a
jego właścicielką była znienawidzona gryfonka Hermiona Granger.
-Granger zamknij się, bo obudzisz
cały zamek. Porządni ludzie chcą jeszcze spać!- krzyknął na wpół przytomny. Dracon’owi
od dawna śniły się same koszmary, a jak raz śniło mu się coś innego to Granger
musiała go obudzić. ,,Ja ją kiedyś uduszę poduszką” –pomyślał i zerknął na
zegarek. Była 7:30. Wstał z łóżka, wziął ubrania i zajął pierwszy łazienkę
tylko dlatego, że 1) lekcje zaczynały się o 8:30, 2)jeszcze nie wiedział ile
Granger potrafi siedzieć w łazience, a on na pewno nie pójdzie nieuczesany na
lekcje.
Po kilku minutach spędzonych w
toalecie, usłyszał jak ktoś naciska na klamkę. ,,Jeden, dwa, trzy iiii”
policzył i wtedy rozległy się uderzenia o drzwi i wściekły głos Hermiony:
-Malfoy, kretynie, wyłaź
z tej łazienki!- zaśmiał się w duchu i dziękując Merlinowi, że wstał z łóżka wcześniej,
powiedział:
-Nie ma mowy Granger. Trzeba było
przyjść dwie minuty wcześniej!
-Wyłaź, bo wywarzę drzwi
zaklęciem! - Draco postanowił zrobić to co mu najlepiej wychodzi, a mianowicie…
-Rób jak chcesz, a ja teraz będę
brał prysznic! -…wkurzanie Granger. Wiedział, że dziewczyna nie wejdzie, bo jej moralność na to nie pozwala. Uśmiechnął się z satysfakcją i wszedł pod
prysznic słysząc jeszcze słowa gryfonki:
-Jak nie wyjdziesz za pięć minut,
to pożałujesz, że dzisiaj wstałeś.– potem już nic nie słyszał, bo odkręcił
kurek z ciepłą wodą i szum stłumił wszystkie dźwięki.
***
Hermiona siedziała przy stole
Gryffindoru ze skwaszoną miną. Przez Malfoy’a, musiała skorzystać z łazienki u Ginny. Nie zdążyła jednak ułożyć włosów, dlatego wyglądały jak
siano. Siedziała tak myśląć, jak najskuteczniej zabić Malfoy’a, kiedy naprzeciw
niej usiadła rozradowana Ginny:
-Hej! Mionka nie zgadniesz co
jest w sobotę. –powiedziała Ginny.
-Nie wiem, a co?
-Wypad do Hogesmed! Oczywiście
pójdziemy razem. Coś się stało Herm? Jesteś jakaś taka nie w humorze. Czy to
przez Malfoy’a?
-Tak, wszystko przez niego, Wiesz
co jest w tym wszystkim najlepsze? Wszystkie lekcje będziemy mieć ze ślizgonami.- jęknęła z niezadowoleniem Hermiona.
-Dopomórz nam Merlinie. Co
teraz mamy?
-Eliksiry. Super, pewnie Snape*
nas przesadzi. Obym tylko nie musiała siedzieć z jakimś ślizgonem.
Dziewczyny skończyły rozmowę, a
Hermiona dyskretnie omiotła spojrzeniem całą Wielką Salę, lecz nigdzie nie
dostrzegła blond czupryny Draco. ,,I dobrze. Niech się utopi w muszli
klozetowej.” – pomyślała i od razu poprawił jej się humor.
***
Wszyscy stali pod klasą
eliksirów. Hermiona rozmawiała z Ronem. Chłopak zmienił się po wojnie. Po
stracie brata stał się bardziej agresywny i potrafił zrobić kłótnię nawet o
błache rzeczy. Miona wiedziała, że to przez smutek, dlatego mu wybaczała. Teraz
Ron opowiadał Gryfonce jakiś kawał, gdy przyszedł Snape i wpuścił uczniów do
Sali. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, powiedział swoim opanowanym tonem:
-W tym roku postanowiłem, że
będziecie siedzieć w parach Gryffindor-Slytherin –wszyscy wydali odgłosy
niezadowolenia.
-Macie pięć minut na dobranie
się w pary, zaraz wrócę.
Po kilku minutach wszyscy
znaleźli swoich partnerów, oprócz Rona, Hermiony, Pansy i Draco. Wtedy wszedł
Snape i wziął sprawę w swoje ręce:
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*W moim opowiadaniu Snape żyje i uczy eliksirów i OPCM.
Pozdrawiam!