poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 8



   Przedzierał się w deszczu przez Zakazany las. Nie zwracał najmniejszej uwagi na to, że w każdej chwili może go coś zaatakować. Zero ostrożności. Ale to teraz nie było ważne. Musiał jak najszybciej dobiec na polanę, gdzie miał na niego czekać ktoś z wiadomością, która mogła odmienić całe jego dotychczasowe życie. Biegł ile sił w nogach,ciągle wpadając na gałęzie drzew i krzewów, które pozostawiały zadrapania i drobne rany. Nie przejmował się tym jednak i biegł dalej. Gdy już tracił jakąkolwiek nadzieję, że kiedykolwiek zdoła znaleźć to miejsce, ujrzał ją zza gołych pni drzew.
   Rozejrzał się wokoło po skąpanej w świetle księżyca polanie. Nic, kompletnie nic. Żadnej żywej duszy. Załamany chciał zawracać w stronę zamku, ale nagle usłyszał znajomy trzask teleportacji. Odwrócił się a za nim stała zakapturzona postać. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zjawa podała mu wielką, starą książkę i kolejny list w czarnej kopercie. Przyjął te rzeczy. Podnosząc wzrok zobaczył wyciągniętą w jego stronę rękę. Była blada, koścista i miała strasznie długie niezadbane paznokcie, wręcz można by je nazwać szponami. Uścisnął ją niepewnie. Wtedy nieznajomy podniósł swoją, dotychczas opuszczoną głowę. Harry znieruchomiał na widok twarzy, którą zobaczył, lecz nie zdążył nic zrobić, bo nagle zaczęło mu się kręcić w głowie, a potem była już tylko ciemność…
***
   Całą noc szukali Harry’ego, ale nigdzie go nie było, jakby się rozpłynął w powietrzu. Ginny była załamana i strasznie się martwiła. Bez względu na to co chłopak jej zrobił dziewczyna dalej go kochała. Wszyscy martwili się o to czy ich przyjaciel jest bezpieczny.
   Wiadomość o zaginięciu gryfona szybko rozeszła się nie tylko w Hogwarcie, ale w całym magicznym świecie. Jako, że Harry był wybrańcem, Ministerstwo wyznaczyło nagrodę dla tego kto znajdzie Gryfona. Dla Hermiony, to było oburzające, żeby dawać nagrodę pieniężną za żywego człowieka. ,,Pfff, ten świat schodzi na psy." Wracając do sedna sprawy, prefekt naczelna powiadomiła McGonagall o tym, że złoty chłopiec zniknął, a Ron znalazł na jego łóżku list. Wręczyła pergamin dyrektorce i czekała aż ta skończy go czytać. Widać było że dyrektorka jest w szoku. Podziękowała Hermionie i powiedziała jej żeby udała się do swojego dormitorium, a ona powiadomiła aurorów.
   Poszukiwania trwały już od tygodnia i nadal nie było żadnych wieści. Wszyscy wrócili do swoich zajęć, a Hermiona zaczęła szukać czarno magicznych uroków, którymi mógł oberwać Malfoy, w bibliotece.
   Pewnego razu gdy tam siedziała przyszedł do niej Ron i dosiadł się do stolika przy którym siedziała dziewczyna. Była zdziwiona, bo Ron rzadko przychodził w takie miejsca jak biblioteka z własnej woli, ale nie przerywając czytania zapytała go czy wszystko w porządku. W bibliotece nie było książek z czarną magią, bo nauka tejże magii była surowo zabroniona. Dlatego gryfonka przeglądała książki zaklęć zaawansowanych lub z OPCM wyższego stopnia, w nadziei, że może natknąć się na potrzebną informację. Nagle gryfon zadał jej pytanie:
-Co czytasz?- ,,czy on naprawdę nie widzi wielkiego napisu na książce, która jest odwrócona do niego tytułem ,,ZAKLĘCIA DLA ZAAWANSOWANYCH”? On coraz bardziej zaczyna mnie irytować chociaż to mój chłopak i najlepszy przyjaciel." Dziewczyna zirytowała się jednak postanowiła nie wszczynać kłótni, które nawiasem mówiąc zdarzały im się coraz częściej. Policzyła w myślach do dziesięciu, westchnęła i oznajmiła:
- Ron, czytam podręcznik z zaklęć, mógłbyś mi nie przeszkadzać?
-Dobra.
Chłopak dalej siedział cicho i wpatrywał się we nią jak w obrazek. Lecz ta piękna cisza długo nie trwała:
-Miona….,bo ja mam do ciebie takie pytanko…
- Pytaj, pytaj.- odpowiedziała do niego gryfonka zza wielkiej księgi.
-….Bo ja…eeee…no…ten chciałem się zapytać, czy…… czy ty mnie jeszcze kochasz?
-Co to za głupie pytanie? Oczywiście, że tak.- powiedziała, ale nie była co do tego taka  pewna. Odkąd przyjechali do Hogwartu w tym roku, oddalili się od siebie i często się kłócili. Stanowczo zbyt często. Praktycznie nie było dnia, by któreś z nich nie zaczęło kłótni. Przeważnie zaczynał ją chłopak, twierdząc, że Hermiona nie powinna mieszkać z Malfoy'em, rozmawiać z innymi chłopakami (oprócz niego samego oraz Harry'ego), że  powinna spędzać z nim więcej czasu itede, itepe. Z rozmyślań wyrwał ją głos jej chłopaka:
-To dobrze, bo już myślałem, że zostawiłaś mnie dla tego dupka Malfoy’a. Bo wiesz cały czas chodziliście ze sobą na przerwach i lekcjach, myślałem, że jesteś taka jak te wszystkie jego…… nie, nie o to mi chodziło…- ale zanim zdążył dokończyć, Hermiona poderwała się z miejsca i uderzyła go z pięści w twarz, tak samo jak w trzeciej klasie uderzyła Dracona. Z nosa rudzielca zaczęła ciec krew, a gryfonka powiedziałam do niego z łzami w oczach:
- Myślałam, że mnie kochasz ale ty uważasz mnie za jakąś dziwkę Malfoy’a. Jestem szmatą tak? Wiesz co Ron? On wyzywał mnie przez sześć lat nauki w tej szkole, ale nigdy nie zrobił mi takiego świństwa jakie ty zrobiłeś mi teraz, po sześciu latach przyjaźni. Z nami koniec. Nasza przyjaźń też jest skończona!- wykrzyczała mu to prosto w twarz, spakowała swoją torbę, wzięła parę książek, które mogły jej się jeszcze przydać i wybiegła z biblioteki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Rozdział krótki ale treściwy. Myślę, że moje opowiadanie jest jakieś znośne, co nie?
Następny rozdział będzie albo w weekend, albo w następnym tygodniu ;) Komentujcie!  Pozdrawiam!                    

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 7



Ten rozdział dedykuję mojej koleżance Kasi, za to, że ciągle karze mi pisać te rozdziały :*                                                          
   Wieczorem Hermiona zaprosiła Ginny na babski wieczór do swojego dormitorium. Jako, że Malfoy leżał w szpitalu to nikt im nie będzie przeszkadzał. ,,No właśnie, ślizgon…… i te zaklęcia…… muszę iść do biblioteki, może tam coś o nich znajdę. Kurcze co jest ze mną? Ciągle myślę o Malfoy’u, tym okropnym, cynicznym, arystokratycznym, egoistycznym dupku, który od zawsze wyzywał mnie od szlam i obrażał przy wszystkich, a ja chcę mu teraz pomóc i się o niego martwię. A co jak ja się w nim…?… Nie, to niemożliwe to przecież Malfoy. A może się zmienił? Wątpię tacy jak on nigdy się nie zmieniają…"
   Szła tak na piąte piętro rozmyślając. Była tak zamyślona, że nie patrzała gdzie idzie i wpadła na kogoś. W ostatniej chwili złapała równowagę, ale ten ktoś nie miał takiego szczęścia. Upadł na ziemię z głośnym ,,Bum!”. Po usłyszeniu ,,Nic mi nie jest! Ała mój tyłek…” wiedziała, że wpadła na Neville’a. Szatynka pomogła wstać gryfonowi i pozbierać książki. Zapytała czy nic mu się na pewno nie stało.
-Nie Hermiono, wszystko okey. Dzięki, że mi pomogłaś, jestem strasznym fajtłapą….
-Nie Neville, to nie twoja wina! To ja wpadłam na ciebie, przepraszam.- chłopak uśmiechnął się.
-A tak w ogóle, to gdzie tak pędzisz?
-Do dormitorium prefektów. Umówiłam się z Ginny i chciałam być szybciej u siebie no i …..- i zaczęli iść w stronę schodów wspólnie rozmawiając i śmiejąc się. Dawno nie rozmawiała z Nevillem, z resztą przyjaciół zresztą też, dlatego zaskoczyło ją to co jej właśnie powiedział.
-Jesteście razem? I jak wam się układa?- była zdziwiona, ale też szczęśliwa, że gryfon znalazł sobie dziewczynę.
- Tak, jesteśmy z Luną od początku wakacji i świetnie nam razem.- chłopak się zarumienił.- wiedziałabyś gdybyś z kimś rozmawiała. Ciągle tylko chodzisz wszędzie z Malfoy’em. A teraz po tym wypadku ciągle chodzisz z głową w chmurach.
-Wiem Neville, dlatego zamierzam to zmienić. Idę już bo muszę jeszcze trochę posprzątać zanim przyjdzie Ginny. To narazie!- Powiedziała i ruszyła biegiem do końca korytarza, wypowiedziała te głupie hasło i znikła za portretem starego czarodzieja z długą brodą.
***
   Po lekcjach poszedł do wieży Gryffindoru. W pokoju chłopaków zawsze było głośno i ciągle coś przelatywało z jednego łóżka na drugie, albo zostawało uszkodzone. Dzisiaj Harry doznał szoku. Gdy stanął na progu do pokoju nikogo w nim nie było, tylko cisza, a w dodatku wszystkie łóżka były zaścielone i nasza sypialnia była tak czysta, że aż oczy zabolały. Zdjął okulary i ponownie je założył, ale pokój dalej lśnił. Wszedł do środka i po odłożeniu książek na łóżko, zaczął pisać esej z transmutacji o transmutowaniu rzeczy w zwierzęta. Pisał już od godziny wypracowanie więc zrobił sobie krótką przerwę żeby odpocząć. Położył się na łóżku i zamknął oczy, które od jakiegoś czasu same się zamykały.
   W tym roku miał tak dużo nauki, że nie wyrabiał się z materiałem. ,,Ciekawe jak się ma Hermiona? Ona pewnie teraz siedzi w bibliotece i czyta książki, albo się uczy. Od kiedy zamieszkała w dormitorium na piątym piętrze z Malfoy’em, przestała z nami rozmawiać, bo ślizgon ciągle za nią chodził przez tę amortęcję. Gdyby tu była to by mi pomogła napisać ten esej, z którego i tak nic nie rozumiem. Martwi mnie też, że Ginny dalej się do mnie nie odzywa. Przez tą kłótnię na początku roku nasz związek przechodzi swego rodzaju kryzys. Zbliżała się przerwa świąteczna, może do tego czasu uda mu się pogodzić z rudą…?"
   Leżałby tak dalej, gdyby nie usłyszał stukania o szybę. Podszedł do okna i wpuścił do środka czarną jak smoła sowę z wielkimi żółtymi oczami. Ptak przeleciał szybko po pokoju upuścił list na pościel zasypaną książkami i odleciał tak szybko jak się pojawił. Zdziwiony podszedł do posłania i wziął do ręki czarną kopertę. Otworzył list i zaczął  czytać. Gdy skończył, przeraził się. Szybko ubrał się i wybiegł z dormitorium jak najszybciej mógł, by sprawdzić czy to co przeczytał w liście to nie kłamstwo.
***
   Siedziała z Ginny w wielkim salonie przy kominku i rozmawiały o egzaminach. Nagle   coś jej się przypomniało…
-Ginny, mogę cię o coś zapytać?
- Jasne Hermi, o co chodzi?
-Chodzi o Harry’ego…- na wspomnienie o chłopaku ruda spuściła głowę i jakby posmutniała.
-Chodzi o tę waszą kłótnie, no wiesz we wrześniu po eliksirach widziałam jak kłócisz się z Harrym, a potem uciekasz z płaczem. Chciałam iść za tobą ale ten idiota Malfoy uwiesił mi się na ramieniu.
-Pokłóciłam się wtedy z Harrym o to, że ciągle patrzy się maślanymi oczkami na Cho chociaż jest ze mną.
-I to wszystko?
-Nie. Jeszcze widziałam jak on ją przytula i idą razem do pokoju życzeń a jak wyszli to ona miała poplątane włosy i krzywo pozapinane guziki od bluzki. Wiesz co sobie pomyślałam? Wiesz jak ja się czułam, jak on na moich oczach przytulał inną?! Pokłóciłam się z nim. Powiedziałam mu, że widziałam go z nią wiele razy i wszystko wiem. Wiesz co on zrobił?! Wszystkiego się wyparł i mówił, że to nie tak jak myślę. Uderzyłam go w twarz i uciekłam. Płakałam całą noc. Odechciało mi się żyć. Zerwałam z nim, ale on mówi, że mamy tylko kryzys w związku. Nie odzywam się do niego. Nawet mnie nie przeprosił!- przez całą wypowiedź oczy Ginny były szkliste od łez, ale na końcu nie wytrzymała i wybuchła głośnym płaczem. Hermiona przytuliła ją do siebie mówiąc, że wszystko będzie dobrze i, że jakoś się ułoży. Obiecała rudej, że porozmawia z Harrym, na co ona przytuliła dziewczynę jeszcze mocniej i powiedziała:
-Hermiono dziękuję, że zawsze jesteś przy mnie!
   Po chwili, obie radośnie śmiały się zapominając, że tamta rozmowa kiedykolwiek się odbyła. Nadal siedziały na kanapie pijąc piwo kremowe i jedząc jakieś czekoladki, kiedy usłyszały walenie do drzwi/portretu. Przestraszyły się, ale po chwili poszły otworzyć. Gdy szatynka otworzyła portret do środka wpadł zdyszany Ron. Był blady i wystraszony co najmniej tak jakby zobaczył Voldemorta na korytarzu. Obie spojrzały na siebie następnie na gryfona, a on powiedział coś co zmroziło im krew w żyłach.
-Harry jest w niebezpieczeństwie! Nie ma go w dormitorium, a na jego łóżku znalazłem ten list.- przeczytały go i wszyscy wybiegli z dormitorium by ratować Harry’ego. Miała nadzieję że gdy go znajdą nie będzie jeszcze za późno…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hyhyhy macie rozdział :) Dodałam go dzisiaj, bo Kasia by mnie zabiła chyba gdybym nie dodała xD Podoba mi się ten rozdział. Jestem zadowolona i już wiem co będzie dalej hyhyhy ;P

PS. Piszcie komy, bo strasznie lubię odpisywać i chciałabym poznać opinię innych, a nie tylko znajomych z mojej klasy ;)
Pozdrawiam!

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 6




   Hermiona obudziła się w skrzydle szpitalnym. Otworzyła oczy, ale oślepiona jasnością jaka emanowała w pomieszczeniu, od razu je zamknęła. Mrugała jeszcze chwilę aż przyzwyczaiła się do bieli i promieni słonecznych za oknem.
-Co jest? Gdzie ja jestem?- pomyślała gryfonka. Próbowała usiąść, ale zaczęła ją strasznie boleć głowa i ramiona. Widząc poczynania dziewczyny, pani Pomefry szybko do niej podeszła.
-Dziecko drogie, nie wstawaj, teraz musisz dużo odpoczywać.
-Co się stało? Dlaczego leżę w skrzydle szpitalnym? I czemu tak strasznie boli mnie głowa?!- przez to że krzyknęłam jeszcze bardziej mnie wszystko boli. Pięknie!- pomyślała i westchnęła z bezsilności.
-Nie pamięta…..- powiedziała pod nosem pielęgniarka- Drogie dziecko, śmierciożercy napadli na Hogesmed. Wyrządzili wiele szkód, niszczyli wszystko co znaleźli na swojej drodze. Zabijali wszystkich czarodziejów pół krwi i tych nieczystej krwi, albo rzucali jakieś paskudne uroki czarno magiczne.- Westchnęła i rozejrzała się po szpitalu. Prawie wszystkie łóżka były zajęte.- Jesteś tutaj za sprawą aurorów którzy zjawili się w wiosce zaraz po tym jak śmierciożercy zniknęli zostawiając za sobą mroczny znak.- kobietę przeszedł dreszcz obrzydzenia i pomogła Hermionie usiąść- Aurorzy przenieśli wszystkich uczniów do zamku na szczęście wszyscy żyją. Niektórzy są tylko poobijani tak jak ty, niektórzy dostali jakąś klątwą- tym zajmuje się profesor Snape i profesor McGonagall, a kilka osób oberwało urokami czarno magicznymi- mówiąc to pielęgniarka przeniosła wzrok na łóżko obok posłania Hermiony. Leżał na nim Draco. Miał bandaż na głowie i był cały siny. Hermiona się wystraszyła i zapytała
-Co się z nim stało? Czy on z tego wyjdzie?- Merlinie czemu ja się o niego martwię?! A co jak to coś poważnego?
- Z tego co wiem to osłonił cię przed zaklęciem i trafiło w niego. Nie wiem czy z tego wyjdzie, jego stan jest bardzo ciężki…- pelęgniarka uśmiechnęła się ponuro i odeszła, a Hermiona zaczęła sobie wszystko przypominać. ,,To wszystko przeze mnie…to we mnie miało trafić to zaklęcie….a co jak on z tego nie wyjdzie….O Godryku!"- pomyślała i zakryła ręką usta, a po jej policzku potoczyła się samotna łza.
   Dziewczyna po kilku dniach wyszła ze skrzydła szpitalnego. Wszystkie rany się zagoiły i głowa już jej nie bolała, ale mimo to dziewczyna nie czuła się dobrze. Cały czas dręczyły ją wyrzuty sumienia i niepokój. Całe dnie chodziła smutna i zamyślona i nic nie poprawiało jej humoru. Nikt nie wiedział co się z nią dzieje. Jadła mało, ciągle siedziała w swoim dormitorium, przestała się zgłaszać na lekcjach i z nikim nie rozmawiała, chyba, że z nauczycielem, gdy o coś pytał, co rzadko się zdarzało.
***
  Schodziła właśnie do Wielkiej Sali na śniadanie. Lekcje zostały odwołane do końca tygodnia z powodu pobytu dużej ilości uczniów w skrzydle szpitalnym. Minął tydzień odkąd wyszła ze szpitala. ,,Ciekawe czy Malfoy już się obudził? A co jak już się nigdy nie obudzi? Albo co gorsza… nie, nie mogę myśleć w ten sposób, muszę myśleć pozytywnie. Tak. Niebawem się obudzi i wszystko będzie tak jak przedtem… a jeśli nie…? Co jeśli straci pamięć, albo na coś zachoruje? O Godryku, to wszystko moja wina!- Hermionę nawiedzały złe myśli na temat stanu zdrowia ślizgona. Szła i rozmyślała nawet nie zauważając kiedy usiadła przy stole pomiędzy Ginny i Ronem. Naprzeciwko niej siedział Harry.
    Panowała napięta atmosfera, ale Ron chyba nie zdawał sobie z tego sprawy i jakby nigdy nic jadł płatki jak to zawsze miał w zwyczaju był przy tym bardzo ,,kulturalny” i czytał proroka codziennego, co chwila coś komentując. Już dawno zapomniała o tym, że jej chłopak nic sobie nie robi z tego, że wszyscy zachowują się inaczej niż zwykle i robi to co mu się podoba. Za to Chłopiec-Który-Przeżył nawet nie spojrzał na Ginny, która z uwagą wpatrywała się w swój pusty talerz. ,,Co im się stało? Przecież zawsze chodzili tacy uśmiechnięci i uśmiechnięci…. Chociaż... Na Merlina, jak mogła zapomnieć! Wtedy kiedy Malfoy'a odurzył eliksir miłosny, widziała jak Ginny kłóciła się z Harrym, walnęła go w twarz i cała zapłakana uciekła w stronę wieży Gryffindoru. Przez Malfoy'a i jego przymilanie się kompletnie olała swoich przyjaciół i chłopaka, a teraz jeszcze ma wyrzuty sumienia, że dostał tym urokiem chroniąc ją. ,,Odwiedzę go po śniadaniu i zobaczę czy się obudził, a wieczorem zaproszę do siebie Ginny żeby pogadać"- w tym momencie jej rozmyślania przerwało pytanie Harry’ego:
-Miona czemu nic nie jesz? Siedzisz i nawet nie mrugasz. Coś się stało? Ciągle chodzisz jakaś taka przygnębiona. Czy to z powodu tego napadu na Hogesmeed?- on ma rację, muszę coś zjeść i przestać się tym wszystkim tak przejmować. Nałożyłam sobie na talerz dwa tosty i zaczęłam je smarować dżemem.
-Tak, ciągle się martwię o wszystkich rannych, o to że może być jeszcze gorzej niż wtedy w Hogesmeed, o OWTM-y… to już mnie chyba zaczyna przerastać.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze- odezwała się Ginni i przytuliła przyjaciółkę.
-Mam taką nadzieję.
***
   Po śniadaniu gryfonka poszła do skrzydła szpitalnego. Gdy stanęła przed wielkimi drzwiami i chciała już zapukać, na myśl nasunęło jej się pytanie: A co jak mnie nie wpuszczą? Westchnęła i zapukała. Po chwili ciszy uznała, że chyba może wejść, więc otworzyła powoli wielkie, ciężkie drzwi i weszła do środka.
   W Sali było cicho, a wszystkie posłania były oddzielone od siebie parawanami. ,,Pewnie jeszcze śpią"- pomyślała i wolnym krokiem zaczęła iść w stronę ostatnich łóżek po lewej stronie. Malfoy leżał na ostatnim, przy oknie. Delikatnie odsunęła zasłonkę i zasunęła ją za sobą gdy usiadła na małym krzesełku przy posłaniu chłopaka.
   Przeraził ją jego widok. Był strasznie blady, jeszcze bardziej niż zwykle, oczy miał podkrążone a usta sine. Jego tlenione włosy były rozrzucone na poduszce, a kilka niesfornych kosmyków opadała mu na oczy. ,,To było urocze. Nawet w takim stanie wyglądał pięknie… Merlinie! Ja tak wcale nie myślę! Fakt, faktem może i jest przystojny, ale nie jest w moim typie." Delikatnie odgarnęła niesforne blond kosmyki włosów z jego czoła i zauważyła, że nadal ma bandaż na głowie i opatrunek nad lewym łukiem brwiowym. Do rąk miał przyklejonych kilka plastrów, a prawy nadgarstek miał zabandażowany. Dostrzegła, że na stoliku obok łóżka leży diagnoza pacjenta i wyniki badań magicznych. Zaczęła więc czytać. Pisało, że Malfoy ma drobne zadrapania i siniaki na plecach, rękach i nogach, głęboką ranę nad lewym łukiem brwiowym prawdopodobnie spowodowaną upadkiem na ostry kamień. Ma także zwichnięty nadgarstek, skręconą kostkę oraz ciemne wzory na klatce piersiowej, przypominające odgałęzienia drzew, które wychodzą z czarnej rany w okolicach serca. Dopisane było, że ciągle się powiększa, a w nawiasie były podane trzy uroki, które mógł rzucić ten śmierciożerca na ślizgona. Przestraszona zakryła dłonią twarz żeby, nie zaszlochać, gdy przeczytała na samym dole strony nabazgrane dwa zdania: ,,Nie wiadomo czy istnieje lek na ten urok. Nie wiadomo czy jest to uleczalna choroba…”  Była przerażona. Przepisała zaklęcia na kartkę i odłożyła papiery na stolik.
- Nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie i czekać, aż on…on….. z mojej winy…. Nie! To wszystko stało się przeze mnie. On mnie uratował, to teraz ja uratuję jego.- powiedziawszy to wstała i wyszła ze skrzydła szpitalnego. Nawet nie zauważyła, że ktoś był tam i ją obserwował.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Hyhyhy macie rozdział :)
Pozdrawiam!