środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 16



 
  ,,Gdzie do cholery jest Malfoy?! Ileż można się ubierać?! No tak, głupia fretka musi jeszcze ułożyć włosy, bo musi wyglądać IDEALNIE. ” Zirytowana do granic możliwości gryfonka, czekała od godziny przed portretem na arystokratę, a jego jak nie było tak nie ma. Wypowiedziała hasło i szybkim krokiem udała się w kierunku sypialni ślizgona. Otworzyła drzwi na oścież i ją zamurowało. Draco Malfoy leżał pod cieplutką pościelą, którą mu zabrała, i smacznie sobie spał. To ona się tu stara żeby wszystko na czas przygotować a on sobie śpi?! Niedoczekanie. Hermiona wyjęła różdżkę z kieszeni płaszcza i skierowała jej koniec na twarz śpiącego blondyna.
-Aquamenti!- powiedziała, a  lodowata woda trysnęła z magicznego patyka prosto na twarz ślizgona. Ten natychmiast zerwał się do pozycji siedzącej.
-Dobra dobra! Już wstaję Granger! Tylko wyłącz tą przeklętą wodę!! – dziewczyna posłusznie zdjęła zaklęcie.
   Po szybkim prysznicu i ubieraniu się sprintem, Draco i Hermiona szli w stronę Sali wyjściowej.
-Nawet nie dałaś mi zjeść śniadania zła kobieto.
-Jakbyś nie zaspał śniadania to byś coś zjadł, a teraz przestań marudzić i pośpiesz się, nie mam całego dnia.
-Czyżbyś się gdzieś wybierała Granger? Na randkę z książkami?- drwił z niej Draco.
-Nie kretynie, nie mam ochoty spędzać całego dnia w twoim towarzystwie. Muszę coś załatwić u McGonagall.
-Czyżby grzeczna, poukładana pani prefekt coś przeskrobała? Nie ładnie Granger, a miałem cię za przykład świętości.
-Och zamknij się już! Ciągle gadasz i gadasz.
   Szli chwilę w ciszy, którą przerwało pytanie chłopaka.
-Granger, a jak my wyjdziemy do Hogesmeed jak wyjścia są zabronione z powodu napadów śmierciożerców?
-A ty dalej gadasz. Ugh. Załatwiłam zgodę od McGonagall. A w wiosce i tak jest pełno aurorów, tak że nic nam nie powinno się stać. 
   Draco pokiwał głową na znak, że rozumie i zaczął przypominać sobie swój ostatni wypad do Hogesmeed. I wtedy przypomniało mu się jak osłonił Granger przed urokiem. Ten facet...chwila moment, czy on nie był podobny do tego gościa o którym mówił Potter? Cała ta sprawa była bardzo podejrzana i do tego te czarne blizny na jego torsie. Sam też próbował je usunąć ale strasznie bolało kiedy rzucał zaklęcia dlatego zaprzestał dalszych prób. Znał dużo czarno magicznych klątw ale nie miał pojęcia czym dostał. Do tego to się ciągle rozrastało. ,,Niedługo będę czarny jak Blaise." pomyślał ze zgrozą. Kiedy pytał Granger czy wie może czym dostał, co to jest, czy to zejdzie, ona była zmieszana i odwracała wzrok mówiąc, że nie ma pojęcia co to jest. Nie wierzył jej, ona coś wiedziała i nie chciała mu o tym powiedzieć.
   Załatwili wszystkie sprawy w hogesmeed i wrócili do Hogwartu. Swoje dormitorium zastali w opłakanym stanie. A raczej w żadnym stanie, bo nic w nim nie było. Stanęli na środku pustego salonu, a ślizgon zaczął wyzywać cały świat, za to co mu się przydarza kiedy nie ma go w dormitorium. Zrozpaczona Hermiona próbowała wymyślić jak przekażą to dyrektorce, a Malfoy nad czymś dumał. To prawda, że rozmawiał ze swoją rybką o tym że chciałby żeby to wszystko znikło, no ale nie o to mu chodziło! Chwila moment... czy właśnie ta głupia ryba spełniła jego życzenie? ,,Nie, to nie możliwe. W taki razie...." Nie dowierzając swojej intuicji poszedł zobaczyć czy się nie pomylił. A jednak prawda. W jego pokoju, na łóżku leżała nowa miotła, Nimbus 2001. Uradowany blondyn zaczął skakać w miejscu, jak mała dziewczynka ciesząca się z nowej przytulanki. Kasztanowłosa zauważyła w tym czasie, że tylko salon opustoszał, sypialnie i łazienka zostały nienaruszone. Poszła powiedzieć o swoim odkryciu ślizgonowi i zobaczyła jak skacze w miejscu jak idiota.
-Malfoy, co ty na Godryka wyprawiasz?- w tym momencie Draco uświadomił sobie co dziewczyna zobaczyła i przestał skakać obracając się do niej przodem z powagą na twarzy.
-Blaise kupił mi rybkę która spełnia życzenia. Dory jest genialna! Popatrz, mam moją miotłę z powrotem!
-To nie możliwe. Takie rybki nie istnieją Malfoy. Bajek się naczytałeś i bredzisz od rzeczy. Dory? Myślałam, że ma na imię H...
-Zmieniłem jej imię bo tamto było kretyńskie. I to prawda, że ona spełnia życzenia. Chciałem miotłę- mam miotłę. Chciałem by wszystko zniknęło- zniknął salon. I chciałem żebyś się nie podniecała na widok Dory i się udało.- za to ostatnie oberwał w ramię. 
-Jeżeli ona spełnia życzenia to powiedz jej żeby przywróciła salon z powrotem.- tak też uczynił. Po godzinie wszystko wróciło do normy.
***
   Dwójka osób spotkała się po ciszy nocnej w jednej z nieużywanych klas. Znowu. 
-Nasz plan się nie powiódł. Trzeba wymyślić coś innego, gorszego niż to poprzednie. Tylko co my teraz możemy zrobić?
-Trzeba użyć tajnej broni. Trzeba ich sprowadzić.- powiedziała dziewczyna siedząca na parapecie przy otwartym oknie.
-Nie mówisz na poważnie. Użyć tego? Sprowadzić ich?! Oszalałaś. Jeżeli to zrobimy, a Ministerstwo się dowie to pójdziemy siedzieć.- próbował przemówić jej do rozsądku chłopak. -Wymyślmy coś innego.
-Ale co ty chcesz innego wymyślać?! Jeżeli tego nie zrobimy to nigdy nam się nie uda osiągnąć celu. -przerwała na chwilę schodząc z okna i powoli podchodząc do kolegi.- nie sprowadzimy ich od razu. Najpierw musimy ich skłócić. Musimy działać ostrożnie, bo jeden błąd może nas słono kosztować.
-Wiem o tym. To jaki jest plan?
   Całą noc spędzili na omawianiu szczegółów planu. W tym czasie za oknem zaczął padać śnieg. Zostały tylko dwa tygodnie do balu Bożonarodzeniowego. W tedy miało rozpętać się piekło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam, że tak krótko ale głowa mnie rozbolała i nie umiem nic mądrego więcej wymyślić. Chciałam żeby jeszcze dziś był rozdział dlatego podzieliłam na części, żeby nie było. Następna notka będzie 11 września. Powodzenia wszystkim w nowym roku szkolnym, pozdrawiam i proszę o komentarze ;) 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 15

  
   Hermiona wyczerpana chciała położyć się wcześniej spać, ale Draco i Blaise omawiali taktykę na pierwszy mecz Quidittcha na wiosnę. Kłócili się nad czymś tak, że nawet zaklęcie wyciszające niewiele dawało. Zrezygnowana gryfonka zwlokła się z łóżka, zostawiając cieplutką kołdrę i poszła uciszyć ślizgonów.
   Draco siedział na kanapie, a Diabeł na fotelu naprzeciwko Smoka. Oboje kłócili się o coś zawzięcie, pokazując coś na pergaminie na stoliku i pokazując różne rzeczy w powietrzu. Kiedy dziewczyna weszła do salonu, chłopcy podnieśli wzrok z kartki papieru i przenieśli go na kasztanowłosą ubraną w swoją ulubioną piżamkę. Szare spodnie dresowe i różowy podkoszulek nie wyglądały by źle, gdyby nie narzuciła na siebie jaskrawo zielonego, rozciągniętego, wełnianego sweterka, który dostała kiedyś od dziadków na święta. Do tego grube, różowe, też wełniane skarpety, poplątane włosy i zacięty wyraz twarzy. Całość wyglądała naprawdę komicznie. Chłopcy gdy tylko ją zobaczyli wybuchli gromkim śmiechem. Blaise tak się śmiał, że spadł z fotela na którym siedział, a Draco zwijał się ze śmiechu na kanapie. Po chwili blondyn się trochę opanował. Otarł łzy rozbawienia i zwrócił się do zdenerwowanej gryfonki.
-Merlinie, Granger coś ty na siebie włożyła? Brakuje ci tylko czerwonego nosa i możesz iść do cyrku ubiegać się o posadę klauna.
-Wal się Malfoy! Moglibyście przełożyć tę gadaninę na kiedy indziej? Chciałabym się wyspać. I Malfoy ciebie też to dotyczy! Jutro idziemy do Hogesmeed zamawiać dekoracje, muzykę i jedzenie na Bal Bożonarodzeniowy. Nawet niech ci przez głowę nie przejdzie, że będę wszystko robić za ciebie!
-Granger, Granger... o mnie się nie martw, ja mam swoje sposoby na...
-Ja już wiem jakie to są te sposoby. Wszystko byleby nie musieć nic robić.-arystokrata nic sobie nie robiąc z tego, że dziewczyna mu przerwała kontynuował swoją wypowiedź.
-...na to by być rano wyspanym, Granger. To miałem na myśli. Echh... naprawdę myślisz, że zniżałbym się do takich środków których używa Wieprzlej i Bliznowaty?
-Nie nazywaj ich tak, Malfoy!
-Z tego co wiem to nie przyjaźnisz się już z tą rudą ofiarą losu, a Potter'a gdzieś wcięło i nie wiadomo co z nim jest.
-Harry się znajdzie. I tak, nie przyjaźnię się już z Ronem, ale nie pozwolę ci obrażać kogokolwiek z mojego i jakiegokolwiek innego domu. Nie wiesz jacy oni są, dlatego nie możesz ich oceniać po pozorach i po czystości krwi, Malfoy.
-Dobra już, dobra. Nie praw mi morałów, bo to na mnie nie działa. Właśnie Granger, czy przypadkiem o czymś nie zapomniałaś? Mieliśmy zastawić dziś pułapkę na włamywacza.
-Nie możemy tego zrobić jutro? Jestem wykończona, chce mi się spać.
-Nie Granger, zrobimy to dzisiaj. Chce się jak najszybciej dowiedzieć kto zniszczył moją miotłę, jasne?
-Ugh... dobra niech ci będzie, ale jak w połowie twojego wspaniałego planu zasnę to potem nie wyżywaj się na mnie.
-ZAMKNIJ SIĘ JUŻ, ZABINI!!!- wydarli się obaj na czarnoskórego, który przez całą rozmowę współlokatorów nadal śmiał się z wyglądu prefekt naczelnej.
   Blaise wstał z podłogi i starł łzy rozbawienia. Otrzepał się z niewidzialnego pyłu i stanął naprzeciwko Hermiony. Brunet powstrzymywał się, żeby znów nie wybuchnąć śmiechem. Draco widząc to postanowił działać natychmiast, by kasztanowłosa nie wkurzyła się jeszcze bardziej. Żarty, żartami, ale on nie zamierzał się potem z nią użerać kiedy Zabini sobie pójdzie.
-Dobra Diable, przełóżmy to na kiedy indziej. Muszę coś jeszcze dzisiaj załatwić.
-Okey, to ja spadam. Narazie gołąbeczki wy moje! Tylko pamiętajcie o zabezpieczeniu! - ledwo zdążył zamknąć na sobą portret i usłyszał trzask rozbijającego się szkła o drzwi. ,,Uff, udało mi się zwiać." pomyślał i uśmiechnął się szeroko idąc korytarzem w stronę lochów.
***
-Malfoy, to jest najbardziej idiotyczny plan jaki w życiu widziałam. Te pułapki wygląda jakby były wyciągnięte ze Scooby Doo, albo z Kevin sam w domu.
-Z czego? Granger gadaj po mojemu, bo nie rozumiem twojego języka kujonów. A może zgadałaś się z moją rybka, że ona cię nauczy rybiego? Tobie chyba się spodobał ten język. O popatrz, znów go używasz!- roześmiał się gdy Hermiona znowu otwierała i zamykała buzię nie wiedząc co powiedzieć. Ona w odwecie, walnęła go poduszką.
-Nienawidzę cię Malfoy!
-To już zaczyna brzmieć jak wyznanie miłości, Granger. Jeszcze trochę i będę prowadził cię pod ołtarz! Nic tylko mi miłość wyznajesz. Nie licz na cokolwiek Szczotko.- gryfonka znowu go walnęła, ale tym razem podręcznikiem do historii magii.
-Ej, to bolało!- powiedział rozmasowując obolałe ramię.- Dziewczyna nic nie powiedziała i omiotła spojrzeniem salon jeszcze raz.
   Przy samym wejściu była rozciągnięta linka, tak żeby włamywacz potknął się o nią i wywrócił wprost do następnej pułapki, jaką były rozsypane po podłodze pineski. Linka też uruchamiała specjalny spray który po spryskaniu miał zostawiać niebieskie ślady obcego. Obok kominka, był wylany klej na podłodze, a od kanapy do nogi stolika też była pociągnięta linka, która miała zrzucić siatkę na włamywacza. Na stoliku naprzeciw kanapy stała zapalona świeczka i dezodorant Hermiony- kiedy ktoś usiądzie na jeden z foteli, włączy, oczywiście magią, dezodorant, a jak wszyscy wiemy, dezodorant źle wpływa na ogień. Cały barek był pod napięciem elektrycznym. Łazienka była pokryta grubą warstwą lodu, była jedną wielką ślizgawką, a w dodatku w całym pokoju, ba dormitorium, był monitoring. ,,Ja się zastanawiam, z kąt on wziął mugolskie rzeczy?! I z kąt wiedział do czego służą?! Podejrzane..."
-Dobra Granger, idziemy do pokojów i zostawiam ci tę komórkę. Jakbyś coś usłyszała albo zniszczyła to dzwoń. To jak już wszystko wiesz to ja spadam do siebie. A, jeszcze jedno! Lepiej będzie jak jednak czegoś nie zepsujesz. Nara.- powiedział zanim Hermiona zdążyła się odezwać i zniknął w swoim pokoju.
***
    W wiosce nie było nikogo o tej porze, a Hogwart był pogrążony w ciemności nocy. Jedynym oświetleniem były gwiazdy i księżyc, które wyłaniały się zza chmur. Szedł przez błonia w stronę szkoły, analizując wszystko czego się dowiedział z księgi i listu w który, jak się później okazało, była mapa i wskazówki dotyczące miejsca pobytu ważnych dla niego ludzi.
   Szedł powoli po schodach, kierując się do wieży Gryffindoru. Był strasznie poobijany, chyba miał skręcony nadgarstek i zwichniętą kostkę. D o tego wszystkiego musiał uważać na Filcha, bo już dawno zaczęła się cisza nocna. Chłopak był już na piątym piętrze, kiedy przed nim stanęła ukochana kotka charłaka. Spanikowany zaczął rozglądać się za najkrótszą drogą ucieczki i w tedy zobaczył te drzwi. Teraz to moja jedyna nadzieja. Podszedł, na tyle szybko na ile pozwalały mu na to jego obrażenia, do portretu starego czarodzieja z długą siwą brodą i wypowiedział hasło. Portret otworzył się, a chłopak wszedł szybko do środka nie wiedząc w co właśnie się wpakował.
***
   Hermionę obudził hałas dobiegający z salonu. ,,Czyli jednak." pomyślała i wzięła do ręki komórkę którą dał jej Draco jak skończyli przygotowywać zasadzkę. Wybrała numer i usłyszała sygnał. Po chwili w słuchawce usłyszała głos współlokatora.
-Coś zepsułaś Granger?- powiedział zaspanym głosem.
-Nie. Słyszałam hałas, chyba ktoś jest w salonie.
-Jednak przyszedł, odważny jest.- powiedział ślizgon a Hermiona mogła przysiąc, że na jego twarzy widnieje teraz ten kpiący uśmieszek, którego tak bardzo nie znosiła.- idziemy Granger, weź różdżkę.- i się rozłączył.
   Dziewczyna wstała i wzięła różdżkę podchodząc po cichu do drzwi. Powoli je otwierała słysząc wrzaski i przekleństwa dobiegające zza nich. ,,Pewnie świeczka."
-AAAAAAAAA!!!- ,,I prąd" pomyślała i wyszła z pokoju. Malfoy stał już przed swoimi drzwiami z różdżką w pogotowiu. Gryfonka zaświeciła światło, a ślizgon rzucił drętwotę. Krzyki umilkły, a na ziemi leżał sprawca całego zamieszania i kłopotów Malfoya. Oboje poszli sprawdzić kto był aż takim kretynem, żeby włamywać się do ich dormitorium i dewastować pokój ślizgona. Kasztanowłosa rozejrzała się po pomieszczeniu i stwierdziła, że włamywacz skorzystał z wszystkich atrakcji jakie przygotowali, ale kiedy zobaczyła kto wszedł do dormitorium stanęła jak spetryfikowana. Przed nią na podłodze leżał zmasakrowany przez każdą pułapkę Harry Potter.
-T-to...to...to nie możliwe. S-skąd...on...się tu wziął?! - gryfonka zdjęła zaklęcie i uklękła obok gryfona.
-Harry, jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Tak wszystko okey, poza tym, że zostałem przewrócony na rozsypane pineski, pośliznąłem się na kleju, podpaliło mi włosy, a jak pobiegłem do łazienki to nie zastałem ani kropli wody i znowu się wygrzmociłem! Do teko jak już ugasiłem ogień siatką która na mnie spadła, to oparłem się o barek ale on mnie poraził prądem! Jesteście jakimiś masochistami czy co?! Po co robicie pułapki na niewinnych ludzi!?
-Harry spokojnie zaraz ci wszystko wyjaśnię. To był pomysł Malfoya...
-Tak, najlepiej zwalić całą winę na mnie!- oburzył się arystokrata który dotychczas stał niewzruszony z boku i przysłuchiwał się ich rozmowie. Hermiona pomogła wstać przyjacielowi i usiedli na kanapie, uprzednio zrzucając z niej zniszczoną siatkę.
-To było tak, ze ktoś włamał się do naszego dormitorium i zdemolował Malfoy'owi pokój...
-Połamali mi miotłę! Nie daruję mu tego co...
-Fretko nie przerywaj mi! Później sobie pomarudzisz. Przynieś mu coś do picia.- Draco wyczarował szklankę i zaklęciem nalał do niej wody. Gryfonka tylko przewróciła oczami i kontynuowała.
-Na początku podejrzewał mnie ale szybko wykluczyliśmy tę opcję, no i on chciał zastawić pułapkę na włamywacza, ale ty się w nią przypadkowo złapałeś.
-I wszystko zepsułeś Potter. Ledwo się pojawisz i wszystko szlag trafia.
-Malfoy!
-Granger!- powiedział Draco naśladując przy tym Hermionę.
-Ja tak wcale nie mówię!  Mniejsza, Harry dobrze że nic ci nie jest. Czy...czy ty ich znalazłeś? Gdzie byłeś przez cały czas? Wszyscy się o ciebie martwili. Ginny prawie nic nie je, i chodzi po szkole jak cień.
   Harry opowiedział jej wszystko: o śmierciożercach i jego przywódcy, o księdze, o zakapturzonej postaci i o tym czego się dowiedział. Hermiona przestraszyła się kiedy chłopak opisywał wygląd przywódcy śmierciożerców. Wyglądał zupełnie jak mężczyzna z jej koszmarów. Teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. To nie były sny tylko... wizje. Z rozmyśleń wyrwał ją głos blondyna.
-Granger wszystko w porządku? Zbladłaś.- chłopak podszedł do niej i dotknął dłonią jej czoła.
-Ma gorączkę trzeba ją zabrać do skrzydła.- wziął dziewczynę na ręce i skierował się do wyjścia.
-Potter ty też idziesz. Jesteś w gorszym stanie niż w czasie bitwy o Hogwart, a i nie myśl sobie, że ciebie też poniosę.- wyszedł zostawiając gryfona w salonie. ,,Widzę, że się ze sobą zżyli. Jak już Malfoy martwi się o Hermmionę to dużo musiało się dziać kiedy mnie nie było." Uśmiechnął się pod nosem i powlókł się za ślizgonem do skrzydła szpitalnego.
***
   Następnego dnia Hermiona wyglądała dużo lepiej. Wyspała się za sprawą eliksiru słodkiego snu, a co do mężczyzny z koszmarów zamierzała porozmawiać o tym z McGonagall. Dyrektorkę powiadomiono już o przybyciu Harry'ego do szkoły, a Draco w skrócie opowiedział co się stało.
   Dziewczynę wypisali z skrzydła z samego rana. Ta od razu pobiegła do dormitorium, wzięła prysznic, ubrała się i poszła obudzić Dracona. Dzisiaj mieli pozamawiać wszystko, bo do balu zostało nie wiele czasu, a ona nie zamierza robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Weszła do pokoju współlokatora i odsłoniła kotary. Do środka pomieszczenia wpadły promienie słońca, a blondyn wydał jęk niezadowolenia i obrócił się na drugi bok. Gryfonka zachichotała jak mała dziewczynka, po czym chwyciła jeden róg kołdry i pociągnęła go zabierając ślizgonowi ciepłą pierzynę.
-Graaanger, jest jeszcze wcześnie daj mi się wyspać. Przez was... poszedłem spać o czwartej nad ranem, rozumiesz? Bądź litościwa i zostaw mnie w spokoju. - powiedział ziewając przy tym.
-Nie, nie Malfoy. Ty mi wczoraj też nie dałeś spać, a dzisiaj idziemy do Hogesmeed pamiętasz?
-Ugh... nie możemy tego przełożyć na inny termin? Jestem zmęczony.
-Ja też wczoraj byłam za..- spojrzała na zegarek.-...dziesięć minut wychodzimy!- powiedziała i wybiegła z pokoju arystokraty. ,,Cholerna Granger." przeklinając w duchu swoją uległość, poszedł do łazienki. ,,Co ona ze mną zrobiła? Stałem się ciotą, a ja nie będę się zniżał do poziomu Longbootom'a." pomyślał, po czym  wrócił z powrotem do pokoju, wyczarował kołdrę i zapadł znowu w sen ignorując Hermionę czekającą na niego za drzwiami.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałam napisać jeszcze o pobycie w Hogesmeed, ale skończył mi się zapał do pisania :D w następnym rozdziale (który będzie 31) napisze ;) Jak myślicie kto jest włamywaczem? Piszcie w komentarzach. Pozdrawiam!

niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział 14

 Dziękuję za inspiracje do rozdziału Lodzi i rybce inspiracji :D Zapraszam na rozdział, miłego czytania ;)
 

    Draco obudził się z potwornym bólem głowy. Nie pamiętał dlaczego spał w salonie na dywanie pośród szkła i czemu przytulał do siebie sierściucha Granger. Z obrzydzeniem odepchnął od siebie kota, a ten wydał z siebie niezadowolone ,,MIAAAŁ!". Ślizgon zirytowany złapał się za głowę.
-Nie drzyj się tak zapchlony kocie, głowa mi pęka.
   Po trzech nieudanych próbach wstania z podłogi i kaleczeniu się przy tym o rozbite butelki, doczołgał się na czworaka do łazienki. Przemył twarz zimną wodą, żeby choć trochę oprzytomnieć. Spojrzał i wystraszył się własnego odbicia. Miał rozczochrane włosy, a niektóre były czymś posklejane, podkrążone oczy oraz przeciętą wargę i parę skaleczeń na rękach. Jego odpięta do połowy koszula była wygnieciona i podarta. Wyglądał jak wrak człowieka. Sięgnął do szafki pod umywalką i wyjął fiolkę z eliksirem na kaca. Po wypiciu jej poczuł się od razu lepiej, ból głowy zniknął, ale zaczęło mu się przypominać co stało się wczoraj. Zacisnął pięści hamując chęć do mordu na współlokatorce. Jego miotła. Jego ukochany Nimbus 2001, połamany na tryliony kawałeczków.
   Już było tak dobrze. Nie kłócili się tak często, nawet zaczęli normalnie rozmawiać, śmiać się i w ogóle. ,,Musiała to wszystko zepsuć?! Wiedziałem, że komuś takiego pokroju nie można zaufać, nikomu nie można ufać." Posłał mordercze spojrzenie swojemu odbiciu i walnął pięścią o kafelki obok lustra, z taką siłą, że jeden z nich pękł tworząc sieć pęknięć na białej glazurze. Po płytkach zaczęła ściekać krew. Po chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi.
-Malfoy, wszystko w porządku? Usłyszałam huk i...
-Nic nie jest w porządku, Granger! Wszystko przez ciebie! Byłem głupi, że ci zaufałem choćby w minimalny sposób.
-Ale co ja takiego do cholery zrobiłam! Cały dzień byłam w bibliotece, a kiedy przyszłam to była jeszcze kolacja. Siedziałam u siebie, nagle TY wparowałeś bez pukania do mojego pokoju i zacząłeś się na mnie drzeć! Nie wiem nawet czemu!? Możesz mi powiedzieć o co chodzi?- kiedy dziewczyna streściła mu swoje popołudnie, Draco zaczął mieć wątpliwości, czy gryfonka mogła to zrobić. ,,Przecież może kłamać." podsunął cichy głosik w jego głowie.
-Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę! A poza tym nikt inny nie zna hasła! Oprócz Diabła, ale on by czegoś takiego nigdy nie zrobił...- to ostatnie powiedział już tylko do siebie. Zirytowany ścisnął nasadę nosa, wziął swoją różdżkę z jednej z półek, na której ją pewnie wczoraj zostawił i doprowadził swoje włosy i drogą koszulę do porządku oraz usunął zaklęciem cienie pod oczami. Zerknął jeszcze tylko na efekt końcowy- ,,Mogło być lepiej." pomyślał i otworzył drzwi, ciągle dobijającej się do nich, kasztanowłosej.
***
   Hermiona stała w swojej ulubionej piżamie oparta o drzwi łazienki. Ciągle pukała do drzwi i pytała współlokatora czy wszystko w porządku. Co ona mu takiego zrobiła, że tak się na niej wyżywa?,,Ciekawe co się stało?"
   Stała tak wymyślając różne powody dla których Malfoy mógł, aż tak się wkurzyć, gdy usłyszała szczęk otwieranego zamka i poczuła, że spada. Przygotowała się na bolesny upadek, ale ktoś, a mianowicie Draco, złapał ją w ostatniej chwili.
-Uważaj co robisz Granger, a nie ledwo otworzyłem drzwi łazienki a ty się już na mnie rzucasz.
-Przepraszam... powiesz mi wreszcie o co chodzi? Co się stało?- chłopak gniewnie zmrużył oczy, ale gdy zobaczył zdezorientowaną minę gryfonki, coraz bardziej zaczął się upewniać, że to nie ona stoi za zniszczeniem jego miotły. ,,Gra.", powiedział znów cichy głosik w głowie Draco. Ślizgon westchnął i zaczął wyjaśniać dziewczynie co się stało.
-Jeżeli naprawdę nie wiesz co się stało, w co jeszcze wątpię, to ci wyjaśnię. Otóż, wróciłem wczoraj do dormitorium po kolacji i co zobaczyłem w moim pokoju? Zamiast wygodnego wyrka zastałem porozrzucane wszystkie moje rzeczy, połamane meble, podarte kotary, groźby na ścianach i moją miotłę-w kawałkach.- powiedział z powagą i spojrzał Hermionie prosto w oczy. Dziewczyna była w szoku. Otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła nie wiedząc co powiedzieć.
-Co ty Granger w rybę się bawisz? Ja ci tu katastrofę streszczam, a ty nawet nie pojmujesz powagi sytuacji. Jeżeli to nie ty, co przetłumaczyłem sobie z twojego "rybiego" na angielski, to znaczy, że ktoś musiał się wkraść do dormitorium. Podawałaś komuś hasło?
-Ty..tylko Ginny. Ale ona by nigdy nie zniszczyła komuś miotły, bo..bo sama też przecież gra. A ty?
-Blaise, ale on odpada z tych samych powodów co ruda. Czyli ktoś się włamał.
-Trzeba to zgłosić McGonagall!
-Oczywiście, że nie kretynko. Ona zaraz zrobi aferę na cały Hogwart, tu trzeba działać po cichu. Włamywaczowi się udało tak? Więc ma w tym jakiś cel i na pewno nie poprzestanie na tym. Zastawimy na niego pułapkę, a jak już go złapiemy to się rozprawię z tym imbecylem który się odważył ze mną zadrzeć. A tak na marginesie, fajna piżama Granger, do twarzy ci w różowym. No może by było gdyby nie te siano i parę innych rzeczy... może powinnaś iść do jakiegoś specjalisty? To może być jakaś choroba, a jeżeli mieszkamy razem to ja wolę się na to nie narażać.- po tych słowach dostał cios w ramię od gryfonki.
-Nienawidzę cię Malfoy.- powiedziała i poszła z wysoko uniesioną głową do swojego pokoju.
   Chłopak stał jeszcze przez chwilkę patrząc na oddalającą się postać dziewczyny. Kiedy ta zamknęła drzwi ślizgon westchnął i pocierając obolałe ramię poszedł do siebie, by przygotować się do dzisiejszych zajęć.
***
   Pierwszy raz odkąd Harry się obudził wyprowadzili go z celi.Szedł trzymając księgę, list i prawie przetłumaczoną księgę oraz kilka innych rzeczy. Zawiązali mu czarną przepaską oczy, by nie wiedział dokąd idzie. Prowadzili go do samochodu, żeby przenieść się do "nowej kryjówki". To była jego szansa na ucieczkę. Problem stanowiły tylko zawiązane oczy, ale teraz nie było czasu na zastanowienia. Gdy tylko wyszli na zewnątrz, a gryfon poczuł chłodny wiatr ,,przez przypadek" upuścił wszystko co trzymał w rękach. Człowiek który go prowadził zaczął wszystko zbierać, a Harry zdjął przepaskę i pobiegł w stronę wielkiego lasu. Nie był pewny czy to akurat zakazany las czy może nie jest teraz w magicznym świecie? Ważne było żeby znaleźć się jak najdalej od śmierciożerców.
   Kiedy wydawało mu się że przebiegł już wystarczająco dużo, teleportował się do Hogesmeed i z tam tąd ruszył w stronę Hogwartu.
***
   Draco szedł z Blaisem do swojego dormitorium. Po drodze opowiedział mu wszystko co się wczoraj zdarzyło i jaki jest jego plan złapania włamywacza.
-Wiesz Smoku? Mam dla ciebie mały prezent, no wiesz, tak dla uspokojenia nerwów i w ogóle. Już wcześniej zauważyłem że masz kiepski humor i jesteś nerwowy więc, kupiłem ci...- chłopak zaczął szukać czegoś w swojej torbie, siadając przy tym na środku korytarza i wyjmując całą zawartość szkolnej torby.
-Blaise kretynie! Czy ty mnie w ogóle słuchałeś?!- ciemnowłosy pokręcił przecząco głową i wyszczerzył śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia.-I co ty do ciężkiej cholery wyprawiasz?! Nie widzisz że jesteśmy na środku korytarza? Dasz mi to w dormitorium. Rusz się nie mam całego dnia!- Blaise przewrócił tylko oczami i zaczął pakować książki, najwyraźniej myśląc, że lepiej będzie dla wszystkich, jak Draco dostanie prezent, kiedy będzie odizolowany od społeczeństwa.
   Od razu gdy weszli do środka, Diabeł znów zaczął grzebać w torbie. Blondyn ubolewając nad głupotą przyjaciela podszedł do barku i nalał do dwóch szklanek ognistej. Usiadł w jednym z wygodnych foteli i upił łyk bursztynowego trunku. Blaise najwyraźniej znalazł to czego szukał, bo odłożył torbę na ziemię obok drugiego fotela i odwrócił się do przyjaciela chowając coś za plecami. Draco uniósł jedną brew ze zdziwieniem patrząc na bruneta. ,,Zachowuje się jak małe dziecko." pomyślał.
-No to pokażesz coś ty mi kupił czy będziesz tu stał jak choinka na Boże Narodzenie?
-Ale obiecaj że nie będziesz krzyczał.- blondyn popatrzał na niego podejrzliwie ale pokiwał głową.
-Dobra obiecuję.
-Okey, poznaj swojego nowego przyjaciela. To jest Hiacynta!
   Draco prawie się udławił jak zobaczył prezent od Zabiniego. Przed nim stał szczerzący się jak głupi do sera Blaise, a na rękach miał wielkie akwarium. Dno było pokryte szarymi i czarnymi kamyczkami oraz muszelkami, z pomiędzy nich wystawały w niektórych miejscach zielone i żółte plastikowe glony i drzewka. W jednym rogu akwarium leżała imitacja zatoniętego statku z dziurą w kadłubie. Ale największym zaskoczeniem dla niego nie było akwarium, tylko to co pływało w nim. Duża, niebieska ryba wpatrywała się w niego swoimi wielkimi, czarnymi oczami, a jej delikatne i długie jakby były z jedwabiu, płetwy falowały wokół niej.
-Zabini... i co ja mam niby zrobić z tą rybą? Zjeść, czy spuścić w klozecie?
-Masz się nią opiekować, karmić, raz na miesiąc zmieniać wodę...
-Raz na miesiąc?! Przecież ona tam zdechnie!
-Nie bo tu jest takie coś co filtruje te wodę i w ogóle.
-Aha, wybacz Blaise ale ja tego nie chce. Nawet nie wiem jak ta ryba się nazywa.
-No mówiłem przecież że ma na imię Hiacynta. Popatrz jaka jest śliczna.- blondyn zirytowany już chciał coś powiedzieć kiedy usłyszał krzyk, a raczej pisk zachwytu. W tym momencie przypomniała mu się Astoria i już chciał się gdzieś schować ale został brutalnie odepchnięty na bok.
-Jaka ona jest śliczna!!! Jak się nazywa? Skąd ją macie?- Granger stała przyklejona nosem do szyby akwarium i wpatrywała się w rybę co najmniej jakby była złotym słoniem.
-To Hiacynta, nowa przyjaciółka Malfoya, ale on jej nie chce. Kupiłem ją w Hogesmeed. Wiesz Smoku? Od razu jak ją zobaczyłem to pomyślałem o tobie.- Blaise uśmiechnął się uroczo co dla dziedzica rodu i fortuny Malfoyów było obrzydliwe.
-Granger zostaw moją rybkę w spokoju, bo się ciebie wystraszy nie nie będzie umiała zasnąć w nocy.
-Przed chwilą mówiłeś, że jej..-zaczął brunet ale ślizgon mu przerwał.
-Ale zmieniłem zdanie. Od teraz to moja rybka i... i muszę jej zmienić imię bo te jest głupie.
-Ej! Wymyślałem dla niej imię trzy godziny! Dla mnie to zawsze będzie Hiacynta, prawda Hiacyntusiu? - arystokratę aż zemdliło kiedy usłyszał to zdrobnienie.
   Mało delikatnie, zabrał akwarium od klejących się do niego idiotów i zaniósł je do swojego pokoju. Zrzucił z komody kilka pergaminów i postawił na niej akwarium. Spojrzał na rybkę i głośno westchnął.
-Umiesz spełniać życzenia? Możesz naprawić mi miotłę? Albo przynajmniej sprawić, żeby ci dwaj przestali się nad tobą rozczulać?- popatrzał na zwierzątko pytająco, a ona otworzyła parę razy dzióbek, tak jak Hermiona dziś rano i wypuściła z niego kilka bąbelków.
-Szkoda. - powiedział arystokrata i poszedł z powrotem do salonu, nie spodziewając się jak bardzo mylił się co do tej błękitnej rybki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ta daam! To był chyba najlepszy i najdłuższy rozdział w całym opowiadaniu :D Uprzedzam, że następny będzie w następnym tygodniu, bo chciałam ułożyć to tak, żeby ostatni rozdział w tym miesiącu był ostatniego (nie chodzi o ostatni rozdział opowiadania tylko ostatni rozdział miesiąca ;)żeby nie było nieporozumień ) Pozdrawiam!