niedziela, 18 września 2016

Miniaturka 1.- Pudrowy róż cz. 1

Dla mojej przyjaciółki Kasi, z okazji urodzin ;) 

 
-...4...5...6...7...8...9..10! Sukam!
   Pięcioletnia Hermiona bawiła się z Draco i Blaise'm w chowanego w ogrodzie państwa Malfoy. Od rana do wieczora można było słyszeć ich śmiechy w całej rezydencji. Trójka przyjaciół zawsze trzymała się razem, a jak wychodzili z Narcyzą na spacer, to chodzili wszyscy za rączki.
   Rodzice blondyna opiekowali się dziewczynką, bo jej rodziców ciągle nie było w domu. Jak nie jakieś delegacje, to praca do późnych godzin nocnych. Hermiona musiała by siedzieć cały dzień sama w domu, a tak to przynajmniej ma się z kim pobawić.
   Mała Hermionka szukała swoich przyjaciół w ogrodzie, co było nie lada wyzwaniem. Ogród był ogromny i rosło w nim dużo drzew i krzewów ozdobnych. Było w nim kilka skalniaków z roślinkami, oczko wodne, fontanna w kształcie anioła wylewającego wodę z wazy oraz drewniana altanka i mały plac zabaw dla dzieci. Wszystko było połączone siecią ścieżek z kostki brukowej. To wyglądało naprawdę pięknie, chociaż nikt nie chciałby się tu zgubić.
   Kasztanowłosa przechadzała się ścieżką i zaglądała za każdy krzaczek. Po długich poszukiwaniach znalazła jednego arystokratę.
-Znalazłam cie Dlaco!- zawołała wskazując palcem jasne włosy chłopaka.
Draco wstał z ziemi i otrzepał się z niej, choć i tak był cały brudny. Zawsze kiedy się bawili na dworze, Narcyza miała mnóstwo prania. No, znaczy się skrzaty domowe miały mnóstwo prania.
-Musze znaleźć lepsą klyjówkę.- powiedział blondas z nadąsaną miną- A gdzie jest Blaise?
-Jesce go nie znalazłam. Gdzie on mógł się schować? -Razem przeszli w głąb ogrodu rozglądając się w poszukiwaniu czarnoskórego.
-Ej, Helmiona, a co jak go nie znajdziemy? A co jak zjadł go jakiś potwól?
-Dlaco tu nie ma potwolów. One nie istniejom. Blaise, wyglałeś! Poddaje się! Wyjdź ze swojej klyjówki!!!-stali chwilę w ciszy nasłuchując krzyku Diabła, ale nic nie usłyszeli.
-Moze nie słyszał?- zapytał Draco- Blaise juz koniec zabawy! Wyłaź kletynie!
-Dlaco! Tak nie wolno mówić! To jest niegzecne. Blaise nie jest kletynem, on poplostu ma dziwne pomysły.
-Dobla dobla, nie wymondzaj się juz. Lepiej choćmy go posukać.
   Chodzili tak z dobrą godzinę i nadal nie znaleźli przyjaciela. Przechodząc po raz dziesiąty koło tego samego krzaka usłyszeli szelest. Przystanęli i zaczęli nasłuchiwać....Znów szelest! Dobiegał zza wielkiego cyprysa. Oboje wymienili porozumiewawcze spojrzenia i zaczęli się czołgać pod krzakiem, żeby sprawdzić co może być po drugiej stronie.
-Gdzie on jesce nie wlezie...-zaczął narzekać Draco na bruneta.
-Cicho bądź i ić do psodu.
Po chwili znaleźli się po drugiej stronie i zauważyli Blaise'a wpatrzonego w coś przed nim. Zdziwieni podeszli do niego. Draco położył dłoń na ramieniu kolegi i zapytał:
-Blaise wsystko w pozątku?- ale chłopak nawet nie spojrzał na niego, ciągle patrząc przed siebie jak zahipnotyzowany. Draco odwrócił się i przed sobą zobaczył ogrodzenie porośnięte bluszczem i winoroślą.
-Co cie tak zaciekawiło? To tylko płot. Wlacajmy, jestem głodny.
-Dlaco, tu nie jest tylko płot. Psypats się dobze.-powiedziała dziewczynka i wskazała paluszkiem na odrodzenie-tu jest klamka!
Uradowana swoim odkryciem kasztanowłosa uśmiechnęła się od ucha do ucha. Blaise zwrócił wzrok na Hermionę.
-Tez to zauwazyłem. Chciałem się schowac tak zebys mnie nie znalazła i posedłem tu i znalazłem te klamke i chciałem odsłonic te zielsko ale mnie ukuło i mnie boli rącka. -opowiedział Zabini łamiącym się głosem, na końcu wskazując na czerwoną, spuchniętą dłoń.
Dziewczynka zaczęła delikatnie oglądać rękę przyjaciela, który powstrzymywał łzy. Zawsze z Draconem próbowali udawać silnych i odważnych przy Hermionie, żeby nie wyjść na mazgajów i mami-synków. Chcieli też w jakimś stopniu przypodobać się kasztanowłosej. Kiedy mała Hermiona oglądała rękę Blaise'a, Draco uważnie przypatrywał się klamce. Pozbierał patyk z ziemi i odgarnął nim winorośli i inne rośliny pnące się po płocie. Chwycił za klamkę i spróbował otworzyć, ale zamek nie ustąpił.
-Tu musom byc jakieś drzwi. Pod klamką jest dziulka od kluca. Są zamkniente.
-Moze zapytamy cioci Nalcyzy cy ma kluc? -podsunął pomysł Zabini.
-Nie, dorośli nie mogom wiedziec, ze znaleźliśmy dzwi.
-To co im pofiemy?
-Nic nie pofiemy. Pokazes mamie, ze się skalecyłeś o jakiś ksak i ona cie ulecy, a jutlo będziemy sukac kluca do dzwi.
-No nie wiem Dlaco cy to dobly pomysł. To niebespiecne. -powiedziała dziewczynka.
-Nie maltw się Helmionko, Dlaco wie co lobi.-pocieszył ją Blaise i po kolei zaczęli wychodzić na czworaka z powrotem do ogrodu.
***
-Ciociu Nolcyzo! Ciociu Nalcyzo!- Hermiona biegła, wołając matkę Dracona. Miała na sobie jasno różową sukienkę, która nie ułatwiała jej biegania. -Blaise skalecył się w lękę!
   Narcyza szybko wbiegła do holu i uklękła przy czarnoskórym. Draco i Hermiona stanęli po obu stronach przyjaciela i patrzyli co zrobi kobieta. Arystokratka obejrzała rękę Blaise'a i zaczęła go wypytywać co się stało.
-No bo ciociu, my bawiliśmy się w chowanego i ja chciałem się schowac i...i taki ksak mnie dziubnoł i mnie tak stlasnie boli lącka!- w tym momencie chłopiec już nie wytrzymał i wybuchnął głośnym płaczem. Narcyza zawołała skrzata żeby przyniósł jej do salonu potrzebne bandaże. Ona zaś wzięła Blaise'a na ręce i przytulając go do siebie poszła do salonu. Draco i Hermiona szli za nimi. Blondyn jak zwykle był opanowany, ale Hermiona była smutna i miała wyrzuty sumienia, że chłopcy mogą tak łatwo okłamać panią Malfoy.
   Blondynka opatrywała Blaise'owi dłoń opowiadając dzieciom jak to ona kiedyś wygłupiała się tak jak oni. Kiedy skończyła do salonu wszedł Lucjusz Malfoy.
-Coś się stało, Narcyzo? Słyszałem płacz.
-Tatuś!- krzyknął Draco i pobiegł do ojca przytulając się do jego nogi. Draco baardzo kochał i podziwiał  swojego tatę. W przyszłości chciał być taki jak on.* Lucjusz wziął syna na ręce i omiótł spojrzeniem salon. Podszedł do kanapy na której siedziała pozostała trójka i usiadł na niej obok Hermiony sadzając sobie Dracona na kolanach.
-Ach, nic takiego. Blaise skaleczył się o jakiś krzew w ogrodzie i bolała go ręka, ale już jest wszystko w porządku, prawda?- zwróciła się do chłopca. Ten tylko pokiwał głową i się uśmiechnął.
-Co dzisiaj robiliście, mali rozbójnicy, że trzeba was bandażować hmm?- mówiąc to zaczął łaskotać Draco i Hermionę, którzy wierzgali i śmiali się w niebo głosy.
-My tylko bawiliśmy się w chowanego.-powiedział Blaise.
***
   Następnego dnia Draco i Hermiona poszli do ogrodu. Blaise niestety nie mógł dziś do nich przyjść, bo jechał z mamą do lekarza, ze względu na jego rękę. Narcyza uzdrowiła by go wczoraj magią, ale dopóki u Diabła nie zaczną pokazywać się jakieś oznaki magii, nie powinni jej przy nim używać. To samo tyczyło się Dracona i Hermiony. To, że była mugolaczką, nie znaczyło, że nie mogła by być czarownicą. Dzieci wiedziały tylko, że istnieją skrzaty domowe- leśne stworzonka, które pracują dla ludzi.
   Szukali klucza już od trzech godzin. W całym ogrodzie nic nie znaleźli. Teraz zostało im przeszukać posiadłość, a jak to nic nie da to muszą zapytać o pomoc dorosłych.
-Dlaco tego kluca tu nie ma. Sukaliśmy juz wsendzie. Zapytajmy cioci gdzie on jest.
-Nie, jesce nie. Został nam jesce gabinet taty i kuchnia.
-Na samom myśl o kuchni i tych biednych skzatach lobi mi sie smutno. Dlaco, cemu skzaty musom tak cienzko placować?
-Bo one som po to zeby... chwila, mam pomysł! Helmiona jestes genialna! Zapytamy skzatóf cy nie wiedzom gdzie jest kluc.- dziewczynka przytaknęła i razem poszli poszukać skrzatów.
   Ze względu na to, że pan Malfoy był w pracy, a pani Malfoy w ogrodzie mieli szanse na zapytanie skrzatów o klucz bez świadków.
-Zgledek!-zawołał Draco. Po chwili przed nimi zmaterializował się skrzat domowy w brudnej, podartej szmacie.
-Tak paniczu Malfoy, Zgredek jest do pana...AAA! dzieciaki, co wy tu robicie?! Zgredek nie mógł się teleportować bo dzieciaki nie wiedzą o magii....AAAA! tego Zgredek też nie miał mówić! Głupi Zgredek, głupi!- i zaczął okładać się pięściami po głowie.
-Zgledek cego nie miałeś mówic?- zapyatła Hermiona, a skrzat momentalnie przestał się bić.
-To dzieciaczki nie słyszały? Jak dobrze. W takim razie w czym Zgredek może wam pomóc?
-Mamy do cjebie pytanie.-zaczął Draco- Ale obiecaj, ze nikomu nie piśnies ani słófka.
-Zgredek obiecuje. Powiedzcie Zgredkowi o co chodzi?
-Bo my znaleśliśmy dzwi w oglodzie i chcielibysmy znalezć kluc. Wies moze gdzie on jest?
-Oczywiście że Zgredek wie gdzie jest klucz do Furtki Innego Świata. Wisi sobie o tutaj, u Zgredka na szyji... AAAA tego też nie miałem wam mówić!
-Mógłbys nam dac ten kluc? Potsebujemy go zeby otwozyc dzwi.
-Zgredek nie może, pan Malfoy zabronił....Zgredek musi już iść.-i zniknął.
-Ach ten glupi skzat. Miał nam dac kluc a nie uciekac.
-Wcale nie jest glupi!
-Jest!
-Nie jest!
-Jest!
-Nie jest!
-JEST!!!
-NIEE!!!- krzyczeli na siebie tak długo, aż do holu weszła pani Malfoy.
-Co tu się dzieje? Czemu się kłócicie?
-Wystalcy juz Dlaco, Pofem cioci.
-Nie mozes! To jest byc tajemnica! Jak to zlobis to nie będzies mogła się z nami wiencej bawić!
-DRACO! Nie mów tak, do Hermiony, to niegrzeczne. Co jest tajemnicą? Czego nie chcecie mi powiedzieć?
-To nie! Jezeli nie chces się ze mną wiencej bawic to ja się wyplowadzam!-wykrzyczała mu to w twarz i płacząc pobiegła na górę.
-HERMIONA!-po tym było słychać tylko głośny trzask zamykanych drzwi. Narcyza spojrzała na Dracona. Chłopczyk był zaskoczony takim obrotem spraw, a na jego twarzy błąkał się smutek.
-Mamusiu ja nie chciałem, zeby Helmiona płakała. Ja nie chce zeby wyjezdzała.- w tedy Narcyza pierwszy raz zobaczyła łzy w oczach swojego syna. Wzięła go na ręce, mocno przytuliła i skierowała się w stronę schodów. Wchodząc na górę Draco zaczął cicho szlochać w ramię matki. Blondynka pogłaskała go po włosach.
-Ciii, już dobrze Draco. Wiem, że nie chciałeś, że to było przez przypadek. Nic się nie stało, nie płacz już. Hermionka nie wyjedzie, zostanie tu z tobą i będziecie się razem bawić. Już dobrze.- minęła pokój Hermiony i weszła z blondynem do jego pokoju. Usiadła na łóżku i kołysała się z nim w ramionach tak długo, aż chłopczyk się nie uspokoił i nie zasnął. Położyła go na łóżku, przykryła kołdrą i wyszła z pokoju, zaklęciem zasłaniając zasłony.
***
Hermiona rzuciła się na łóżko i ukryła twarz w poduszkę. Ciągle płakała. Jak on mógł jej coś takiego powiedzieć? To pytanie przeleciało jej przez głowę i w tedy usłyszała na dole Dracona ,,Mamusiu ja nie chciałem, zeby Helmiona płakała. Ja nie chce zeby wyjezdzała.". Przestała na chwilę płakać. Usiadła na skraju łóżka i otarła oczy rękawem sukienki. Słyszała jak Narcyza wchodzi po schodach i uspokaja blondyna. ,,...Nic się nie stało, nie płacz już...."-Dlaco płace? Pzeze mnie?... -jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
-Mogę wejść?- zapytała Narcyza uchylając drzwi. Dziewczynka pokiwała głową, a arystokratka weszła do środka i usiadła obok niej na łóżku.
-Cy...cy Dlaco płakał?- zapytała Hermiona z znów zaszklonymi oczkami.
-Tak, ale już jest dobrze, śpi.
-Cemu płakał ciociu?
-Bo, bo nie chciał ci tego powiedzieć Hermionko. Nie chciał, żebyś płakała i nie chce żebyś wyjeżdżała. Myślę...myślę, że on cię kocha skarbie. Jesteś dla niego jak siostra i nie chciał ci sprawić przykrości.
-Dlaco mnie kocha?
-Tak.- Narcyza uśmiechnęła się do niej i ogarnęła jej niesfornego loka za ucho.
-Ja tez go kocham.- Hermiona też się uśmiechnęła i mocno przytuliła Narcyzę -I cjebie tez kocham ciociu.
Blondynka objęła dziewczynkę i pogłaskała ją po włosach. Po chwili Kasztanowłosa oderwała się od niej.
-A mogę iść do Dlaco?
-Słoneczko on teraz śpi, zostawmy go, dobrze? Mam lepszy pomysł.
-Jaki?
-Pójdziemy do kuchni i zrobimy ciasteczka dla Draco i dla wujka Lucjusza. Co ty na to?
-Ale tak same? Skzaty nie?
-Nie.
-Dobla! Chocmy! Sybko ciociu, choc!-wzięła Narcyzę za rękę i pociągnęła ją do drzwi. Gdy były już na schodach, Hermiona zapytała jeszcze:
-A dla nas tez bendom ciastecka?-kobieta roześmiała się.
-Tak będą. Wiedziałam, że o to zapytasz.
***
Draco obudził się o siedemnastej. Usiadł na łóżku i przetarł zaspane oczka. W pokoju było ciemno i nic nie widział. Zastanawiał się jak znalazł się w swoim pokoju? I w tedy wszystko mu się przypomniało i znowu zachciało mu się płakać.
-Nie moge byc mienczakiem.- powiedział, otarł łzy i wstał z łóżka. Na dole było słychać piski i śmiechy Hermiony i jego mamy. Zaciekawiony wyszedł z pokoju potykając się o zabawki i zszedł na dół. Prowadzony śmiechem i cudownym zapachem dotarł do kuchni. Zobaczył Hermionę i Narcyzę całe umazane w mące. Matka blondyna zamiatała bałagan z podłogi, a Kasztanowłosa ścierała go z blatu.
-Cio lobicie?- zapytał zaspanym jeszcze głosem Draco pocierając oczka i ziewając.
-O Draco, już wstałeś? Właśnie skończyłyśmy robić ciasteczka. Potem będziemy je dekorować lukrem i posypką.
-Chces nam pomóc?- chłopczyk pokiwał głową.
Po wyciągnięciu ciastek z pieca, dzieci zabrały się za dekoracje. Ciasteczka, blat i ich twarze były tak kolorowe jak kwiaty w ogrodzie latem. Tysiące kolorów zdobiło kuchnię, ale oni się tym już nie przejmowali. Szybko zanieśli ciastka do salonu, by po chwili powitać Lucjusza który przyszedł z pracy. Po zjedzeniu podwieczorku po Hermionę niespodziewanie przyjechali rodzice. Draco wystraszył się nie na żarty.
-Nie! Nigdzie nie idzies!-powiedział blondyn trzymając dziewczynkę za rękę.
-Dlaco pusc mnie! Moja mama i tata psyjechali. Musem do nich isc!
-Nie, nie mozes! Nie mozes nas zostawic! Nie mozes wyjechac! Ja nie chce zebys wyjechała. Ja chce zebys została. Mozes sie z nami bawic. Ja..ja nie chciałem tego pofiedziec. To nie jest plafda. My nie chcemy zebys odjechała.... Plose...-popatrzał na nią błagalnym wzrokiem, a jedna łza potoczyła się po jego policzku- zostan ze mną.
   Hermiona przestała się wyrywać. Patrzeli sobie w oczy. Hermiona była w szoku. Pierwszy raz widziała jak Draco płacze. To było smutne. To było bardziej smutne niż to, że wszystkie króliczki na świcie by wymarły. Dziewczynka rzuciła się na szyje blondynowi i mocno go przytuliła. Teraz Draco stał zszokowany. Nagle dotarło do niego, że płakał. Płakał na jej oczach. Przytulił delikatnie Hermionę i poczuł coś mokrego na ramieniu. Płacze? Ale czemu? Co się stało?...
-H...Helmiona nie płac.
-Ja..ja...ja nigdy was nie opusce. Zawse będe tu z wami..., bo was kocham.
-Kochas??
-Tak. Kocham ciocie, kocham wujka, kocham skzaty... i kocham cjebie Dlaco.



(koniec części 1)

*Lucjusz i Narcyza nie mają nic do ludzi nieczystej krwi, Lucjusz jest sympatycznym człowiekiem ( tak dla sprostowania) ;) Pozdrawiam! 



 

środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 16



 
  ,,Gdzie do cholery jest Malfoy?! Ileż można się ubierać?! No tak, głupia fretka musi jeszcze ułożyć włosy, bo musi wyglądać IDEALNIE. ” Zirytowana do granic możliwości gryfonka, czekała od godziny przed portretem na arystokratę, a jego jak nie było tak nie ma. Wypowiedziała hasło i szybkim krokiem udała się w kierunku sypialni ślizgona. Otworzyła drzwi na oścież i ją zamurowało. Draco Malfoy leżał pod cieplutką pościelą, którą mu zabrała, i smacznie sobie spał. To ona się tu stara żeby wszystko na czas przygotować a on sobie śpi?! Niedoczekanie. Hermiona wyjęła różdżkę z kieszeni płaszcza i skierowała jej koniec na twarz śpiącego blondyna.
-Aquamenti!- powiedziała, a  lodowata woda trysnęła z magicznego patyka prosto na twarz ślizgona. Ten natychmiast zerwał się do pozycji siedzącej.
-Dobra dobra! Już wstaję Granger! Tylko wyłącz tą przeklętą wodę!! – dziewczyna posłusznie zdjęła zaklęcie.
   Po szybkim prysznicu i ubieraniu się sprintem, Draco i Hermiona szli w stronę Sali wyjściowej.
-Nawet nie dałaś mi zjeść śniadania zła kobieto.
-Jakbyś nie zaspał śniadania to byś coś zjadł, a teraz przestań marudzić i pośpiesz się, nie mam całego dnia.
-Czyżbyś się gdzieś wybierała Granger? Na randkę z książkami?- drwił z niej Draco.
-Nie kretynie, nie mam ochoty spędzać całego dnia w twoim towarzystwie. Muszę coś załatwić u McGonagall.
-Czyżby grzeczna, poukładana pani prefekt coś przeskrobała? Nie ładnie Granger, a miałem cię za przykład świętości.
-Och zamknij się już! Ciągle gadasz i gadasz.
   Szli chwilę w ciszy, którą przerwało pytanie chłopaka.
-Granger, a jak my wyjdziemy do Hogesmeed jak wyjścia są zabronione z powodu napadów śmierciożerców?
-A ty dalej gadasz. Ugh. Załatwiłam zgodę od McGonagall. A w wiosce i tak jest pełno aurorów, tak że nic nam nie powinno się stać. 
   Draco pokiwał głową na znak, że rozumie i zaczął przypominać sobie swój ostatni wypad do Hogesmeed. I wtedy przypomniało mu się jak osłonił Granger przed urokiem. Ten facet...chwila moment, czy on nie był podobny do tego gościa o którym mówił Potter? Cała ta sprawa była bardzo podejrzana i do tego te czarne blizny na jego torsie. Sam też próbował je usunąć ale strasznie bolało kiedy rzucał zaklęcia dlatego zaprzestał dalszych prób. Znał dużo czarno magicznych klątw ale nie miał pojęcia czym dostał. Do tego to się ciągle rozrastało. ,,Niedługo będę czarny jak Blaise." pomyślał ze zgrozą. Kiedy pytał Granger czy wie może czym dostał, co to jest, czy to zejdzie, ona była zmieszana i odwracała wzrok mówiąc, że nie ma pojęcia co to jest. Nie wierzył jej, ona coś wiedziała i nie chciała mu o tym powiedzieć.
   Załatwili wszystkie sprawy w hogesmeed i wrócili do Hogwartu. Swoje dormitorium zastali w opłakanym stanie. A raczej w żadnym stanie, bo nic w nim nie było. Stanęli na środku pustego salonu, a ślizgon zaczął wyzywać cały świat, za to co mu się przydarza kiedy nie ma go w dormitorium. Zrozpaczona Hermiona próbowała wymyślić jak przekażą to dyrektorce, a Malfoy nad czymś dumał. To prawda, że rozmawiał ze swoją rybką o tym że chciałby żeby to wszystko znikło, no ale nie o to mu chodziło! Chwila moment... czy właśnie ta głupia ryba spełniła jego życzenie? ,,Nie, to nie możliwe. W taki razie...." Nie dowierzając swojej intuicji poszedł zobaczyć czy się nie pomylił. A jednak prawda. W jego pokoju, na łóżku leżała nowa miotła, Nimbus 2001. Uradowany blondyn zaczął skakać w miejscu, jak mała dziewczynka ciesząca się z nowej przytulanki. Kasztanowłosa zauważyła w tym czasie, że tylko salon opustoszał, sypialnie i łazienka zostały nienaruszone. Poszła powiedzieć o swoim odkryciu ślizgonowi i zobaczyła jak skacze w miejscu jak idiota.
-Malfoy, co ty na Godryka wyprawiasz?- w tym momencie Draco uświadomił sobie co dziewczyna zobaczyła i przestał skakać obracając się do niej przodem z powagą na twarzy.
-Blaise kupił mi rybkę która spełnia życzenia. Dory jest genialna! Popatrz, mam moją miotłę z powrotem!
-To nie możliwe. Takie rybki nie istnieją Malfoy. Bajek się naczytałeś i bredzisz od rzeczy. Dory? Myślałam, że ma na imię H...
-Zmieniłem jej imię bo tamto było kretyńskie. I to prawda, że ona spełnia życzenia. Chciałem miotłę- mam miotłę. Chciałem by wszystko zniknęło- zniknął salon. I chciałem żebyś się nie podniecała na widok Dory i się udało.- za to ostatnie oberwał w ramię. 
-Jeżeli ona spełnia życzenia to powiedz jej żeby przywróciła salon z powrotem.- tak też uczynił. Po godzinie wszystko wróciło do normy.
***
   Dwójka osób spotkała się po ciszy nocnej w jednej z nieużywanych klas. Znowu. 
-Nasz plan się nie powiódł. Trzeba wymyślić coś innego, gorszego niż to poprzednie. Tylko co my teraz możemy zrobić?
-Trzeba użyć tajnej broni. Trzeba ich sprowadzić.- powiedziała dziewczyna siedząca na parapecie przy otwartym oknie.
-Nie mówisz na poważnie. Użyć tego? Sprowadzić ich?! Oszalałaś. Jeżeli to zrobimy, a Ministerstwo się dowie to pójdziemy siedzieć.- próbował przemówić jej do rozsądku chłopak. -Wymyślmy coś innego.
-Ale co ty chcesz innego wymyślać?! Jeżeli tego nie zrobimy to nigdy nam się nie uda osiągnąć celu. -przerwała na chwilę schodząc z okna i powoli podchodząc do kolegi.- nie sprowadzimy ich od razu. Najpierw musimy ich skłócić. Musimy działać ostrożnie, bo jeden błąd może nas słono kosztować.
-Wiem o tym. To jaki jest plan?
   Całą noc spędzili na omawianiu szczegółów planu. W tym czasie za oknem zaczął padać śnieg. Zostały tylko dwa tygodnie do balu Bożonarodzeniowego. W tedy miało rozpętać się piekło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam, że tak krótko ale głowa mnie rozbolała i nie umiem nic mądrego więcej wymyślić. Chciałam żeby jeszcze dziś był rozdział dlatego podzieliłam na części, żeby nie było. Następna notka będzie 11 września. Powodzenia wszystkim w nowym roku szkolnym, pozdrawiam i proszę o komentarze ;) 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 15

  
   Hermiona wyczerpana chciała położyć się wcześniej spać, ale Draco i Blaise omawiali taktykę na pierwszy mecz Quidittcha na wiosnę. Kłócili się nad czymś tak, że nawet zaklęcie wyciszające niewiele dawało. Zrezygnowana gryfonka zwlokła się z łóżka, zostawiając cieplutką kołdrę i poszła uciszyć ślizgonów.
   Draco siedział na kanapie, a Diabeł na fotelu naprzeciwko Smoka. Oboje kłócili się o coś zawzięcie, pokazując coś na pergaminie na stoliku i pokazując różne rzeczy w powietrzu. Kiedy dziewczyna weszła do salonu, chłopcy podnieśli wzrok z kartki papieru i przenieśli go na kasztanowłosą ubraną w swoją ulubioną piżamkę. Szare spodnie dresowe i różowy podkoszulek nie wyglądały by źle, gdyby nie narzuciła na siebie jaskrawo zielonego, rozciągniętego, wełnianego sweterka, który dostała kiedyś od dziadków na święta. Do tego grube, różowe, też wełniane skarpety, poplątane włosy i zacięty wyraz twarzy. Całość wyglądała naprawdę komicznie. Chłopcy gdy tylko ją zobaczyli wybuchli gromkim śmiechem. Blaise tak się śmiał, że spadł z fotela na którym siedział, a Draco zwijał się ze śmiechu na kanapie. Po chwili blondyn się trochę opanował. Otarł łzy rozbawienia i zwrócił się do zdenerwowanej gryfonki.
-Merlinie, Granger coś ty na siebie włożyła? Brakuje ci tylko czerwonego nosa i możesz iść do cyrku ubiegać się o posadę klauna.
-Wal się Malfoy! Moglibyście przełożyć tę gadaninę na kiedy indziej? Chciałabym się wyspać. I Malfoy ciebie też to dotyczy! Jutro idziemy do Hogesmeed zamawiać dekoracje, muzykę i jedzenie na Bal Bożonarodzeniowy. Nawet niech ci przez głowę nie przejdzie, że będę wszystko robić za ciebie!
-Granger, Granger... o mnie się nie martw, ja mam swoje sposoby na...
-Ja już wiem jakie to są te sposoby. Wszystko byleby nie musieć nic robić.-arystokrata nic sobie nie robiąc z tego, że dziewczyna mu przerwała kontynuował swoją wypowiedź.
-...na to by być rano wyspanym, Granger. To miałem na myśli. Echh... naprawdę myślisz, że zniżałbym się do takich środków których używa Wieprzlej i Bliznowaty?
-Nie nazywaj ich tak, Malfoy!
-Z tego co wiem to nie przyjaźnisz się już z tą rudą ofiarą losu, a Potter'a gdzieś wcięło i nie wiadomo co z nim jest.
-Harry się znajdzie. I tak, nie przyjaźnię się już z Ronem, ale nie pozwolę ci obrażać kogokolwiek z mojego i jakiegokolwiek innego domu. Nie wiesz jacy oni są, dlatego nie możesz ich oceniać po pozorach i po czystości krwi, Malfoy.
-Dobra już, dobra. Nie praw mi morałów, bo to na mnie nie działa. Właśnie Granger, czy przypadkiem o czymś nie zapomniałaś? Mieliśmy zastawić dziś pułapkę na włamywacza.
-Nie możemy tego zrobić jutro? Jestem wykończona, chce mi się spać.
-Nie Granger, zrobimy to dzisiaj. Chce się jak najszybciej dowiedzieć kto zniszczył moją miotłę, jasne?
-Ugh... dobra niech ci będzie, ale jak w połowie twojego wspaniałego planu zasnę to potem nie wyżywaj się na mnie.
-ZAMKNIJ SIĘ JUŻ, ZABINI!!!- wydarli się obaj na czarnoskórego, który przez całą rozmowę współlokatorów nadal śmiał się z wyglądu prefekt naczelnej.
   Blaise wstał z podłogi i starł łzy rozbawienia. Otrzepał się z niewidzialnego pyłu i stanął naprzeciwko Hermiony. Brunet powstrzymywał się, żeby znów nie wybuchnąć śmiechem. Draco widząc to postanowił działać natychmiast, by kasztanowłosa nie wkurzyła się jeszcze bardziej. Żarty, żartami, ale on nie zamierzał się potem z nią użerać kiedy Zabini sobie pójdzie.
-Dobra Diable, przełóżmy to na kiedy indziej. Muszę coś jeszcze dzisiaj załatwić.
-Okey, to ja spadam. Narazie gołąbeczki wy moje! Tylko pamiętajcie o zabezpieczeniu! - ledwo zdążył zamknąć na sobą portret i usłyszał trzask rozbijającego się szkła o drzwi. ,,Uff, udało mi się zwiać." pomyślał i uśmiechnął się szeroko idąc korytarzem w stronę lochów.
***
-Malfoy, to jest najbardziej idiotyczny plan jaki w życiu widziałam. Te pułapki wygląda jakby były wyciągnięte ze Scooby Doo, albo z Kevin sam w domu.
-Z czego? Granger gadaj po mojemu, bo nie rozumiem twojego języka kujonów. A może zgadałaś się z moją rybka, że ona cię nauczy rybiego? Tobie chyba się spodobał ten język. O popatrz, znów go używasz!- roześmiał się gdy Hermiona znowu otwierała i zamykała buzię nie wiedząc co powiedzieć. Ona w odwecie, walnęła go poduszką.
-Nienawidzę cię Malfoy!
-To już zaczyna brzmieć jak wyznanie miłości, Granger. Jeszcze trochę i będę prowadził cię pod ołtarz! Nic tylko mi miłość wyznajesz. Nie licz na cokolwiek Szczotko.- gryfonka znowu go walnęła, ale tym razem podręcznikiem do historii magii.
-Ej, to bolało!- powiedział rozmasowując obolałe ramię.- Dziewczyna nic nie powiedziała i omiotła spojrzeniem salon jeszcze raz.
   Przy samym wejściu była rozciągnięta linka, tak żeby włamywacz potknął się o nią i wywrócił wprost do następnej pułapki, jaką były rozsypane po podłodze pineski. Linka też uruchamiała specjalny spray który po spryskaniu miał zostawiać niebieskie ślady obcego. Obok kominka, był wylany klej na podłodze, a od kanapy do nogi stolika też była pociągnięta linka, która miała zrzucić siatkę na włamywacza. Na stoliku naprzeciw kanapy stała zapalona świeczka i dezodorant Hermiony- kiedy ktoś usiądzie na jeden z foteli, włączy, oczywiście magią, dezodorant, a jak wszyscy wiemy, dezodorant źle wpływa na ogień. Cały barek był pod napięciem elektrycznym. Łazienka była pokryta grubą warstwą lodu, była jedną wielką ślizgawką, a w dodatku w całym pokoju, ba dormitorium, był monitoring. ,,Ja się zastanawiam, z kąt on wziął mugolskie rzeczy?! I z kąt wiedział do czego służą?! Podejrzane..."
-Dobra Granger, idziemy do pokojów i zostawiam ci tę komórkę. Jakbyś coś usłyszała albo zniszczyła to dzwoń. To jak już wszystko wiesz to ja spadam do siebie. A, jeszcze jedno! Lepiej będzie jak jednak czegoś nie zepsujesz. Nara.- powiedział zanim Hermiona zdążyła się odezwać i zniknął w swoim pokoju.
***
    W wiosce nie było nikogo o tej porze, a Hogwart był pogrążony w ciemności nocy. Jedynym oświetleniem były gwiazdy i księżyc, które wyłaniały się zza chmur. Szedł przez błonia w stronę szkoły, analizując wszystko czego się dowiedział z księgi i listu w który, jak się później okazało, była mapa i wskazówki dotyczące miejsca pobytu ważnych dla niego ludzi.
   Szedł powoli po schodach, kierując się do wieży Gryffindoru. Był strasznie poobijany, chyba miał skręcony nadgarstek i zwichniętą kostkę. D o tego wszystkiego musiał uważać na Filcha, bo już dawno zaczęła się cisza nocna. Chłopak był już na piątym piętrze, kiedy przed nim stanęła ukochana kotka charłaka. Spanikowany zaczął rozglądać się za najkrótszą drogą ucieczki i w tedy zobaczył te drzwi. Teraz to moja jedyna nadzieja. Podszedł, na tyle szybko na ile pozwalały mu na to jego obrażenia, do portretu starego czarodzieja z długą siwą brodą i wypowiedział hasło. Portret otworzył się, a chłopak wszedł szybko do środka nie wiedząc w co właśnie się wpakował.
***
   Hermionę obudził hałas dobiegający z salonu. ,,Czyli jednak." pomyślała i wzięła do ręki komórkę którą dał jej Draco jak skończyli przygotowywać zasadzkę. Wybrała numer i usłyszała sygnał. Po chwili w słuchawce usłyszała głos współlokatora.
-Coś zepsułaś Granger?- powiedział zaspanym głosem.
-Nie. Słyszałam hałas, chyba ktoś jest w salonie.
-Jednak przyszedł, odważny jest.- powiedział ślizgon a Hermiona mogła przysiąc, że na jego twarzy widnieje teraz ten kpiący uśmieszek, którego tak bardzo nie znosiła.- idziemy Granger, weź różdżkę.- i się rozłączył.
   Dziewczyna wstała i wzięła różdżkę podchodząc po cichu do drzwi. Powoli je otwierała słysząc wrzaski i przekleństwa dobiegające zza nich. ,,Pewnie świeczka."
-AAAAAAAAA!!!- ,,I prąd" pomyślała i wyszła z pokoju. Malfoy stał już przed swoimi drzwiami z różdżką w pogotowiu. Gryfonka zaświeciła światło, a ślizgon rzucił drętwotę. Krzyki umilkły, a na ziemi leżał sprawca całego zamieszania i kłopotów Malfoya. Oboje poszli sprawdzić kto był aż takim kretynem, żeby włamywać się do ich dormitorium i dewastować pokój ślizgona. Kasztanowłosa rozejrzała się po pomieszczeniu i stwierdziła, że włamywacz skorzystał z wszystkich atrakcji jakie przygotowali, ale kiedy zobaczyła kto wszedł do dormitorium stanęła jak spetryfikowana. Przed nią na podłodze leżał zmasakrowany przez każdą pułapkę Harry Potter.
-T-to...to...to nie możliwe. S-skąd...on...się tu wziął?! - gryfonka zdjęła zaklęcie i uklękła obok gryfona.
-Harry, jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Tak wszystko okey, poza tym, że zostałem przewrócony na rozsypane pineski, pośliznąłem się na kleju, podpaliło mi włosy, a jak pobiegłem do łazienki to nie zastałem ani kropli wody i znowu się wygrzmociłem! Do teko jak już ugasiłem ogień siatką która na mnie spadła, to oparłem się o barek ale on mnie poraził prądem! Jesteście jakimiś masochistami czy co?! Po co robicie pułapki na niewinnych ludzi!?
-Harry spokojnie zaraz ci wszystko wyjaśnię. To był pomysł Malfoya...
-Tak, najlepiej zwalić całą winę na mnie!- oburzył się arystokrata który dotychczas stał niewzruszony z boku i przysłuchiwał się ich rozmowie. Hermiona pomogła wstać przyjacielowi i usiedli na kanapie, uprzednio zrzucając z niej zniszczoną siatkę.
-To było tak, ze ktoś włamał się do naszego dormitorium i zdemolował Malfoy'owi pokój...
-Połamali mi miotłę! Nie daruję mu tego co...
-Fretko nie przerywaj mi! Później sobie pomarudzisz. Przynieś mu coś do picia.- Draco wyczarował szklankę i zaklęciem nalał do niej wody. Gryfonka tylko przewróciła oczami i kontynuowała.
-Na początku podejrzewał mnie ale szybko wykluczyliśmy tę opcję, no i on chciał zastawić pułapkę na włamywacza, ale ty się w nią przypadkowo złapałeś.
-I wszystko zepsułeś Potter. Ledwo się pojawisz i wszystko szlag trafia.
-Malfoy!
-Granger!- powiedział Draco naśladując przy tym Hermionę.
-Ja tak wcale nie mówię!  Mniejsza, Harry dobrze że nic ci nie jest. Czy...czy ty ich znalazłeś? Gdzie byłeś przez cały czas? Wszyscy się o ciebie martwili. Ginny prawie nic nie je, i chodzi po szkole jak cień.
   Harry opowiedział jej wszystko: o śmierciożercach i jego przywódcy, o księdze, o zakapturzonej postaci i o tym czego się dowiedział. Hermiona przestraszyła się kiedy chłopak opisywał wygląd przywódcy śmierciożerców. Wyglądał zupełnie jak mężczyzna z jej koszmarów. Teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. To nie były sny tylko... wizje. Z rozmyśleń wyrwał ją głos blondyna.
-Granger wszystko w porządku? Zbladłaś.- chłopak podszedł do niej i dotknął dłonią jej czoła.
-Ma gorączkę trzeba ją zabrać do skrzydła.- wziął dziewczynę na ręce i skierował się do wyjścia.
-Potter ty też idziesz. Jesteś w gorszym stanie niż w czasie bitwy o Hogwart, a i nie myśl sobie, że ciebie też poniosę.- wyszedł zostawiając gryfona w salonie. ,,Widzę, że się ze sobą zżyli. Jak już Malfoy martwi się o Hermmionę to dużo musiało się dziać kiedy mnie nie było." Uśmiechnął się pod nosem i powlókł się za ślizgonem do skrzydła szpitalnego.
***
   Następnego dnia Hermiona wyglądała dużo lepiej. Wyspała się za sprawą eliksiru słodkiego snu, a co do mężczyzny z koszmarów zamierzała porozmawiać o tym z McGonagall. Dyrektorkę powiadomiono już o przybyciu Harry'ego do szkoły, a Draco w skrócie opowiedział co się stało.
   Dziewczynę wypisali z skrzydła z samego rana. Ta od razu pobiegła do dormitorium, wzięła prysznic, ubrała się i poszła obudzić Dracona. Dzisiaj mieli pozamawiać wszystko, bo do balu zostało nie wiele czasu, a ona nie zamierza robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Weszła do pokoju współlokatora i odsłoniła kotary. Do środka pomieszczenia wpadły promienie słońca, a blondyn wydał jęk niezadowolenia i obrócił się na drugi bok. Gryfonka zachichotała jak mała dziewczynka, po czym chwyciła jeden róg kołdry i pociągnęła go zabierając ślizgonowi ciepłą pierzynę.
-Graaanger, jest jeszcze wcześnie daj mi się wyspać. Przez was... poszedłem spać o czwartej nad ranem, rozumiesz? Bądź litościwa i zostaw mnie w spokoju. - powiedział ziewając przy tym.
-Nie, nie Malfoy. Ty mi wczoraj też nie dałeś spać, a dzisiaj idziemy do Hogesmeed pamiętasz?
-Ugh... nie możemy tego przełożyć na inny termin? Jestem zmęczony.
-Ja też wczoraj byłam za..- spojrzała na zegarek.-...dziesięć minut wychodzimy!- powiedziała i wybiegła z pokoju arystokraty. ,,Cholerna Granger." przeklinając w duchu swoją uległość, poszedł do łazienki. ,,Co ona ze mną zrobiła? Stałem się ciotą, a ja nie będę się zniżał do poziomu Longbootom'a." pomyślał, po czym  wrócił z powrotem do pokoju, wyczarował kołdrę i zapadł znowu w sen ignorując Hermionę czekającą na niego za drzwiami.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałam napisać jeszcze o pobycie w Hogesmeed, ale skończył mi się zapał do pisania :D w następnym rozdziale (który będzie 31) napisze ;) Jak myślicie kto jest włamywaczem? Piszcie w komentarzach. Pozdrawiam!

niedziela, 14 sierpnia 2016

Rozdział 14

 Dziękuję za inspiracje do rozdziału Lodzi i rybce inspiracji :D Zapraszam na rozdział, miłego czytania ;)
 

    Draco obudził się z potwornym bólem głowy. Nie pamiętał dlaczego spał w salonie na dywanie pośród szkła i czemu przytulał do siebie sierściucha Granger. Z obrzydzeniem odepchnął od siebie kota, a ten wydał z siebie niezadowolone ,,MIAAAŁ!". Ślizgon zirytowany złapał się za głowę.
-Nie drzyj się tak zapchlony kocie, głowa mi pęka.
   Po trzech nieudanych próbach wstania z podłogi i kaleczeniu się przy tym o rozbite butelki, doczołgał się na czworaka do łazienki. Przemył twarz zimną wodą, żeby choć trochę oprzytomnieć. Spojrzał i wystraszył się własnego odbicia. Miał rozczochrane włosy, a niektóre były czymś posklejane, podkrążone oczy oraz przeciętą wargę i parę skaleczeń na rękach. Jego odpięta do połowy koszula była wygnieciona i podarta. Wyglądał jak wrak człowieka. Sięgnął do szafki pod umywalką i wyjął fiolkę z eliksirem na kaca. Po wypiciu jej poczuł się od razu lepiej, ból głowy zniknął, ale zaczęło mu się przypominać co stało się wczoraj. Zacisnął pięści hamując chęć do mordu na współlokatorce. Jego miotła. Jego ukochany Nimbus 2001, połamany na tryliony kawałeczków.
   Już było tak dobrze. Nie kłócili się tak często, nawet zaczęli normalnie rozmawiać, śmiać się i w ogóle. ,,Musiała to wszystko zepsuć?! Wiedziałem, że komuś takiego pokroju nie można zaufać, nikomu nie można ufać." Posłał mordercze spojrzenie swojemu odbiciu i walnął pięścią o kafelki obok lustra, z taką siłą, że jeden z nich pękł tworząc sieć pęknięć na białej glazurze. Po płytkach zaczęła ściekać krew. Po chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi.
-Malfoy, wszystko w porządku? Usłyszałam huk i...
-Nic nie jest w porządku, Granger! Wszystko przez ciebie! Byłem głupi, że ci zaufałem choćby w minimalny sposób.
-Ale co ja takiego do cholery zrobiłam! Cały dzień byłam w bibliotece, a kiedy przyszłam to była jeszcze kolacja. Siedziałam u siebie, nagle TY wparowałeś bez pukania do mojego pokoju i zacząłeś się na mnie drzeć! Nie wiem nawet czemu!? Możesz mi powiedzieć o co chodzi?- kiedy dziewczyna streściła mu swoje popołudnie, Draco zaczął mieć wątpliwości, czy gryfonka mogła to zrobić. ,,Przecież może kłamać." podsunął cichy głosik w jego głowie.
-Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę! A poza tym nikt inny nie zna hasła! Oprócz Diabła, ale on by czegoś takiego nigdy nie zrobił...- to ostatnie powiedział już tylko do siebie. Zirytowany ścisnął nasadę nosa, wziął swoją różdżkę z jednej z półek, na której ją pewnie wczoraj zostawił i doprowadził swoje włosy i drogą koszulę do porządku oraz usunął zaklęciem cienie pod oczami. Zerknął jeszcze tylko na efekt końcowy- ,,Mogło być lepiej." pomyślał i otworzył drzwi, ciągle dobijającej się do nich, kasztanowłosej.
***
   Hermiona stała w swojej ulubionej piżamie oparta o drzwi łazienki. Ciągle pukała do drzwi i pytała współlokatora czy wszystko w porządku. Co ona mu takiego zrobiła, że tak się na niej wyżywa?,,Ciekawe co się stało?"
   Stała tak wymyślając różne powody dla których Malfoy mógł, aż tak się wkurzyć, gdy usłyszała szczęk otwieranego zamka i poczuła, że spada. Przygotowała się na bolesny upadek, ale ktoś, a mianowicie Draco, złapał ją w ostatniej chwili.
-Uważaj co robisz Granger, a nie ledwo otworzyłem drzwi łazienki a ty się już na mnie rzucasz.
-Przepraszam... powiesz mi wreszcie o co chodzi? Co się stało?- chłopak gniewnie zmrużył oczy, ale gdy zobaczył zdezorientowaną minę gryfonki, coraz bardziej zaczął się upewniać, że to nie ona stoi za zniszczeniem jego miotły. ,,Gra.", powiedział znów cichy głosik w głowie Draco. Ślizgon westchnął i zaczął wyjaśniać dziewczynie co się stało.
-Jeżeli naprawdę nie wiesz co się stało, w co jeszcze wątpię, to ci wyjaśnię. Otóż, wróciłem wczoraj do dormitorium po kolacji i co zobaczyłem w moim pokoju? Zamiast wygodnego wyrka zastałem porozrzucane wszystkie moje rzeczy, połamane meble, podarte kotary, groźby na ścianach i moją miotłę-w kawałkach.- powiedział z powagą i spojrzał Hermionie prosto w oczy. Dziewczyna była w szoku. Otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła nie wiedząc co powiedzieć.
-Co ty Granger w rybę się bawisz? Ja ci tu katastrofę streszczam, a ty nawet nie pojmujesz powagi sytuacji. Jeżeli to nie ty, co przetłumaczyłem sobie z twojego "rybiego" na angielski, to znaczy, że ktoś musiał się wkraść do dormitorium. Podawałaś komuś hasło?
-Ty..tylko Ginny. Ale ona by nigdy nie zniszczyła komuś miotły, bo..bo sama też przecież gra. A ty?
-Blaise, ale on odpada z tych samych powodów co ruda. Czyli ktoś się włamał.
-Trzeba to zgłosić McGonagall!
-Oczywiście, że nie kretynko. Ona zaraz zrobi aferę na cały Hogwart, tu trzeba działać po cichu. Włamywaczowi się udało tak? Więc ma w tym jakiś cel i na pewno nie poprzestanie na tym. Zastawimy na niego pułapkę, a jak już go złapiemy to się rozprawię z tym imbecylem który się odważył ze mną zadrzeć. A tak na marginesie, fajna piżama Granger, do twarzy ci w różowym. No może by było gdyby nie te siano i parę innych rzeczy... może powinnaś iść do jakiegoś specjalisty? To może być jakaś choroba, a jeżeli mieszkamy razem to ja wolę się na to nie narażać.- po tych słowach dostał cios w ramię od gryfonki.
-Nienawidzę cię Malfoy.- powiedziała i poszła z wysoko uniesioną głową do swojego pokoju.
   Chłopak stał jeszcze przez chwilkę patrząc na oddalającą się postać dziewczyny. Kiedy ta zamknęła drzwi ślizgon westchnął i pocierając obolałe ramię poszedł do siebie, by przygotować się do dzisiejszych zajęć.
***
   Pierwszy raz odkąd Harry się obudził wyprowadzili go z celi.Szedł trzymając księgę, list i prawie przetłumaczoną księgę oraz kilka innych rzeczy. Zawiązali mu czarną przepaską oczy, by nie wiedział dokąd idzie. Prowadzili go do samochodu, żeby przenieść się do "nowej kryjówki". To była jego szansa na ucieczkę. Problem stanowiły tylko zawiązane oczy, ale teraz nie było czasu na zastanowienia. Gdy tylko wyszli na zewnątrz, a gryfon poczuł chłodny wiatr ,,przez przypadek" upuścił wszystko co trzymał w rękach. Człowiek który go prowadził zaczął wszystko zbierać, a Harry zdjął przepaskę i pobiegł w stronę wielkiego lasu. Nie był pewny czy to akurat zakazany las czy może nie jest teraz w magicznym świecie? Ważne było żeby znaleźć się jak najdalej od śmierciożerców.
   Kiedy wydawało mu się że przebiegł już wystarczająco dużo, teleportował się do Hogesmeed i z tam tąd ruszył w stronę Hogwartu.
***
   Draco szedł z Blaisem do swojego dormitorium. Po drodze opowiedział mu wszystko co się wczoraj zdarzyło i jaki jest jego plan złapania włamywacza.
-Wiesz Smoku? Mam dla ciebie mały prezent, no wiesz, tak dla uspokojenia nerwów i w ogóle. Już wcześniej zauważyłem że masz kiepski humor i jesteś nerwowy więc, kupiłem ci...- chłopak zaczął szukać czegoś w swojej torbie, siadając przy tym na środku korytarza i wyjmując całą zawartość szkolnej torby.
-Blaise kretynie! Czy ty mnie w ogóle słuchałeś?!- ciemnowłosy pokręcił przecząco głową i wyszczerzył śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu, po czym wrócił do wcześniejszego zajęcia.-I co ty do ciężkiej cholery wyprawiasz?! Nie widzisz że jesteśmy na środku korytarza? Dasz mi to w dormitorium. Rusz się nie mam całego dnia!- Blaise przewrócił tylko oczami i zaczął pakować książki, najwyraźniej myśląc, że lepiej będzie dla wszystkich, jak Draco dostanie prezent, kiedy będzie odizolowany od społeczeństwa.
   Od razu gdy weszli do środka, Diabeł znów zaczął grzebać w torbie. Blondyn ubolewając nad głupotą przyjaciela podszedł do barku i nalał do dwóch szklanek ognistej. Usiadł w jednym z wygodnych foteli i upił łyk bursztynowego trunku. Blaise najwyraźniej znalazł to czego szukał, bo odłożył torbę na ziemię obok drugiego fotela i odwrócił się do przyjaciela chowając coś za plecami. Draco uniósł jedną brew ze zdziwieniem patrząc na bruneta. ,,Zachowuje się jak małe dziecko." pomyślał.
-No to pokażesz coś ty mi kupił czy będziesz tu stał jak choinka na Boże Narodzenie?
-Ale obiecaj że nie będziesz krzyczał.- blondyn popatrzał na niego podejrzliwie ale pokiwał głową.
-Dobra obiecuję.
-Okey, poznaj swojego nowego przyjaciela. To jest Hiacynta!
   Draco prawie się udławił jak zobaczył prezent od Zabiniego. Przed nim stał szczerzący się jak głupi do sera Blaise, a na rękach miał wielkie akwarium. Dno było pokryte szarymi i czarnymi kamyczkami oraz muszelkami, z pomiędzy nich wystawały w niektórych miejscach zielone i żółte plastikowe glony i drzewka. W jednym rogu akwarium leżała imitacja zatoniętego statku z dziurą w kadłubie. Ale największym zaskoczeniem dla niego nie było akwarium, tylko to co pływało w nim. Duża, niebieska ryba wpatrywała się w niego swoimi wielkimi, czarnymi oczami, a jej delikatne i długie jakby były z jedwabiu, płetwy falowały wokół niej.
-Zabini... i co ja mam niby zrobić z tą rybą? Zjeść, czy spuścić w klozecie?
-Masz się nią opiekować, karmić, raz na miesiąc zmieniać wodę...
-Raz na miesiąc?! Przecież ona tam zdechnie!
-Nie bo tu jest takie coś co filtruje te wodę i w ogóle.
-Aha, wybacz Blaise ale ja tego nie chce. Nawet nie wiem jak ta ryba się nazywa.
-No mówiłem przecież że ma na imię Hiacynta. Popatrz jaka jest śliczna.- blondyn zirytowany już chciał coś powiedzieć kiedy usłyszał krzyk, a raczej pisk zachwytu. W tym momencie przypomniała mu się Astoria i już chciał się gdzieś schować ale został brutalnie odepchnięty na bok.
-Jaka ona jest śliczna!!! Jak się nazywa? Skąd ją macie?- Granger stała przyklejona nosem do szyby akwarium i wpatrywała się w rybę co najmniej jakby była złotym słoniem.
-To Hiacynta, nowa przyjaciółka Malfoya, ale on jej nie chce. Kupiłem ją w Hogesmeed. Wiesz Smoku? Od razu jak ją zobaczyłem to pomyślałem o tobie.- Blaise uśmiechnął się uroczo co dla dziedzica rodu i fortuny Malfoyów było obrzydliwe.
-Granger zostaw moją rybkę w spokoju, bo się ciebie wystraszy nie nie będzie umiała zasnąć w nocy.
-Przed chwilą mówiłeś, że jej..-zaczął brunet ale ślizgon mu przerwał.
-Ale zmieniłem zdanie. Od teraz to moja rybka i... i muszę jej zmienić imię bo te jest głupie.
-Ej! Wymyślałem dla niej imię trzy godziny! Dla mnie to zawsze będzie Hiacynta, prawda Hiacyntusiu? - arystokratę aż zemdliło kiedy usłyszał to zdrobnienie.
   Mało delikatnie, zabrał akwarium od klejących się do niego idiotów i zaniósł je do swojego pokoju. Zrzucił z komody kilka pergaminów i postawił na niej akwarium. Spojrzał na rybkę i głośno westchnął.
-Umiesz spełniać życzenia? Możesz naprawić mi miotłę? Albo przynajmniej sprawić, żeby ci dwaj przestali się nad tobą rozczulać?- popatrzał na zwierzątko pytająco, a ona otworzyła parę razy dzióbek, tak jak Hermiona dziś rano i wypuściła z niego kilka bąbelków.
-Szkoda. - powiedział arystokrata i poszedł z powrotem do salonu, nie spodziewając się jak bardzo mylił się co do tej błękitnej rybki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ta daam! To był chyba najlepszy i najdłuższy rozdział w całym opowiadaniu :D Uprzedzam, że następny będzie w następnym tygodniu, bo chciałam ułożyć to tak, żeby ostatni rozdział w tym miesiącu był ostatniego (nie chodzi o ostatni rozdział opowiadania tylko ostatni rozdział miesiąca ;)żeby nie było nieporozumień ) Pozdrawiam!

niedziela, 31 lipca 2016

Rozdział 13



   
   Hermiona obudziła się z krzykiem. Znów koszmar. Od początku roku szkolnego śnił jej się ten sam koszmar. Dziewczyna nawet zastanawiała się czy może być to jakaś wizja, ale szybko stwierdziła że jednak to niemożliwe. Miała masę zmartwień i nauki żeby jeszcze myśleć nad znaczeniem snów. Wstała i poszła do łazienki. Przyzwyczaiła się już do nieobecności Malfoy’a  w ich dormitorium, bo ten ciągle przebywał w skrzydle szpitalnym. Gryfonka, nie wiedząc czemu, strasznie się o niego martwiła, a po wczorajszej rozmowie z profesor McGonagall i profesorem Snapem już wiedziała co może zrobić by ślizgon wyzdrowiał-wyruszy  na wycieczkę do Japonii i zdobędzie kwiat. Chciała wyruszyć pod koniec stycznia by móc spokojnie szukać rośliny.
   Nacisnęła na klamkę lecz ta nie ustąpiła. Hermiona wystraszyła się, że ktoś mógł włamać się do dormitorium kiedy spała. Po cichu, by nie zdradzić swojej obecności wróciła do pokoju, wzięła z szafki nocnej różdżkę i podeszła jeszcze raz do zamkniętych drzwi. Już miała rzucić alohomorę, kiedy usłyszała po drugiej stronie szczęk otwieranego zamka. Szybko doskoczyła do tyłu i gdy tylko drzwi się otworzyły rzuciła zaklęcie.
- Drętwota!- ,,włamywacz” nie zdążył uniknąć zaklęcia i runął na podłogę nie mogąc się poruszyć.
   Dziewczyna podeszła do ,,Nie, ja mam chyba jakieś omamy. To nie może być ON. No bo niby jakim cudem?” leżącego na ziemi współlokatora, który mierzył ją, charakterystycznym dla jego osoby, lodowatym spojrzeniem. Gryfonka uśmiechnęła się przepraszająco i zdjęła zaklęcie.
- Granger ja ci kiedyś naprawdę coś zrobię! Czy człowiek już nie może skorzystać z własnej łazienki we własnym dormitorium?!
- Ale co ty tu w ogóle robisz? Nie powinieneś leżeć w skrzydle szpitalnym?
- Tak długo im uprzykrzałem życie, że Pomfery się nade mną zlitowała i wypuściła mnie wreszcie.  Mówiła coś, że mam się zbytnio nie denerwować i uważać na swoje zdrowie bla bla bla. Widzisz Granger, mam się nie denerwować a ty tylko wstałaś i już ludzi atakujesz. Trzeba cię gdzieś zamknąć, bo jesteś zagrożeniem dla wszystkich, a zwłaszcza dla mojej osoby. W ogóle fajną masz fryzurę, strach na wróble by pozazdrościł ci takiego siana.
- Ha ha bardzo śmieszne, Malfoy. Uczesałabym się ale KTOŚ zajął mi łazienkę.- obdarzyła chłopaka morderczym spojrzeniem.- I nie możesz lekceważyć twojego stanu zdrowia.
- Taak? A to niby czemu? Czyżbyś się o mnie martwiła? Czuje się dobrze i nikt nie będzie mi mówił co mam robić, zwłaszcza ty.
- Ja o ciebie się martwić? Pfff, chciałbyś. Ja po prostu nie będę sama przygotowywać balu bożonarodzeniowego, dlatego nie chce żebyś znów wylądował w szpitalu.
- Ta jasne. Dobrze wiem o co ci naprawdę chodzi. Koniec pogaduszek Granger, pora iść na śniadanie.- powiedział i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
***
   Dwie osoby spotkały się w starej klasie do eliksirów, by omówić szczegóły ich planu. Dziewczyna siedziała na jednym z biurek i czekała na informacje które miał przekazać jej wspólnik. Musieli być ostrożni, jeden fałszywy ruch i wszystko się wyda.
- Już wyszedł.
-Więc nasz plan zaczniemy jeszcze dziś.
-Zdobyłaś TO?
-Tak.
Wymienili między sobą ironiczne uśmiechy i wyszli z klasy niezauważeni. Wieczorem wcielą swój plan w życie.
***
   Hermiona wyszła z łazienki gotowa do wyjścia. Zdziwiła się gdy zobaczyła swojego współlokatora opierającego się o ścianę niedaleko wyjścia i co chwila spoglądającego na zegarek. Zauważył ją dopiero kiedy zamknęła drzwi.
- Granger ileż można na ciebie czekać. Jak można godzinę czesać włosy? Zawsze myślałem, że to ja siedzę długo w łazience, ale chyba się myliłem. Uczesałaś ty w ogóle te włosy?
- Tak Malfoy, uczesałam. Kobiety potrzebują więcej czasu na wyszykowanie się, a poza tym, ja ci nie kazałam na siebie czekać, mogłeś iść. –Draco przewrócił oczami.
- Człowiek chce być raz w życiu miły, a ty nie okażesz nawet odrobiny wdzięczności. Chodź, bo zaraz spóźnimy się na to śniadanie.-powiedział i ruszył wąskim korytarzem w stronę portretu zostawiając kasztanowłosą w tyle. Ta tylko uśmiechnęła się z aprobatą i pobiegła za współlokatorem.
***
   Draco wrócił po kolacji do dormitorium. Zmęczony po całym dniu nadrabiania materiału chciał się wykąpać i iść spać, ale nie wyszło. Gdy wszedł do swojego pokoju, przeżył szok. Wszystko wokół było zniszczone, a na samym środku łóżka leżała jego ukochana, teraz połamana, miotła. „To na pewno nie wyglądało tak jak z tond wychodziłem” pomyślał i pierwsze co przyszło mu na myśl to Granger.
- GRANGER, JUŻ NIE ŻYJESZ!!! –wydarł się i wparował bez pukania do pokoju gryfonki. Hermiona podniosła głowę znad książki i już miała pouczyć ślizgona o tym, że ma pukać zanim wchodzi, kiedy zobaczyła że jest nieźle wkurzony. Spojrzenie arystokraty było lodowate, a na jego twarzy malowała się wręcz furia.
- PO CO ZDEWASTOWAŁAŚ MÓJ POKÓJ! PO CO TAM W OGÓLE WCHODZIŁAŚ!? Czy ja wchodzę do twojego? NIE! Więc do cholery za co?! Przecież nawet byłem miły!- zaskoczona dziewczyna nie wiedziała o czym mówi ślizgon, nie wiedziała co ma powiedzieć.
-Malfoy, ale ja nie…- zaczęła się tłumaczyć ale chłopak jej przerwał.
- Nie ma żadnych ,,ale”! Nienawidzę cię jeszcze bardziej niż wcześniej Granger! Słyszysz! NIE-NA-WI-DZĘ! Nigdy więcej nie chce mieć z tobą styczności!– wysyczał przez zaciśnięte zęby i powstrzymując się przed uderzeniem dziewczyny, wyszedł trzaskając drzwiami. Wrócił do swojego pokoju i zaklęciem podniósł z ziemi wszystkie pergaminy, książki, gazety, naprawił połamane meble, zasłony i łóżko, powiesił ubrania do szafy i zmył wszystkie groźby i wulgaryzmy napisane czerwoną farbą na ścianach: ,,Pożałujesz tego!”, ,,Śmierciożerca  zawsze zostaje śmierciożercą”, ,,Nic nie warte ścierwo”, ,,Wkrótce zginiesz” i tym podobne. On zbytnio nie przejął się tymi rzeczami, bardziej martwił się o swoją miotłę. Niestety, nie udało mu się jej odratować. ,,Niech to szlag, cholerna Granger!” Zdenerwowany poszedł do salonu, wyciągnął z barku butelkę Ognistej Whisky, napełnił szklankę i opróżnił ją w sekundę, by za chwilę powtarzać tę czynność przez całą noc.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ale ja wam życie utrudniam :D hihi^^ pozdrawiam! ;)

niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 12



  
  
   Następnego dnia Hermiona została wezwana w trakcie lekcji do gabinetu dyrektorki. Dziewczyna zastanawiała się całą drogę, czy zrobiła coś złego? Stanąwszy przed posągiem chimery, wypowiedziała hasło i weszła na schody. Chciała zapukać do drzwi, ale te same się otworzyły zanim jej ręka ich dotknęła. Weszła do środka.
-Pani dyrektor mnie wzywała, czy coś się stało?- zapytała i usiadła na wskazane przez kobietę miejsce naprzeciwko biurka.
-Tak panno Granger, wiemy już jak nazywała się klątwa którą dostał pan Malfoy. Zaraz powinien tu być profesor Snape, który wszystko nam wyjaśni.- dodała dyrektorka widząc, że gryfonka chce się dowiedzieć czegoś więcej. Kasztanowłosa skinęła głową i chyba pierwszy raz w życiu, czekała z niecierpliwością na przybycie mistrza eliksirów.
   Po kwadransie do komnaty wszedł Severus niosąc w rękach stosy pergaminów, listów i Merlin wie czego jeszcze. Położył niezbyt delikatnie papiery na biurko i usiadł w fotelu obok Hermiony, wyraźnie czymś zaniepokojony i zdyszany. McGonagall wyczarowała dla niego szklankę z wodą. Nauczyciel upił kilka łyków, po czym odstawił szklankę i skierował swój wzrok na starszą kobietę.
-Najmocniej przepraszam za moje spóźnienie, ale miałem pewien kłopot z bandą pierwszoroczniaków lewitujących kotkę pana Filcha i jego samego.-Dyrektorka zaniepokojona zajściem, wstała z fotela z zamiarem interwencji kiedy przeszkodził jej nietoperz.
-Nie trzeba, już rozdałem im szlabany i odjąłem punkty.- kobieta uspokojona wróciła na swoje miejsce. Hermiona przyglądała się tej sytuacji, ale myślami była daleko z tond. Ucieszyła się na wieść o rozpoznaniu zaklęcia, a co za tym idzie- także sposobu leczenia. Jednak coś było w tym dziwnego, a na dodatek te spojrzenie profesora Snape'a. Ono wyglądało tak jakby stracił całą nadzieje na uratowanie ślizgona. Wróciła do rzeczywistości gdy nauczyciel zaczął opowiadać czego się dowiedział.
- Lignum aridum* to jeden z najgroźniejszych uroków czarnomagicznych. Zawsze trafia prosto w serce, czym powoduje utratę przytomności. W czasie gdy ugodzona zaklęciem osoba jest w śpiączce, zaklęcie tworzy drewniany kokon dookoła serca (wewnątrz ciała) i wrasta w nie wypuszczając jakby korzenie. Urok rozrasta się tworząc takie same kokony na żyłach i tętnicach w całym ciele. Trwa to bardzo długo, chociaż trochę mniej niż wzrost prawdziwego drzewa. Kiedy zaklęcie pochłonie cały układ krwionośny, tak jak w prawdziwym drzewie gdy coś usycha najpierw schnie to przez co przechodzi woda, czyli przez drewno/łodygę, tak samo u człowieka wysychają wszystkie żyły i narządy z nimi połączone. Mówiąc prościej, całe ciało wysycha i usycha. Tak jak roślina która już całkiem uschła- zamienia się w pył.- przez cały swój monolog, Snape pokazywał im różne zdjęcia, notatki, listy oraz wiele innych dowodów, które mówiły, że jego teza jest prawdziwa. Gryfonka zasłoniła ręką twarz, żeby ukryć szloch. Dziewczyna wyobrażając sobie usychającego współlokatora, poczuła żal i smutek. Choć nienawidziła arystokraty za to co robił jej każdego dnia przez siedem lat, ale przez te ostatnie miesiące przyzwyczaiła się do jego towarzystwa i nie chciała by ślizgon skończył w taki sposób. Można powiedzieć, że odczuwała do niego coś w rodzaju tolerancji, sympatii. W czasie gdy Hermiona próbowała się uspokoić, McGonagall zwróciła się do mistrza eliksirów:
-Severusie, czy można w jakiś sposób uratować pana Malfoya? Jest jakiś lek lub zaklęcie?
-Z tego co wiem jest tylko jeden sposób, by odwrócić działanie uroku. Istnieje pewien kwiat, z którego mógłbym sporządzić odpowiedni eliksir. Receptura wywaru jest bardzo skomplikowana i potrzeba dwóch miesięcy do sporządzenia eliksiru.
-A więc sprawa załatwiona. Pan sporządzi eliksir dla Dracona, a my....
-To nie będzie takie proste.- wtrącił Snape.
-Słucham? A niby dlaczego?
-Ten kwiat rośnie tylko w mugolskiej części Japonii. Jest bardzo cenny, drogi i ciężko go zdobyć.
-Jak nazywa się ten kwiat?
-Aquilegia**. Rośnie w górach w Japonii, ma białe lub niebieskie płatki i kwitnie w lutym. Do tego czasu choroba może się znacznie rozrosnąć, a w dodatku potrzeba dwóch miesięcy na sporządzenie eliksiru. Nie wiem czy to nie będzie za późno.
   W gabinecie zapadła cisza, którą przerywało tylko tykanie zegara. Każdy siedział przeglądając notatki profesora zagłębiony w swoich własnych myślach. Nagle McGonagall wstała z fotela.
-To nic, będziemy musieli spróbować chociaż tego. To nasza ostatnia nadzieja. A teraz muszę was przeprosić ale mam ważne spotkanie w Ministerstwie i nie chciałabym się spóźnić.- zrozumieli, że kobieta chce żeby poszli do siebie, więc spełnili tę prośbę i opuścili jej gabinet wracając do swoich zajęć.
***
   Harry siedział w swojej celi i przepisywał księgę. Szło mu to bardzo powoli bo księga była napisana po łacinie, a niektóre fragmenty były nie do odczytania albo były starte. ,,I jak ja niby miałem się z tego cokolwiek dowiedzieć?!" Gryfon zirytował się tym, że ma do dyspozycji tylko jeden marny słownik, a w dodatku nie wie jak się z tond wydostać. Próbował już wszystkiego, nawet chciał kopać ale ziemia była tak twarda, że pozdzierał sobie dłonie do krwi, a postępów jak nie było tak nie ma. Próbował też zaatakować strażnika kiedy przynosił mu jedzenie, ale oberwał cruciatusem i zabrano mu jego jedyny posiłek. ,,Oby oni byli warci tego wszystkiego co wycierpiałem." pomyślał i upił łyk wody z kranu którą mu przynosili. Nawet nie wiedział ile tu siedzi, czy jest noc czy dzień i po co śmierciożercom są oni. Jego rodzice. W liście który przyniosła mu sowa pisało, że jego rodzice tak naprawdę nie zginęli tylko uciekli. Zanim śmiercionośne zaklęcie ich dosięgło zdążyli się teleportować. Jego matka zaklęciem tarczy obroniła Harry'ego i zniknęła. ,,Dlaczego wszyscy mówili mi, że oni nie żyją. Czemu?!" Tego nie wiedział. Obecnie przepisywał księgę z ich życiorysem, jednak zmieniał najistotniejsze informacje by śmierciożercy nigdy nie znaleźli i nie wykorzystali jego rodziców....
***
   ,,Mogliby mnie nareszcie wypuścić z tego skrzydła szpitalnego. Nic mi przecież nie jest!" Draco siedział zdenerwowany na swoim łóżku w szpitalu. Czuł się względnie dobrze, nic go nie bolało, a wszystkie rany i siniaki się zagoiły. Tylko czarne ślady na jego torsie nie chciały zniknąć, wręcz przeciwnie- przybywało ich. Ślizgon zmartwił się tym trochę, ale przecież ,,Po to jestem w szpitalu żeby mi to wyleczyli." 
   Codziennie odwiedzał go Blaise i Nott, żeby dotrzymać mu towarzystwa, bo tylko on ze wszystkich którzy byli w tedy w Hogesmeed został tak długo. Przychodziły też ślizgonki z Parkinson i Greengrass na czele, ale w tych sytuacjach miał jedną, aczkoliek skuteczną metodę pozbycia się ich:
-Pani Pomfery!!!- wystarczyło tylko to. Pielęgniarka przybiegała natychmiastowo i wypędzała gości bo ,,pacjent musi odpoczywać w spokoju." ,,Jednak ona się na coś przydaje." Zaśmiał się chłopak gdy kolejny raz został sam. Martwiło go też, że nie chcą mu powiedzieć co mu jest. Za każdym razem kiedy pytał o to pielęgniarkę, ta zbywała go słowami ,,Nie wiem, musisz teraz dużo odpoczywać." i odchodziła do tego swojego pokoiku.
   Wracając do gości, czasem przychodziła też Granger przynosząc mu notatki z lekcji i proroka codziennego. Tłumaczyła się tym, że McGonagall kazała jej to robić, ale on wiedział, że dziewczyna i tak by przychodziła pod jakimś pretekstem byle by tylko z nim posiedzieć. Przywiązali się do siebie i tyle, nic innego między nimi nigdy by nie zaszło. 
   Od natłoku myśli rozbolała go głowa. Sięgnął po eliksir przeciwbólowy i słodkiego snu. Zażył oba i ułożył głowę na poduszkach odpływając do krainy snów. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 *Lignum aridum (tłum. łac.)- wyschnięte drzewo
**Aquilegia- wszystkie informacje podane wyżej o tej roślinie są prawdziwe oprócz kwitnięcia (roślina kwitnie w maju, ale potrzebowałam przyśpieszyć datę bo mam jeszcze dużo planów na ten rok szkolny w Hogwarcie ;) )

Pozdrawiam i proszę o komentarze! c: