sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 2



Przepraszam, że rozdział spóźniony ale miałam małe problemy z internetem. Myślę, że notka wam się spodoba  ;) miłego czytania…

Hermiona znajdowała się w starym domu. Panował półmrok. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności, rozejrzała się dookoła. Jak jej się zdawało, stała w korytarzu, a przed nią były drzwi. Zastanawiała się, skąd się tu w ogóle wzięła i jak stąd wyjść? Przerażało ją, że to miejsce przypominało scenę z horroru, który oglądały kiedyś z Ginny. Pamiętała, że wtedy główny bohater otworzył te drzwi, a gdy przekroczył próg, zamknęły się za nim. W tym czasie krzesło przy biurku, które stało za nią zaczęło się obracać, wydając przy tym przerażające dźwięki. Siedział na nim mężczyzna z nożem w ręku. Miał czarne włosy i oczy, jego cera była blada, a na policzku miał bliznę. Po plecach gryfonki przeszedł dreszcz. Nigdy wcześniej się tak nie bała jak teraz. Wolnym krokiem zaczęła zbliżać się do drzwi. Chwyciła za metalową klamkę i powoli otworzyła spróchniałe drzwi. Ujrzała pokój, w którym stało tylko łóżko. Na nim siedziała postać. Nie mogła rozpoznać kim była, bo było ciemno. Po cichu weszła do środka, lecz tajemnicza postać natychmiast się obróciła. Hermionę ogarnęła panika. Właśnie, kilka kroków przed nią, siedziała zjawa bez twarzy. Miała na sobie czarną, dziurawą pelerynę z kapturem na głowie, a jej długie, splątane włosy spływały jej po ramionach. Dziewczynę przeszedł dreszcz, gdy usłyszała za sobą kroki mężczyzny z nożem. Powoli odwróciła się za siebie i zobaczyła że przerażający mężczyzna stoi tuz za nią uśmiechając się złowrogo. Dziewczyna spostrzegła, że jego oczy nie są czarne, on po prostu nie miał oczu, a w ich niejscu była tylko czarna otchłań. Kiedy odwróciła się z powrotem zobaczyła dłoń pędzacą w jej kierunku, która wyglądała jakby była stworzona z mgły. Potem usłyszała krzyk kobiety, a przed oczami zamajaczył jej obraz strzały ociekającej krwią i lecącej prosto w nią. I wtedy…
   Hermiona obudziła się z krzykiem, siadając na łóżku. ,,To tylko sen” pomyślała i usłyszała zaspany głos zza ściany:
-Granger zamknij się, bo obudzisz cały zamek. Porządni ludzie chcą jeszcze spać!- krzyk Malfoy’a udowodnił jej, że wróciła już do świata rzeczywistego. Pocierając zaspane oczy, wzięła komplet ubrań i wyszła z pokoju kierując się do łazienki. Nacisnęła na klamkę - drzwi były zamknięte. ,,O nie, tego już za wiele” pomyślała i zaczęła walić pięścią w drzwi i krzycząc:
-Malfoy, kretynie, wyłaź z tej łazienki! - Draco odezwał się przez drzwi:
-Nie ma mowy Granger. Trzeba było przyjść dwie minuty wcześniej!
-Wyłaź, bo wywarzę drzwi zaklęciem!
-Rób jak chcesz, a ja teraz będę brał prysznic!- Hermiona nawet przez zamknięte drzwi wiedziała, że Malfoy ma na ustach ten swój perfidny uśmieszek.
-Jak nie wyjdziesz za pięć minut to pożałujesz, że dzisiaj wstałeś!- powiedziała i ostatni raz uderzyła ręką w drzwi.
***
   Draco stał na polanie. Była noc, a niebo pokrywało tysiące gwiazd. On jednak wpatrywał się w kobietę siedzącą na brzegu jeziora. Kogoś mu przypominała, ale nie mógł sobie przypomnieć kogo. Wydawała się taka piękna. Zauroczony podszedł bliżej i usiadł obok nieznajomej. Wtedy ich spojrzenia się spotkały, ale ślizgon nie mógł uwierzyć własnym oczom. Właśnie patrzył na…
   Chłopak usłyszawszy krzyk, zerwał się do pozycji siedzącej i rozgorączkowany zaczął rozglądać się dookoła:
-Co?! Gdzie?! Jak?! To nie moja wina! – po chwili jednak zdał sobie sprawę, że krzyk dobiegał z pokoju obok, a jego właścicielką była znienawidzona gryfonka Hermiona Granger.
-Granger zamknij się, bo obudzisz cały zamek. Porządni ludzie chcą jeszcze spać!- krzyknął na wpół przytomny. Dracon’owi od dawna śniły się same koszmary, a jak raz śniło mu się coś innego to Granger musiała go obudzić. ,,Ja ją kiedyś uduszę poduszką” –pomyślał i zerknął na zegarek. Była 7:30. Wstał z łóżka, wziął ubrania i zajął pierwszy łazienkę tylko dlatego, że 1) lekcje zaczynały się o 8:30, 2)jeszcze nie wiedział ile Granger potrafi siedzieć w łazience, a on na pewno nie pójdzie nieuczesany na lekcje.
   Po kilku minutach spędzonych w toalecie, usłyszał jak ktoś naciska na klamkę. ,,Jeden, dwa, trzy iiii” policzył i wtedy rozległy się uderzenia o drzwi i wściekły głos Hermiony:
-Malfoy, kretynie, wyłaź z tej łazienki!- zaśmiał się w duchu i dziękując Merlinowi, że wstał z łóżka wcześniej, powiedział:
-Nie ma mowy Granger. Trzeba było przyjść dwie minuty wcześniej!
-Wyłaź, bo wywarzę drzwi zaklęciem! - Draco postanowił zrobić to co mu najlepiej wychodzi, a mianowicie…
-Rób jak chcesz, a ja teraz będę brał prysznic! -…wkurzanie Granger. Wiedział, że dziewczyna nie wejdzie, bo jej moralność na to nie pozwala. Uśmiechnął się z satysfakcją i wszedł pod prysznic słysząc jeszcze słowa gryfonki:
-Jak nie wyjdziesz za pięć minut, to pożałujesz, że dzisiaj wstałeś.– potem już nic nie słyszał, bo odkręcił kurek z ciepłą wodą i szum stłumił wszystkie dźwięki.
***
   Hermiona siedziała przy stole Gryffindoru ze skwaszoną miną. Przez Malfoy’a, musiała skorzystać z łazienki u Ginny. Nie zdążyła jednak ułożyć włosów, dlatego wyglądały jak siano. Siedziała tak myśląć, jak najskuteczniej zabić Malfoy’a, kiedy naprzeciw niej usiadła rozradowana Ginny:
-Hej! Mionka nie zgadniesz co jest w sobotę. –powiedziała Ginny.
-Nie wiem, a co?
-Wypad do Hogesmed! Oczywiście pójdziemy razem. Coś się stało Herm? Jesteś jakaś taka nie w humorze. Czy to przez Malfoy’a?
-Tak, wszystko przez niego, Wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Wszystkie lekcje będziemy mieć ze ślizgonami.- jęknęła z niezadowoleniem Hermiona.
-Dopomórz nam Merlinie. Co teraz mamy?
-Eliksiry. Super, pewnie Snape* nas przesadzi. Obym tylko nie musiała siedzieć z jakimś ślizgonem.
Dziewczyny skończyły rozmowę, a Hermiona dyskretnie omiotła spojrzeniem całą Wielką Salę, lecz nigdzie nie dostrzegła blond czupryny Draco. ,,I dobrze. Niech się utopi w muszli klozetowej.” – pomyślała i od razu poprawił jej się humor.
***
Wszyscy stali pod klasą eliksirów. Hermiona rozmawiała z Ronem. Chłopak zmienił się po wojnie. Po stracie brata stał się bardziej agresywny i potrafił zrobić kłótnię nawet o błache rzeczy. Miona wiedziała, że to przez smutek, dlatego mu wybaczała. Teraz Ron opowiadał Gryfonce jakiś kawał, gdy przyszedł Snape i wpuścił uczniów do Sali. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, powiedział swoim opanowanym tonem:
-W tym roku postanowiłem, że będziecie siedzieć w parach Gryffindor-Slytherin –wszyscy wydali odgłosy niezadowolenia.
-Macie pięć minut na dobranie się w pary, zaraz wrócę.
Po kilku minutach wszyscy znaleźli swoich partnerów, oprócz Rona, Hermiony, Pansy i Draco. Wtedy wszedł Snape i wziął sprawę w swoje ręce:
-Parkinson i Weasley oraz Granger i Malfoy, a teraz, nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu panno Granger, macie przyrządzić amortęcję. Instrukcję i potrzebne składniki znajdziecie na stronie 121. Macie całą lekcję. Do roboty! –powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu i usiadł za biurkiem sortując jakieś papiery. Hermiona spojrzała na Dracona z obrzydzeniem, a on na nią z pogardą i poszli wspólnie po potrzebne składniki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*W moim opowiadaniu Snape żyje i uczy eliksirów i OPCM.

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz