poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział 8



   Przedzierał się w deszczu przez Zakazany las. Nie zwracał najmniejszej uwagi na to, że w każdej chwili może go coś zaatakować. Zero ostrożności. Ale to teraz nie było ważne. Musiał jak najszybciej dobiec na polanę, gdzie miał na niego czekać ktoś z wiadomością, która mogła odmienić całe jego dotychczasowe życie. Biegł ile sił w nogach,ciągle wpadając na gałęzie drzew i krzewów, które pozostawiały zadrapania i drobne rany. Nie przejmował się tym jednak i biegł dalej. Gdy już tracił jakąkolwiek nadzieję, że kiedykolwiek zdoła znaleźć to miejsce, ujrzał ją zza gołych pni drzew.
   Rozejrzał się wokoło po skąpanej w świetle księżyca polanie. Nic, kompletnie nic. Żadnej żywej duszy. Załamany chciał zawracać w stronę zamku, ale nagle usłyszał znajomy trzask teleportacji. Odwrócił się a za nim stała zakapturzona postać. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zjawa podała mu wielką, starą książkę i kolejny list w czarnej kopercie. Przyjął te rzeczy. Podnosząc wzrok zobaczył wyciągniętą w jego stronę rękę. Była blada, koścista i miała strasznie długie niezadbane paznokcie, wręcz można by je nazwać szponami. Uścisnął ją niepewnie. Wtedy nieznajomy podniósł swoją, dotychczas opuszczoną głowę. Harry znieruchomiał na widok twarzy, którą zobaczył, lecz nie zdążył nic zrobić, bo nagle zaczęło mu się kręcić w głowie, a potem była już tylko ciemność…
***
   Całą noc szukali Harry’ego, ale nigdzie go nie było, jakby się rozpłynął w powietrzu. Ginny była załamana i strasznie się martwiła. Bez względu na to co chłopak jej zrobił dziewczyna dalej go kochała. Wszyscy martwili się o to czy ich przyjaciel jest bezpieczny.
   Wiadomość o zaginięciu gryfona szybko rozeszła się nie tylko w Hogwarcie, ale w całym magicznym świecie. Jako, że Harry był wybrańcem, Ministerstwo wyznaczyło nagrodę dla tego kto znajdzie Gryfona. Dla Hermiony, to było oburzające, żeby dawać nagrodę pieniężną za żywego człowieka. ,,Pfff, ten świat schodzi na psy." Wracając do sedna sprawy, prefekt naczelna powiadomiła McGonagall o tym, że złoty chłopiec zniknął, a Ron znalazł na jego łóżku list. Wręczyła pergamin dyrektorce i czekała aż ta skończy go czytać. Widać było że dyrektorka jest w szoku. Podziękowała Hermionie i powiedziała jej żeby udała się do swojego dormitorium, a ona powiadomiła aurorów.
   Poszukiwania trwały już od tygodnia i nadal nie było żadnych wieści. Wszyscy wrócili do swoich zajęć, a Hermiona zaczęła szukać czarno magicznych uroków, którymi mógł oberwać Malfoy, w bibliotece.
   Pewnego razu gdy tam siedziała przyszedł do niej Ron i dosiadł się do stolika przy którym siedziała dziewczyna. Była zdziwiona, bo Ron rzadko przychodził w takie miejsca jak biblioteka z własnej woli, ale nie przerywając czytania zapytała go czy wszystko w porządku. W bibliotece nie było książek z czarną magią, bo nauka tejże magii była surowo zabroniona. Dlatego gryfonka przeglądała książki zaklęć zaawansowanych lub z OPCM wyższego stopnia, w nadziei, że może natknąć się na potrzebną informację. Nagle gryfon zadał jej pytanie:
-Co czytasz?- ,,czy on naprawdę nie widzi wielkiego napisu na książce, która jest odwrócona do niego tytułem ,,ZAKLĘCIA DLA ZAAWANSOWANYCH”? On coraz bardziej zaczyna mnie irytować chociaż to mój chłopak i najlepszy przyjaciel." Dziewczyna zirytowała się jednak postanowiła nie wszczynać kłótni, które nawiasem mówiąc zdarzały im się coraz częściej. Policzyła w myślach do dziesięciu, westchnęła i oznajmiła:
- Ron, czytam podręcznik z zaklęć, mógłbyś mi nie przeszkadzać?
-Dobra.
Chłopak dalej siedział cicho i wpatrywał się we nią jak w obrazek. Lecz ta piękna cisza długo nie trwała:
-Miona….,bo ja mam do ciebie takie pytanko…
- Pytaj, pytaj.- odpowiedziała do niego gryfonka zza wielkiej księgi.
-….Bo ja…eeee…no…ten chciałem się zapytać, czy…… czy ty mnie jeszcze kochasz?
-Co to za głupie pytanie? Oczywiście, że tak.- powiedziała, ale nie była co do tego taka  pewna. Odkąd przyjechali do Hogwartu w tym roku, oddalili się od siebie i często się kłócili. Stanowczo zbyt często. Praktycznie nie było dnia, by któreś z nich nie zaczęło kłótni. Przeważnie zaczynał ją chłopak, twierdząc, że Hermiona nie powinna mieszkać z Malfoy'em, rozmawiać z innymi chłopakami (oprócz niego samego oraz Harry'ego), że  powinna spędzać z nim więcej czasu itede, itepe. Z rozmyślań wyrwał ją głos jej chłopaka:
-To dobrze, bo już myślałem, że zostawiłaś mnie dla tego dupka Malfoy’a. Bo wiesz cały czas chodziliście ze sobą na przerwach i lekcjach, myślałem, że jesteś taka jak te wszystkie jego…… nie, nie o to mi chodziło…- ale zanim zdążył dokończyć, Hermiona poderwała się z miejsca i uderzyła go z pięści w twarz, tak samo jak w trzeciej klasie uderzyła Dracona. Z nosa rudzielca zaczęła ciec krew, a gryfonka powiedziałam do niego z łzami w oczach:
- Myślałam, że mnie kochasz ale ty uważasz mnie za jakąś dziwkę Malfoy’a. Jestem szmatą tak? Wiesz co Ron? On wyzywał mnie przez sześć lat nauki w tej szkole, ale nigdy nie zrobił mi takiego świństwa jakie ty zrobiłeś mi teraz, po sześciu latach przyjaźni. Z nami koniec. Nasza przyjaźń też jest skończona!- wykrzyczała mu to prosto w twarz, spakowała swoją torbę, wzięła parę książek, które mogły jej się jeszcze przydać i wybiegła z biblioteki.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Rozdział krótki ale treściwy. Myślę, że moje opowiadanie jest jakieś znośne, co nie?
Następny rozdział będzie albo w weekend, albo w następnym tygodniu ;) Komentujcie!  Pozdrawiam!                    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz