Dziękuję za inspiracje do rozdziału Lodzi i rybce inspiracji :D Zapraszam na rozdział, miłego czytania ;)
Draco obudził się z potwornym bólem głowy. Nie pamiętał dlaczego spał w salonie na dywanie pośród szkła i czemu przytulał do siebie sierściucha Granger. Z obrzydzeniem odepchnął od siebie kota, a ten wydał z siebie niezadowolone ,,MIAAAŁ!". Ślizgon zirytowany złapał się za głowę.
-Nie drzyj się tak zapchlony kocie, głowa mi pęka.
Po trzech nieudanych próbach wstania z podłogi i kaleczeniu się przy tym o rozbite butelki, doczołgał się na czworaka do łazienki. Przemył twarz zimną wodą, żeby choć trochę oprzytomnieć. Spojrzał i wystraszył się własnego odbicia. Miał rozczochrane włosy, a niektóre były czymś posklejane, podkrążone oczy oraz przeciętą wargę i parę skaleczeń na rękach. Jego odpięta do połowy koszula była wygnieciona i podarta. Wyglądał jak wrak człowieka. Sięgnął do szafki pod umywalką i wyjął fiolkę z eliksirem na kaca. Po wypiciu jej poczuł się od razu lepiej, ból głowy zniknął, ale zaczęło mu się przypominać co stało się wczoraj. Zacisnął pięści hamując chęć do mordu na współlokatorce. Jego miotła. Jego ukochany Nimbus 2001, połamany na tryliony kawałeczków.
Już było tak dobrze. Nie kłócili się tak często, nawet zaczęli normalnie rozmawiać, śmiać się i w ogóle. ,,Musiała to wszystko zepsuć?! Wiedziałem, że komuś takiego pokroju nie można zaufać, nikomu nie można ufać." Posłał mordercze spojrzenie swojemu odbiciu i walnął pięścią o kafelki obok lustra, z taką siłą, że jeden z nich pękł tworząc sieć pęknięć na białej glazurze. Po płytkach zaczęła ściekać krew. Po chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi.
-Malfoy, wszystko w porządku? Usłyszałam huk i...
-Nic nie jest w porządku, Granger! Wszystko przez ciebie! Byłem głupi, że ci zaufałem choćby w minimalny sposób.
-Ale co ja takiego do cholery zrobiłam! Cały dzień byłam w bibliotece, a kiedy przyszłam to była jeszcze kolacja. Siedziałam u siebie, nagle TY wparowałeś bez pukania do mojego pokoju i zacząłeś się na mnie drzeć! Nie wiem nawet czemu!? Możesz mi powiedzieć o co chodzi?- kiedy dziewczyna streściła mu swoje popołudnie, Draco zaczął mieć wątpliwości, czy gryfonka mogła to zrobić. ,,Przecież może kłamać." podsunął cichy głosik w jego głowie.
-Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę! A poza tym nikt inny nie zna hasła! Oprócz Diabła, ale on by czegoś takiego nigdy nie zrobił...- to ostatnie powiedział już tylko do siebie. Zirytowany ścisnął nasadę nosa, wziął swoją różdżkę z jednej z półek, na której ją pewnie wczoraj zostawił i doprowadził swoje włosy i drogą koszulę do porządku oraz usunął zaklęciem cienie pod oczami. Zerknął jeszcze tylko na efekt końcowy- ,,Mogło być lepiej." pomyślał i otworzył drzwi, ciągle dobijającej się do nich, kasztanowłosej.
***
Hermiona stała w swojej ulubionej piżamie oparta o drzwi łazienki. Ciągle pukała do drzwi i pytała współlokatora czy wszystko w porządku. Co ona mu takiego zrobiła, że tak się na niej wyżywa?,,Ciekawe co się stało?"
Stała tak wymyślając różne powody dla których Malfoy mógł, aż tak się wkurzyć, gdy usłyszała szczęk otwieranego zamka i poczuła, że spada. Przygotowała się na bolesny upadek, ale ktoś, a mianowicie Draco, złapał ją w ostatniej chwili.
-Uważaj co robisz Granger, a nie ledwo otworzyłem drzwi łazienki a ty się już na mnie rzucasz.
-Przepraszam... powiesz mi wreszcie o co chodzi? Co się stało?- chłopak gniewnie zmrużył oczy, ale gdy zobaczył zdezorientowaną minę gryfonki, coraz bardziej zaczął się upewniać, że to nie ona stoi za zniszczeniem jego miotły. ,,Gra.", powiedział znów cichy głosik w głowie Draco. Ślizgon westchnął i zaczął wyjaśniać dziewczynie co się stało.
-Jeżeli naprawdę nie wiesz co się stało, w co jeszcze wątpię, to ci wyjaśnię. Otóż, wróciłem wczoraj do dormitorium po kolacji i co zobaczyłem w moim pokoju? Zamiast wygodnego wyrka zastałem porozrzucane wszystkie moje rzeczy, połamane meble, podarte kotary, groźby na ścianach i moją miotłę-w kawałkach.- powiedział z powagą i spojrzał Hermionie prosto w oczy. Dziewczyna była w szoku. Otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła nie wiedząc co powiedzieć.
-Co ty Granger w rybę się bawisz? Ja ci tu katastrofę streszczam, a ty nawet nie pojmujesz powagi sytuacji. Jeżeli to nie ty, co przetłumaczyłem sobie z twojego "rybiego" na angielski, to znaczy, że ktoś musiał się wkraść do dormitorium. Podawałaś komuś hasło?
-Ty..tylko Ginny. Ale ona by nigdy nie zniszczyła komuś miotły, bo..bo sama też przecież gra. A ty?
-Blaise, ale on odpada z tych samych powodów co ruda. Czyli ktoś się włamał.
-Trzeba to zgłosić McGonagall!
-Oczywiście, że nie kretynko. Ona zaraz zrobi aferę na cały Hogwart, tu trzeba działać po cichu. Włamywaczowi się udało tak? Więc ma w tym jakiś cel i na pewno nie poprzestanie na tym. Zastawimy na niego pułapkę, a jak już go złapiemy to się rozprawię z tym imbecylem który się odważył ze mną zadrzeć. A tak na marginesie, fajna piżama Granger, do twarzy ci w różowym. No może by było gdyby nie te siano i parę innych rzeczy... może powinnaś iść do jakiegoś specjalisty? To może być jakaś choroba, a jeżeli mieszkamy razem to ja wolę się na to nie narażać.- po tych słowach dostał cios w ramię od gryfonki.
-Nienawidzę cię Malfoy.- powiedziała i poszła z wysoko uniesioną głową do swojego pokoju.
Chłopak stał jeszcze przez chwilkę patrząc na oddalającą się postać dziewczyny. Kiedy ta zamknęła drzwi ślizgon westchnął i pocierając obolałe ramię poszedł do siebie, by przygotować się do dzisiejszych zajęć.
***
Pierwszy raz odkąd Harry się obudził wyprowadzili go z celi.Szedł trzymając księgę, list i prawie przetłumaczoną księgę oraz kilka innych rzeczy. Zawiązali mu czarną przepaską oczy, by nie wiedział dokąd idzie. Prowadzili go do samochodu, żeby przenieść się do "nowej kryjówki". To była jego szansa na ucieczkę. Problem stanowiły tylko zawiązane oczy, ale teraz nie było czasu na zastanowienia. Gdy tylko wyszli na zewnątrz, a gryfon poczuł chłodny wiatr ,,przez przypadek" upuścił wszystko co trzymał w rękach. Człowiek który go prowadził zaczął wszystko zbierać, a Harry zdjął przepaskę i pobiegł w stronę wielkiego lasu. Nie był pewny czy to akurat zakazany las czy może nie jest teraz w magicznym świecie? Ważne było żeby znaleźć się jak najdalej od śmierciożerców.
Kiedy wydawało mu się że przebiegł już wystarczająco dużo, teleportował się do Hogesmeed i z tam tąd ruszył w stronę Hogwartu.
***
Draco szedł z Blaisem do swojego dormitorium. Po drodze opowiedział mu wszystko co się wczoraj zdarzyło i jaki jest jego plan złapania włamywacza.
-Wiesz Smoku? Mam dla ciebie mały prezent, no wiesz, tak dla uspokojenia nerwów i w ogóle. Już wcześniej zauważyłem że masz kiepski humor i jesteś nerwowy więc, kupiłem ci...- chłopak zaczął szukać czegoś w swojej torbie, siadając przy tym na środku korytarza i wyjmując całą zawartość szkolnej torby.
-Blaise kretynie! Czy ty mnie w ogóle słuchałeś?!- ciemnowłosy pokręcił przecząco głową i wyszczerzył śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia.-I co ty do ciężkiej cholery wyprawiasz?! Nie widzisz że jesteśmy na środku korytarza? Dasz mi to w dormitorium. Rusz się nie mam całego dnia!- Blaise przewrócił tylko oczami i zaczął pakować książki, najwyraźniej myśląc, że lepiej będzie dla wszystkich, jak Draco dostanie prezent, kiedy będzie odizolowany od społeczeństwa.
Od razu gdy weszli do środka, Diabeł znów zaczął grzebać w torbie. Blondyn ubolewając nad głupotą przyjaciela podszedł do barku i nalał do dwóch szklanek ognistej. Usiadł w jednym z wygodnych foteli i upił łyk bursztynowego trunku. Blaise najwyraźniej znalazł to czego szukał, bo odłożył torbę na ziemię obok drugiego fotela i odwrócił się do przyjaciela chowając coś za plecami. Draco uniósł jedną brew ze zdziwieniem patrząc na bruneta. ,,Zachowuje się jak małe dziecko." pomyślał.
-No to pokażesz coś ty mi kupił czy będziesz tu stał jak choinka na Boże Narodzenie?
-Ale obiecaj że nie będziesz krzyczał.- blondyn popatrzał na niego podejrzliwie ale pokiwał głową.
-Dobra obiecuję.
-Okey, poznaj swojego nowego przyjaciela. To jest Hiacynta!
Draco prawie się udławił jak zobaczył prezent od Zabiniego. Przed nim stał szczerzący się jak głupi do sera Blaise, a na rękach miał wielkie akwarium. Dno było pokryte szarymi i czarnymi kamyczkami oraz muszelkami, z pomiędzy nich wystawały w niektórych miejscach zielone i żółte plastikowe glony i drzewka. W jednym rogu akwarium leżała imitacja zatoniętego statku z dziurą w kadłubie. Ale największym zaskoczeniem dla niego nie było akwarium, tylko to co pływało w nim. Duża, niebieska ryba wpatrywała się w niego swoimi wielkimi, czarnymi oczami, a jej delikatne i długie jakby były z jedwabiu, płetwy falowały wokół niej.
-Zabini... i co ja mam niby zrobić z tą rybą? Zjeść, czy spuścić w klozecie?
-Masz się nią opiekować, karmić, raz na miesiąc zmieniać wodę...
-Raz na miesiąc?! Przecież ona tam zdechnie!
-Nie bo tu jest takie coś co filtruje te wodę i w ogóle.
-Aha, wybacz Blaise ale ja tego nie chce. Nawet nie wiem jak ta ryba się nazywa.
-No mówiłem przecież że ma na imię Hiacynta. Popatrz jaka jest śliczna.- blondyn zirytowany już chciał coś powiedzieć kiedy usłyszał krzyk, a raczej pisk zachwytu. W tym momencie przypomniała mu się Astoria i już chciał się gdzieś schować ale został brutalnie odepchnięty na bok.
-Jaka ona jest śliczna!!! Jak się nazywa? Skąd ją macie?- Granger stała przyklejona nosem do szyby akwarium i wpatrywała się w rybę co najmniej jakby była złotym słoniem.
-To Hiacynta, nowa przyjaciółka Malfoya, ale on jej nie chce. Kupiłem ją w Hogesmeed. Wiesz Smoku? Od razu jak ją zobaczyłem to pomyślałem o tobie.- Blaise uśmiechnął się uroczo co dla dziedzica rodu i fortuny Malfoyów było obrzydliwe.
-Granger zostaw moją rybkę w spokoju, bo się ciebie wystraszy nie nie będzie umiała zasnąć w nocy.
-Przed chwilą mówiłeś, że jej..-zaczął brunet ale ślizgon mu przerwał.
-Ale zmieniłem zdanie. Od teraz to moja rybka i... i muszę jej zmienić imię bo te jest głupie.
-Ej! Wymyślałem dla niej imię trzy godziny! Dla mnie to zawsze będzie Hiacynta, prawda Hiacyntusiu? - arystokratę aż zemdliło kiedy usłyszał to zdrobnienie.
Mało delikatnie, zabrał akwarium od klejących się do niego idiotów i zaniósł je do swojego pokoju. Zrzucił z komody kilka pergaminów i postawił na niej akwarium. Spojrzał na rybkę i głośno westchnął.
-Umiesz spełniać życzenia? Możesz naprawić mi miotłę? Albo przynajmniej sprawić, żeby ci dwaj przestali się nad tobą rozczulać?- popatrzał na zwierzątko pytająco, a ona otworzyła parę razy dzióbek, tak jak Hermiona dziś rano i wypuściła z niego kilka bąbelków.
-Szkoda. - powiedział arystokrata i poszedł z powrotem do salonu, nie spodziewając się jak bardzo mylił się co do tej błękitnej rybki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta daam! To był chyba najlepszy i najdłuższy rozdział w całym opowiadaniu :D Uprzedzam, że następny będzie w następnym tygodniu, bo chciałam ułożyć to tak, żeby ostatni rozdział w tym miesiącu był ostatniego (nie chodzi o ostatni rozdział opowiadania tylko ostatni rozdział miesiąca ;)żeby nie było nieporozumień ) Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz