Dla mojej przyjaciółki Kasi, z okazji urodzin ;)
-...4...5...6...7...8...9..10! Sukam!
Pięcioletnia Hermiona bawiła się z Draco i Blaise'm w chowanego w ogrodzie państwa Malfoy. Od rana do wieczora można było słyszeć ich śmiechy w całej rezydencji. Trójka przyjaciół zawsze trzymała się razem, a jak wychodzili z Narcyzą na spacer, to chodzili wszyscy za rączki.
Rodzice blondyna opiekowali się dziewczynką, bo jej rodziców ciągle nie było w domu. Jak nie jakieś delegacje, to praca do późnych godzin nocnych. Hermiona musiała by siedzieć cały dzień sama w domu, a tak to przynajmniej ma się z kim pobawić.
Mała Hermionka szukała swoich przyjaciół w ogrodzie, co było nie lada wyzwaniem. Ogród był ogromny i rosło w nim dużo drzew i krzewów ozdobnych. Było w nim kilka skalniaków z roślinkami, oczko wodne, fontanna w kształcie anioła wylewającego wodę z wazy oraz drewniana altanka i mały plac zabaw dla dzieci. Wszystko było połączone siecią ścieżek z kostki brukowej. To wyglądało naprawdę pięknie, chociaż nikt nie chciałby się tu zgubić.
Kasztanowłosa przechadzała się ścieżką i zaglądała za każdy krzaczek. Po długich poszukiwaniach znalazła jednego arystokratę.
-Znalazłam cie Dlaco!- zawołała wskazując palcem jasne włosy chłopaka.
Draco wstał z ziemi i otrzepał się z niej, choć i tak był cały brudny. Zawsze kiedy się bawili na dworze, Narcyza miała mnóstwo prania. No, znaczy się skrzaty domowe miały mnóstwo prania.
-Musze znaleźć lepsą klyjówkę.- powiedział blondas z nadąsaną miną- A gdzie jest Blaise?
-Jesce go nie znalazłam. Gdzie on mógł się schować? -Razem przeszli w głąb ogrodu rozglądając się w poszukiwaniu czarnoskórego.
-Ej, Helmiona, a co jak go nie znajdziemy? A co jak zjadł go jakiś potwól?
-Dlaco tu nie ma potwolów. One nie istniejom. Blaise, wyglałeś! Poddaje się! Wyjdź ze swojej klyjówki!!!-stali chwilę w ciszy nasłuchując krzyku Diabła, ale nic nie usłyszeli.
-Moze nie słyszał?- zapytał Draco- Blaise juz koniec zabawy! Wyłaź kletynie!
-Dlaco! Tak nie wolno mówić! To jest niegzecne. Blaise nie jest kletynem, on poplostu ma dziwne pomysły.
-Dobla dobla, nie wymondzaj się juz. Lepiej choćmy go posukać.
Chodzili tak z dobrą godzinę i nadal nie znaleźli przyjaciela. Przechodząc po raz dziesiąty koło tego samego krzaka usłyszeli szelest. Przystanęli i zaczęli nasłuchiwać....Znów szelest! Dobiegał zza wielkiego cyprysa. Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia i zaczęli się czołgać pod krzakiem, żeby sprawdzić co może być po drugiej stronie.
-Gdzie on jesce nie wlezie...-zaczął narzekać Draco na bruneta.
-Cicho bądź i ić do psodu.
Po chwili znaleźli się po drugiej stronie i zauważyli Blaise'a wpatrzonego w coś przed nim. Zdziwieni podeszli do niego. Draco położył dłoń na ramieniu kolegi i zapytał:
-Blaise wsystko w pozątku?- ale chłopak nawet nie spojrzał na niego, ciągle patrząc przed siebie jak zahipnotyzowany. Draco odwrócił się i przed sobą zobaczył ogrodzenie porośnięte bluszczem i winoroślą.
-Co cie tak zaciekawiło? To tylko płot. Wlacajmy, jestem głodny.
-Dlaco, tu nie jest tylko płot. Psypats się dobze.-powiedziała dziewczynka i wskazała paluszkiem na odrodzenie-tu jest klamka!
Uradowana swoim odkryciem kasztanowłosa uśmiechnęła się od ucha do ucha. Blaise zwrócił wzrok na Hermionę.
-Tez to zauwazyłem. Chciałem się schowac tak zebys mnie nie znalazła i posedłem tu i znalazłem te klamke i chciałem odsłonic te zielsko ale mnie ukuło i mnie boli rącka. -opowiedział Zabini łamiącym się głosem, na końcu wskazując na czerwoną, spuchniętą dłoń.
Dziewczynka zaczęła delikatnie oglądać rękę przyjaciela, który powstrzymywał łzy. Zawsze z Draconem próbowali udawać silnych i odważnych przy Hermionie, żeby nie wyjść na mazgajów i mami-synków. Chcieli też w jakimś stopniu przypodobać się kasztanowłosej. Kiedy mała Hermiona oglądała rękę Blaise'a, Draco uważnie przypatrywał się klamce. Pozbierał patyk z ziemi i odgarnął nim winorośli i inne rośliny pnące się po płocie. Chwycił za klamkę i spróbował otworzyć, ale zamek nie ustąpił.
-Tu musom byc jakieś drzwi. Pod klamką jest dziulka od kluca. Są zamkniente.
-Moze zapytamy cioci Nalcyzy cy ma kluc? -podsunął pomysł Zabini.
-Nie, dorośli nie mogom wiedziec, ze znaleźliśmy dzwi.
-To co im pofiemy?
-Nic nie pofiemy. Pokazes mamie, ze się skalecyłeś o jakiś ksak i ona cie ulecy, a jutlo będziemy sukac kluca do dzwi.
-No nie wiem Dlaco cy to dobly pomysł. To niebespiecne. -powiedziała dziewczynka.
-Nie maltw się Helmionko, Dlaco wie co lobi.-pocieszył ją Blaise i po kolei zaczęli wychodzić na czworaka z powrotem do ogrodu.
***
-Ciociu Nolcyzo! Ciociu Nalcyzo!- Hermiona biegła, wołając matkę Dracona. Miała na sobie jasno różową sukienkę, która nie ułatwiała jej biegania. -Blaise skalecył się w lękę!
Narcyza szybko wbiegła do holu i uklękła przy czarnoskórym. Draco i Hermiona stanęli po obu stronach przyjaciela i patrzyli co zrobi kobieta. Arystokratka obejrzała rękę Blaise'a i zaczęła go wypytywać co się stało.
-No bo ciociu, my bawiliśmy się w chowanego i ja chciałem się schowac i...i taki ksak mnie dziubnoł i mnie tak stlasnie boli lącka!- w tym momencie chłopiec już nie wytrzymał i wybuchnął głośnym płaczem. Narcyza zawołała skrzata żeby przyniósł jej do salonu potrzebne bandaże. Ona zaś wzięła Blaise'a na ręce i przytulając go do siebie poszła do salonu. Draco i Hermiona szli za nimi. Blondyn jak zwykle był opanowany, ale Hermiona była smutna i miała wyrzuty sumienia, że chłopcy mogą tak łatwo okłamać panią Malfoy.
Blondynka opatrywała Blaise'owi dłoń opowiadając dzieciom jak to ona kiedyś wygłupiała się tak jak oni. Kiedy skończyła do salonu wszedł Lucjusz Malfoy.
-Coś się stało, Narcyzo? Słyszałem płacz.
-Tatuś!- krzyknął Draco i pobiegł do ojca przytulając się do jego nogi. Draco baardzo kochał i podziwiał swojego tatę. W przyszłości chciał być taki jak on.* Lucjusz wziął syna na ręce i omiótł spojrzeniem salon. Podszedł do kanapy na której siedziała pozostała trójka i usiadł na niej obok Hermiony sadzając sobie Dracona na kolanach.
-Ach, nic takiego. Blaise skaleczył się o jakiś krzew w ogrodzie i bolała go ręka, ale już jest wszystko w porządku, prawda?- zwróciła się do chłopca. Ten tylko pokiwał głową i się uśmiechnął.
-Co dzisiaj robiliście, mali rozbójnicy, że trzeba was bandażować hmm?- mówiąc to zaczął łaskotać Draco i Hermionę, którzy wierzgali i śmiali się w niebo głosy.
-My tylko bawiliśmy się w chowanego.-powiedział Blaise.
***
Następnego dnia Draco i Hermiona poszli do ogrodu. Blaise niestety nie mógł dziś do nich przyjść, bo jechał z mamą do lekarza, ze względu na jego rękę. Narcyza uzdrowiła by go wczoraj magią, ale dopóki u Diabła nie zaczną pokazywać się jakieś oznaki magii, nie powinni jej przy nim używać. To samo tyczyło się Dracona i Hermiony. To, że była mugolaczką, nie znaczyło, że nie mogła by być czarownicą. Dzieci wiedziały tylko, że istnieją skrzaty domowe- leśne stworzonka, które pracują dla ludzi.
Szukali klucza już od trzech godzin. W całym ogrodzie nic nie znaleźli. Teraz zostało im przeszukać posiadłość, a jak to nic nie da to muszą zapytać o pomoc dorosłych.
-Dlaco tego kluca tu nie ma. Sukaliśmy juz wsendzie. Zapytajmy cioci gdzie on jest.
-Nie, jesce nie. Został nam jesce gabinet taty i kuchnia.
-Na samom myśl o kuchni i tych biednych skzatach lobi mi sie smutno. Dlaco, cemu skzaty musom tak cienzko placować?
-Bo one som po to zeby... chwila, mam pomysł! Helmiona jestes genialna! Zapytamy skzatóf cy nie wiedzom gdzie jest kluc.- dziewczynka przytaknęła i razem poszli poszukać skrzatów.
Ze względu na to, że pan Malfoy był w pracy, a pani Malfoy w ogrodzie mieli szanse na zapytanie skrzatów o klucz bez świadków.
-Zgledek!-zawołał Draco. Po chwili przed nimi zmaterializował się skrzat domowy w brudnej, podartej szmacie.
-Tak paniczu Malfoy, Zgredek jest do pana...AAA! dzieciaki, co wy tu robicie?! Zgredek nie mógł się teleportować bo dzieciaki nie wiedzą o magii....AAAA! tego Zgredek też nie miał mówić! Głupi Zgredek, głupi!- i zaczął okładać się pięściami po głowie.
-Zgledek cego nie miałeś mówic?- zapyatła Hermiona, a skrzat momentalnie przestał się bić.
-To dzieciaczki nie słyszały? Jak dobrze. W takim razie w czym Zgredek może wam pomóc?
-Mamy do cjebie pytanie.-zaczął Draco- Ale obiecaj, ze nikomu nie piśnies ani słófka.
-Zgredek obiecuje. Powiedzcie Zgredkowi o co chodzi?
-Bo my znaleśliśmy dzwi w oglodzie i chcielibysmy znalezć kluc. Wies moze gdzie on jest?
-Oczywiście że Zgredek wie gdzie jest klucz do Furtki Innego Świata. Wisi sobie o tutaj, u Zgredka na szyji... AAAA tego też nie miałem wam mówić!
-Mógłbys nam dac ten kluc? Potsebujemy go zeby otwozyc dzwi.
-Zgredek nie może, pan Malfoy zabronił....Zgredek musi już iść.-i zniknął.
-Ach ten glupi skzat. Miał nam dac kluc a nie uciekac.
-Wcale nie jest glupi!
-Jest!
-Nie jest!
-Jest!
-Nie jest!
-JEST!!!
-NIEE!!!- krzyczeli na siebie tak długo, aż do holu weszła pani Malfoy.
-Co tu się dzieje? Czemu się kłócicie?
-Wystalcy juz Dlaco, Pofem cioci.
-Nie mozes! To jest byc tajemnica! Jak to zlobis to nie będzies mogła się z nami wiencej bawić!
-DRACO! Nie mów tak, do Hermiony, to niegrzeczne. Co jest tajemnicą? Czego nie chcecie mi powiedzieć?
-To nie! Jezeli nie chces się ze mną wiencej bawic to ja się wyplowadzam!-wykrzyczała mu to w twarz i płacząc pobiegła na górę.
-HERMIONA!-po tym było słychać tylko głośny trzask zamykanych drzwi. Narcyza spojrzała na Dracona. Chłopczyk był zaskoczony takim obrotem spraw, a na jego twarzy błąkał się smutek.
-Mamusiu ja nie chciałem, zeby Helmiona płakała. Ja nie chce zeby wyjezdzała.- w tedy Narcyza pierwszy raz zobaczyła łzy w oczach swojego syna. Wzięła go na ręce, mocno przytuliła i skierowała się w stronę schodów. Wchodząc na górę Draco zaczął cicho szlochać w ramię matki. Blondynka pogłaskała go po włosach.
-Ciii, już dobrze Draco. Wiem, że nie chciałeś, że to było przez przypadek. Nic się nie stało, nie płacz już. Hermionka nie wyjedzie, zostanie tu z tobą i będziecie się razem bawić. Już dobrze.- minęła pokój Hermiony i weszła z blondynem do jego pokoju. Usiadła na łóżku i kołysała się z nim w ramionach tak długo, aż chłopczyk się nie uspokoił i nie zasnął. Położyła go na łóżku, przykryła kołdrą i wyszła z pokoju, zaklęciem zasłaniając zasłony.
***
Hermiona rzuciła się na łóżko i ukryła twarz w poduszkę. Ciągle płakała. Jak on mógł jej coś takiego powiedzieć? To pytanie przeleciało jej przez głowę i w tedy usłyszała na dole Dracona ,,Mamusiu ja nie chciałem, zeby Helmiona płakała. Ja nie chce zeby wyjezdzała.". Przestała na chwilę płakać. Usiadła na skraju łóżka i otarła oczy rękawem sukienki. Słyszała jak Narcyza wchodzi po schodach i uspokaja blondyna. ,,...Nic się nie stało, nie płacz już...."-Dlaco płace? Pzeze mnie?... -jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
-Mogę wejść?- zapytała Narcyza uchylając drzwi. Dziewczynka pokiwała głową, a arystokratka weszła do środka i usiadła obok niej na łóżku.
-Cy...cy Dlaco płakał?- zapytała Hermiona z znów zaszklonymi oczkami.
-Tak, ale już jest dobrze, śpi.
-Cemu płakał ciociu?
-Bo, bo nie chciał ci tego powiedzieć Hermionko. Nie chciał, żebyś płakała i nie chce żebyś wyjeżdżała. Myślę...myślę, że on cię kocha skarbie. Jesteś dla niego jak siostra i nie chciał ci sprawić przykrości.
-Dlaco mnie kocha?
-Tak.- Narcyza uśmiechnęła się do niej i ogarnęła jej niesfornego loka za ucho.
-Ja tez go kocham.- Hermiona też się uśmiechnęła i mocno przytuliła Narcyzę -I cjebie tez kocham ciociu.
Blondynka objęła dziewczynkę i pogłaskała ją po włosach. Po chwili Kasztanowłosa oderwała się od niej.
-A mogę iść do Dlaco?
-Słoneczko on teraz śpi, zostawmy go, dobrze? Mam lepszy pomysł.
-Jaki?
-Pójdziemy do kuchni i zrobimy ciasteczka dla Draco i dla wujka Lucjusza. Co ty na to?
-Ale tak same? Skzaty nie?
-Nie.
-Dobla! Chocmy! Sybko ciociu, choc!-wzięła Narcyzę za rękę i pociągnęła ją do drzwi. Gdy były już na schodach, Hermiona zapytała jeszcze:
-A dla nas tez bendom ciastecka?-kobieta roześmiała się.
-Tak będą. Wiedziałam, że o to zapytasz.
***
Draco obudził się o siedemnastej. Usiadł na łóżku i przetarł zaspane oczka. W pokoju było ciemno i nic nie widział. Zastanawiał się jak znalazł się w swoim pokoju? I w tedy wszystko mu się przypomniało i znowu zachciało mu się płakać.
-Nie moge byc mienczakiem.- powiedział, otarł łzy i wstał z łóżka. Na dole było słychać piski i śmiechy Hermiony i jego mamy. Zaciekawiony wyszedł z pokoju potykając się o zabawki i zszedł na dół. Prowadzony śmiechem i cudownym zapachem dotarł do kuchni. Zobaczył Hermionę i Narcyzę całe umazane w mące. Matka blondyna zamiatała bałagan z podłogi, a Kasztanowłosa ścierała go z blatu.
-Cio lobicie?- zapytał zaspanym jeszcze głosem Draco pocierając oczka i ziewając.
-O Draco, już wstałeś? Właśnie skończyłyśmy robić ciasteczka. Potem będziemy je dekorować lukrem i posypką.
-Chces nam pomóc?- chłopczyk pokiwał głową.
Po wyciągnięciu ciastek z pieca, dzieci zabrały się za dekoracje. Ciasteczka, blat i ich twarze były tak kolorowe jak kwiaty w ogrodzie latem. Tysiące kolorów zdobiło kuchnię, ale oni się tym już nie przejmowali. Szybko zanieśli ciastka do salonu, by po chwili powitać Lucjusza który przyszedł z pracy. Po zjedzeniu podwieczorku po Hermionę niespodziewanie przyjechali rodzice. Draco wystraszył się nie na żarty.
-Nie! Nigdzie nie idzies!-powiedział blondyn trzymając dziewczynkę za rękę.
-Dlaco pusc mnie! Moja mama i tata psyjechali. Musem do nich isc!
-Nie, nie mozes! Nie mozes nas zostawic! Nie mozes wyjechac! Ja nie chce zebys wyjechała. Ja chce zebys została. Mozes sie z nami bawic. Ja..ja nie chciałem tego pofiedziec. To nie jest plafda. My nie chcemy zebys odjechała.... Plose...-popatrzał na nią błagalnym wzrokiem, a jedna łza potoczyła się po jego policzku- zostan ze mną.
Hermiona przestała się wyrywać. Patrzeli sobie w oczy. Hermiona była w szoku. Pierwszy raz widziała jak Draco płacze. To było smutne. To było bardziej smutne niż to, że wszystkie króliczki na świcie by wymarły. Dziewczynka rzuciła się na szyje blondynowi i mocno go przytuliła. Teraz Draco stał zszokowany. Nagle dotarło do niego, że płakał. Płakał na jej oczach. Przytulił delikatnie Hermionę i poczuł coś mokrego na ramieniu. Płacze? Ale czemu? Co się stało?...
-H...Helmiona nie płac.
-Ja..ja...ja nigdy was nie opusce. Zawse będe tu z wami..., bo was kocham.
-Kochas??
-Tak. Kocham ciocie, kocham wujka, kocham skzaty... i kocham cjebie Dlaco.
(koniec części 1)
*Lucjusz i Narcyza nie mają nic do ludzi nieczystej krwi, Lucjusz jest sympatycznym człowiekiem ( tak dla sprostowania) ;) Pozdrawiam!