Hermiona wyczerpana chciała położyć się wcześniej spać, ale Draco i Blaise
omawiali taktykę na pierwszy mecz Quidittcha na wiosnę. Kłócili się nad czymś
tak, że nawet zaklęcie wyciszające niewiele dawało. Zrezygnowana gryfonka
zwlokła się z łóżka, zostawiając cieplutką kołdrę i poszła uciszyć
ślizgonów.
Draco siedział na kanapie, a Diabeł na fotelu naprzeciwko
Smoka. Oboje kłócili się o coś zawzięcie, pokazując coś na pergaminie na
stoliku i pokazując różne rzeczy w powietrzu. Kiedy dziewczyna weszła do
salonu, chłopcy podnieśli wzrok z kartki papieru i przenieśli go na
kasztanowłosą ubraną w swoją ulubioną piżamkę. Szare spodnie dresowe i różowy
podkoszulek nie wyglądały by źle, gdyby nie narzuciła na siebie jaskrawo zielonego,
rozciągniętego, wełnianego sweterka, który dostała kiedyś od dziadków na
święta. Do tego grube, różowe, też wełniane skarpety, poplątane włosy i zacięty
wyraz twarzy. Całość wyglądała naprawdę komicznie. Chłopcy gdy tylko ją
zobaczyli wybuchli gromkim śmiechem. Blaise tak się śmiał, że spadł z fotela na
którym siedział, a Draco zwijał się ze śmiechu na kanapie. Po chwili blondyn
się trochę opanował. Otarł łzy rozbawienia i zwrócił się do zdenerwowanej
gryfonki.
-Merlinie, Granger coś ty na siebie włożyła? Brakuje ci tylko czerwonego
nosa i możesz iść do cyrku ubiegać się o posadę klauna.
-Wal się Malfoy! Moglibyście przełożyć tę gadaninę na kiedy indziej?
Chciałabym się wyspać. I Malfoy ciebie też to dotyczy! Jutro idziemy do
Hogesmeed zamawiać dekoracje, muzykę i jedzenie na Bal Bożonarodzeniowy. Nawet
niech ci przez głowę nie przejdzie, że będę wszystko robić za ciebie!
-Granger, Granger... o mnie się nie martw, ja mam swoje sposoby na...
-Ja już wiem jakie to są te sposoby. Wszystko byleby nie musieć nic
robić.-arystokrata nic sobie nie robiąc z tego, że dziewczyna mu przerwała
kontynuował swoją wypowiedź.
-...na to by być rano wyspanym, Granger. To miałem na myśli. Echh...
naprawdę myślisz, że zniżałbym się do takich środków których używa Wieprzlej i
Bliznowaty?
-Nie nazywaj ich tak, Malfoy!
-Z tego co wiem to nie przyjaźnisz się już z tą rudą ofiarą losu, a Potter'a
gdzieś wcięło i nie wiadomo co z nim jest.
-Harry się znajdzie. I tak, nie przyjaźnię się już z Ronem, ale nie pozwolę
ci obrażać kogokolwiek z mojego i jakiegokolwiek innego domu. Nie wiesz jacy
oni są, dlatego nie możesz ich oceniać po pozorach i po czystości krwi, Malfoy.
-Dobra już, dobra. Nie praw mi morałów, bo to na mnie nie działa. Właśnie
Granger, czy przypadkiem o czymś nie zapomniałaś? Mieliśmy zastawić dziś
pułapkę na włamywacza.
-Nie możemy tego zrobić jutro? Jestem wykończona, chce mi się spać.
-Nie Granger, zrobimy to dzisiaj. Chce się jak najszybciej dowiedzieć kto
zniszczył moją miotłę, jasne?
-Ugh... dobra niech ci będzie, ale jak w połowie twojego wspaniałego planu
zasnę to potem nie wyżywaj się na mnie.
-ZAMKNIJ SIĘ JUŻ, ZABINI!!!- wydarli się obaj na czarnoskórego, który przez
całą rozmowę współlokatorów nadal śmiał się z wyglądu prefekt naczelnej.
Blaise wstał z podłogi i starł łzy rozbawienia. Otrzepał się z
niewidzialnego pyłu i stanął naprzeciwko Hermiony. Brunet powstrzymywał się,
żeby znów nie wybuchnąć śmiechem. Draco widząc to postanowił działać
natychmiast, by kasztanowłosa nie wkurzyła się jeszcze bardziej. Żarty,
żartami, ale on nie zamierzał się potem z nią użerać kiedy Zabini sobie
pójdzie.
-Dobra Diable, przełóżmy to na kiedy indziej. Muszę coś jeszcze dzisiaj
załatwić.
-Okey, to ja spadam. Narazie gołąbeczki wy moje! Tylko pamiętajcie o zabezpieczeniu!
- ledwo zdążył zamknąć na sobą portret i usłyszał trzask rozbijającego się
szkła o drzwi. ,,Uff, udało mi się zwiać." pomyślał i uśmiechnął się
szeroko idąc korytarzem w stronę lochów.
***
-Malfoy, to jest najbardziej idiotyczny plan jaki w życiu widziałam. Te
pułapki wygląda jakby były wyciągnięte ze Scooby Doo, albo z Kevin sam w domu.
-Z czego? Granger gadaj po mojemu, bo nie rozumiem twojego języka kujonów. A
może zgadałaś się z moją rybka, że ona cię nauczy rybiego? Tobie chyba się
spodobał ten język. O popatrz, znów go używasz!- roześmiał się gdy Hermiona
znowu otwierała i zamykała buzię nie wiedząc co powiedzieć. Ona w odwecie,
walnęła go poduszką.
-Nienawidzę cię Malfoy!
-To już zaczyna brzmieć jak wyznanie miłości, Granger. Jeszcze trochę i będę
prowadził cię pod ołtarz! Nic tylko mi miłość wyznajesz. Nie licz na cokolwiek
Szczotko.- gryfonka znowu go walnęła, ale tym razem podręcznikiem do historii
magii.
-Ej, to bolało!- powiedział rozmasowując obolałe ramię.- Dziewczyna nic nie
powiedziała i omiotła spojrzeniem salon jeszcze raz.
Przy samym wejściu była rozciągnięta linka, tak żeby włamywacz
potknął się o nią i wywrócił wprost do następnej pułapki, jaką były rozsypane
po podłodze pineski. Linka też uruchamiała specjalny spray który po spryskaniu
miał zostawiać niebieskie ślady obcego. Obok kominka, był wylany klej na
podłodze, a od kanapy do nogi stolika też była pociągnięta linka, która miała
zrzucić siatkę na włamywacza. Na stoliku naprzeciw kanapy stała zapalona
świeczka i dezodorant Hermiony- kiedy ktoś usiądzie na jeden z foteli, włączy,
oczywiście magią, dezodorant, a jak wszyscy wiemy, dezodorant źle wpływa na
ogień. Cały barek był pod napięciem elektrycznym. Łazienka była pokryta grubą
warstwą lodu, była jedną wielką ślizgawką, a w dodatku w całym pokoju, ba
dormitorium, był monitoring. ,,Ja się zastanawiam, z kąt on wziął mugolskie
rzeczy?! I z kąt wiedział do czego służą?! Podejrzane..."
-Dobra Granger, idziemy do pokojów i zostawiam ci tę komórkę. Jakbyś coś usłyszała albo zniszczyła to dzwoń. To jak już wszystko wiesz to ja spadam do siebie. A, jeszcze jedno! Lepiej będzie jak jednak czegoś nie zepsujesz. Nara.- powiedział zanim Hermiona zdążyła się odezwać i zniknął w
swoim pokoju.
***
W wiosce nie było nikogo o tej porze, a Hogwart był pogrążony w ciemności nocy. Jedynym oświetleniem były gwiazdy i księżyc, które wyłaniały się zza chmur. Szedł przez błonia w stronę szkoły, analizując wszystko czego się dowiedział z księgi i listu w który, jak się później okazało, była mapa i wskazówki dotyczące miejsca pobytu ważnych dla niego ludzi.
Szedł powoli po schodach, kierując się do wieży Gryffindoru. Był strasznie poobijany, chyba miał skręcony nadgarstek i zwichniętą kostkę. D o tego wszystkiego musiał uważać na Filcha, bo już dawno zaczęła się cisza nocna. Chłopak był już na piątym piętrze, kiedy przed nim stanęła ukochana kotka charłaka. Spanikowany zaczął rozglądać się za najkrótszą drogą ucieczki i w tedy zobaczył
te drzwi. Teraz to moja jedyna nadzieja. Podszedł, na tyle szybko na ile pozwalały mu na to jego obrażenia, do portretu starego czarodzieja z długą siwą brodą i wypowiedział hasło. Portret otworzył się, a chłopak wszedł szybko do środka nie wiedząc w co właśnie się wpakował.
***
Hermionę obudził hałas dobiegający z salonu. ,,Czyli jednak." pomyślała i wzięła do ręki komórkę którą dał jej Draco jak skończyli przygotowywać zasadzkę. Wybrała numer i usłyszała sygnał. Po chwili w słuchawce usłyszała głos współlokatora.
-Coś zepsułaś Granger?- powiedział zaspanym głosem.
-Nie. Słyszałam hałas, chyba ktoś jest w salonie.
-Jednak przyszedł, odważny jest.- powiedział ślizgon a Hermiona mogła przysiąc, że na jego twarzy widnieje teraz ten kpiący uśmieszek, którego tak bardzo nie znosiła.- idziemy Granger, weź różdżkę.- i się rozłączył.
Dziewczyna wstała i wzięła różdżkę podchodząc po cichu do drzwi. Powoli je otwierała słysząc wrzaski i przekleństwa dobiegające zza nich. ,,Pewnie świeczka."
-AAAAAAAAA!!!- ,,I prąd" pomyślała i wyszła z pokoju. Malfoy stał już przed swoimi drzwiami z różdżką w pogotowiu. Gryfonka zaświeciła światło, a ślizgon rzucił drętwotę. Krzyki umilkły, a na ziemi leżał sprawca całego zamieszania i kłopotów Malfoya. Oboje poszli sprawdzić kto był aż takim kretynem, żeby włamywać się do ich dormitorium i dewastować pokój ślizgona. Kasztanowłosa rozejrzała się po pomieszczeniu i stwierdziła, że włamywacz skorzystał z wszystkich atrakcji jakie przygotowali, ale kiedy zobaczyła kto wszedł do dormitorium stanęła jak spetryfikowana. Przed nią na podłodze leżał zmasakrowany przez każdą pułapkę Harry Potter.
-T-to...to...to nie możliwe. S-skąd...on...się tu wziął?! - gryfonka zdjęła zaklęcie i uklękła obok gryfona.
-Harry, jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Tak wszystko okey, poza tym, że zostałem przewrócony na rozsypane pineski, pośliznąłem się na kleju, podpaliło mi włosy, a jak pobiegłem do łazienki to nie zastałem ani kropli wody i znowu się wygrzmociłem! Do teko jak już ugasiłem ogień siatką która na mnie spadła, to oparłem się o barek ale on mnie poraził prądem! Jesteście jakimiś masochistami czy co?! Po co robicie pułapki na niewinnych ludzi!?
-Harry spokojnie zaraz ci wszystko wyjaśnię. To był pomysł Malfoya...
-Tak, najlepiej zwalić całą winę na mnie!- oburzył się arystokrata który dotychczas stał niewzruszony z boku i przysłuchiwał się ich rozmowie. Hermiona pomogła wstać przyjacielowi i usiedli na kanapie, uprzednio zrzucając z niej zniszczoną siatkę.
-To było tak, ze ktoś włamał się do naszego dormitorium i zdemolował Malfoy'owi pokój...
-Połamali mi miotłę! Nie daruję mu tego co...
-Fretko nie przerywaj mi! Później sobie pomarudzisz. Przynieś mu coś do picia.- Draco wyczarował szklankę i zaklęciem nalał do niej wody. Gryfonka tylko przewróciła oczami i kontynuowała.
-Na początku podejrzewał mnie ale szybko wykluczyliśmy tę opcję, no i on chciał zastawić pułapkę na włamywacza, ale ty się w nią przypadkowo złapałeś.
-I wszystko zepsułeś Potter. Ledwo się pojawisz i wszystko szlag trafia.
-Malfoy!
-Granger!- powiedział Draco naśladując przy tym Hermionę.
-Ja tak wcale nie mówię! Mniejsza, Harry dobrze że nic ci nie jest. Czy...czy ty ich znalazłeś? Gdzie byłeś przez cały czas? Wszyscy się o ciebie martwili. Ginny prawie nic nie je, i chodzi po szkole jak cień.
Harry opowiedział jej wszystko: o śmierciożercach i jego przywódcy, o księdze, o zakapturzonej postaci i o tym czego się dowiedział. Hermiona przestraszyła się kiedy chłopak opisywał wygląd przywódcy śmierciożerców. Wyglądał zupełnie jak mężczyzna z jej koszmarów. Teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. To nie były sny tylko... wizje. Z rozmyśleń wyrwał ją głos blondyna.
-Granger wszystko w porządku? Zbladłaś.- chłopak podszedł do niej i dotknął dłonią jej czoła.
-Ma gorączkę trzeba ją zabrać do skrzydła.- wziął dziewczynę na ręce i skierował się do wyjścia.
-Potter ty też idziesz. Jesteś w gorszym stanie niż w czasie bitwy o Hogwart, a i nie myśl sobie, że ciebie też poniosę.- wyszedł zostawiając gryfona w salonie. ,,Widzę, że się ze sobą zżyli. Jak już Malfoy martwi się o Hermmionę to dużo musiało się dziać kiedy mnie nie było." Uśmiechnął się pod nosem i powlókł się za ślizgonem do skrzydła szpitalnego.
***
Następnego dnia Hermiona wyglądała dużo lepiej. Wyspała się za sprawą eliksiru słodkiego snu, a co do mężczyzny z koszmarów zamierzała porozmawiać o tym z McGonagall. Dyrektorkę powiadomiono już o przybyciu Harry'ego do szkoły, a Draco w skrócie opowiedział co się stało.
Dziewczynę wypisali z skrzydła z samego rana. Ta od razu pobiegła do dormitorium, wzięła prysznic, ubrała się i poszła obudzić Dracona. Dzisiaj mieli pozamawiać wszystko, bo do balu zostało nie wiele czasu, a ona nie zamierza robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Weszła do pokoju współlokatora i odsłoniła kotary. Do środka pomieszczenia wpadły promienie słońca, a blondyn wydał jęk niezadowolenia i obrócił się na drugi bok. Gryfonka zachichotała jak mała dziewczynka, po czym chwyciła jeden róg kołdry i pociągnęła go zabierając ślizgonowi ciepłą pierzynę.
-Graaanger, jest jeszcze wcześnie daj mi się wyspać. Przez was... poszedłem spać o czwartej nad ranem, rozumiesz? Bądź litościwa i zostaw mnie w spokoju. - powiedział ziewając przy tym.
-Nie, nie Malfoy. Ty mi wczoraj też nie dałeś spać, a dzisiaj idziemy do Hogesmeed pamiętasz?
-Ugh... nie możemy tego przełożyć na inny termin? Jestem zmęczony.
-Ja też wczoraj byłam za..- spojrzała na zegarek.-...dziesięć minut wychodzimy!- powiedziała i wybiegła z pokoju arystokraty. ,,Cholerna Granger." przeklinając w duchu swoją uległość, poszedł do łazienki. ,,Co ona ze mną zrobiła? Stałem się ciotą, a ja nie będę się zniżał do poziomu Longbootom'a." pomyślał, po czym wrócił z powrotem do pokoju, wyczarował kołdrę i zapadł znowu w sen ignorując Hermionę czekającą na niego za drzwiami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciałam napisać jeszcze o pobycie w Hogesmeed, ale skończył mi się zapał do pisania :D w następnym rozdziale (który będzie 31) napisze ;) Jak myślicie kto jest włamywaczem? Piszcie w komentarzach. Pozdrawiam!