,,Gdzie do cholery jest Malfoy?! Ileż można się ubierać?! No
tak, głupia fretka musi jeszcze ułożyć włosy, bo musi wyglądać IDEALNIE. ”
Zirytowana do granic możliwości gryfonka, czekała od godziny przed portretem na
arystokratę, a jego jak nie było tak nie ma. Wypowiedziała hasło i szybkim
krokiem udała się w kierunku sypialni ślizgona. Otworzyła drzwi na oścież i ją
zamurowało. Draco Malfoy leżał pod cieplutką pościelą, którą mu zabrała, i
smacznie sobie spał. To ona się tu stara żeby wszystko na czas przygotować a on
sobie śpi?! Niedoczekanie. Hermiona wyjęła różdżkę z kieszeni płaszcza i
skierowała jej koniec na twarz śpiącego blondyna.
-Aquamenti!- powiedziała, a lodowata woda trysnęła z magicznego patyka
prosto na twarz ślizgona. Ten natychmiast zerwał się do pozycji siedzącej.
-Dobra dobra! Już wstaję Granger! Tylko wyłącz tą przeklętą
wodę!! – dziewczyna posłusznie zdjęła zaklęcie.
Po szybkim
prysznicu i ubieraniu się sprintem, Draco i Hermiona szli w stronę Sali wyjściowej.
-Nawet nie dałaś mi zjeść śniadania zła kobieto.
-Jakbyś nie zaspał śniadania to byś coś zjadł, a teraz
przestań marudzić i pośpiesz się, nie mam całego dnia.
-Czyżbyś się gdzieś wybierała Granger? Na randkę z
książkami?- drwił z niej Draco.
-Nie kretynie, nie mam ochoty spędzać całego dnia w twoim towarzystwie.
Muszę coś załatwić u McGonagall.
-Czyżby grzeczna, poukładana pani prefekt coś przeskrobała? Nie ładnie Granger, a miałem cię za przykład świętości.
-Och zamknij się już! Ciągle gadasz i gadasz.
Szli chwilę w ciszy, którą przerwało pytanie chłopaka.
-Granger, a jak my wyjdziemy do Hogesmeed jak wyjścia są zabronione z powodu napadów śmierciożerców?
-A ty dalej gadasz. Ugh. Załatwiłam zgodę od McGonagall. A w wiosce i tak jest pełno aurorów, tak że nic nam nie powinno się stać.
Draco pokiwał głową na znak, że rozumie i zaczął przypominać sobie swój ostatni wypad do Hogesmeed. I wtedy przypomniało mu się jak osłonił Granger przed urokiem. Ten facet...chwila moment, czy on nie był podobny do tego gościa o którym mówił Potter? Cała ta sprawa była bardzo podejrzana i do tego te czarne blizny na jego torsie. Sam też próbował je usunąć ale strasznie bolało kiedy rzucał zaklęcia dlatego zaprzestał dalszych prób. Znał dużo czarno magicznych klątw ale nie miał pojęcia czym dostał. Do tego to się ciągle rozrastało. ,,Niedługo będę czarny jak Blaise." pomyślał ze zgrozą. Kiedy pytał Granger czy wie może czym dostał, co to jest, czy to zejdzie, ona była zmieszana i odwracała wzrok mówiąc, że nie ma pojęcia co to jest. Nie wierzył jej, ona coś wiedziała i nie chciała mu o tym powiedzieć.
Załatwili wszystkie sprawy w hogesmeed i wrócili do Hogwartu. Swoje dormitorium zastali w opłakanym stanie. A raczej w żadnym stanie, bo nic w nim nie było. Stanęli na środku pustego salonu, a ślizgon zaczął wyzywać cały świat, za to co mu się przydarza kiedy nie ma go w dormitorium. Zrozpaczona Hermiona próbowała wymyślić jak przekażą to dyrektorce, a Malfoy nad czymś dumał. To prawda, że rozmawiał ze swoją rybką o tym że chciałby żeby to wszystko znikło, no ale nie o to mu chodziło! Chwila moment... czy właśnie ta głupia ryba spełniła jego życzenie? ,,Nie, to nie możliwe. W taki razie...." Nie dowierzając swojej intuicji poszedł zobaczyć czy się nie pomylił. A jednak prawda. W jego pokoju, na łóżku leżała nowa miotła, Nimbus 2001. Uradowany blondyn zaczął skakać w miejscu, jak mała dziewczynka ciesząca się z nowej przytulanki. Kasztanowłosa zauważyła w tym czasie, że tylko salon opustoszał, sypialnie i łazienka zostały nienaruszone. Poszła powiedzieć o swoim odkryciu ślizgonowi i zobaczyła jak skacze w miejscu jak idiota.
-Malfoy, co ty na Godryka wyprawiasz?- w tym momencie Draco uświadomił sobie co dziewczyna zobaczyła i przestał skakać obracając się do niej przodem z powagą na twarzy.
-Blaise kupił mi rybkę która spełnia życzenia. Dory jest genialna! Popatrz, mam moją miotłę z powrotem!
-To nie możliwe. Takie rybki nie istnieją Malfoy. Bajek się naczytałeś i bredzisz od rzeczy. Dory? Myślałam, że ma na imię H...
-Zmieniłem jej imię bo tamto było kretyńskie. I to prawda, że ona spełnia życzenia. Chciałem miotłę- mam miotłę. Chciałem by wszystko zniknęło- zniknął salon. I chciałem żebyś się nie podniecała na widok Dory i się udało.- za to ostatnie oberwał w ramię.
-Jeżeli ona spełnia życzenia to powiedz jej żeby przywróciła salon z powrotem.- tak też uczynił. Po godzinie wszystko wróciło do normy.
***
Dwójka osób spotkała się po ciszy nocnej w jednej z nieużywanych klas. Znowu.
-Nasz plan się nie powiódł. Trzeba wymyślić coś innego, gorszego niż to poprzednie. Tylko co my teraz możemy zrobić?
-Trzeba użyć tajnej broni. Trzeba ich sprowadzić.- powiedziała dziewczyna siedząca na parapecie przy otwartym oknie.
-Nie mówisz na poważnie. Użyć tego? Sprowadzić ich?! Oszalałaś. Jeżeli to zrobimy, a Ministerstwo się dowie to pójdziemy siedzieć.- próbował przemówić jej do rozsądku chłopak. -Wymyślmy coś innego.
-Ale co ty chcesz innego wymyślać?! Jeżeli tego nie zrobimy to nigdy nam się nie uda osiągnąć celu. -przerwała na chwilę schodząc z okna i powoli podchodząc do kolegi.- nie sprowadzimy ich od razu. Najpierw musimy ich skłócić. Musimy działać ostrożnie, bo jeden błąd może nas słono kosztować.
-Wiem o tym. To jaki jest plan?
Całą noc spędzili na omawianiu szczegółów planu. W tym czasie za oknem zaczął padać śnieg. Zostały tylko dwa tygodnie do balu Bożonarodzeniowego. W tedy miało rozpętać się piekło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak krótko ale głowa mnie rozbolała i nie umiem nic mądrego więcej wymyślić. Chciałam żeby jeszcze dziś był rozdział dlatego podzieliłam na części, żeby nie było. Następna notka będzie 11 września. Powodzenia wszystkim w nowym roku szkolnym, pozdrawiam i proszę o komentarze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz