niedziela, 17 lipca 2016
Rozdział 12
Następnego dnia Hermiona została wezwana w trakcie lekcji do gabinetu dyrektorki. Dziewczyna zastanawiała się całą drogę, czy zrobiła coś złego? Stanąwszy przed posągiem chimery, wypowiedziała hasło i weszła na schody. Chciała zapukać do drzwi, ale te same się otworzyły zanim jej ręka ich dotknęła. Weszła do środka.
-Pani dyrektor mnie wzywała, czy coś się stało?- zapytała i usiadła na wskazane przez kobietę miejsce naprzeciwko biurka.
-Tak panno Granger, wiemy już jak nazywała się klątwa którą dostał pan Malfoy. Zaraz powinien tu być profesor Snape, który wszystko nam wyjaśni.- dodała dyrektorka widząc, że gryfonka chce się dowiedzieć czegoś więcej. Kasztanowłosa skinęła głową i chyba pierwszy raz w życiu, czekała z niecierpliwością na przybycie mistrza eliksirów.
Po kwadransie do komnaty wszedł Severus niosąc w rękach stosy pergaminów, listów i Merlin wie czego jeszcze. Położył niezbyt delikatnie papiery na biurko i usiadł w fotelu obok Hermiony, wyraźnie czymś zaniepokojony i zdyszany. McGonagall wyczarowała dla niego szklankę z wodą. Nauczyciel upił kilka łyków, po czym odstawił szklankę i skierował swój wzrok na starszą kobietę.
-Najmocniej przepraszam za moje spóźnienie, ale miałem pewien kłopot z bandą pierwszoroczniaków lewitujących kotkę pana Filcha i jego samego.-Dyrektorka zaniepokojona zajściem, wstała z fotela z zamiarem interwencji kiedy przeszkodził jej nietoperz.
-Nie trzeba, już rozdałem im szlabany i odjąłem punkty.- kobieta uspokojona wróciła na swoje miejsce. Hermiona przyglądała się tej sytuacji, ale myślami była daleko z tond. Ucieszyła się na wieść o rozpoznaniu zaklęcia, a co za tym idzie- także sposobu leczenia. Jednak coś było w tym dziwnego, a na dodatek te spojrzenie profesora Snape'a. Ono wyglądało tak jakby stracił całą nadzieje na uratowanie ślizgona. Wróciła do rzeczywistości gdy nauczyciel zaczął opowiadać czego się dowiedział.
- Lignum aridum* to jeden z najgroźniejszych uroków czarnomagicznych. Zawsze trafia prosto w serce, czym powoduje utratę przytomności. W czasie gdy ugodzona zaklęciem osoba jest w śpiączce, zaklęcie tworzy drewniany kokon dookoła serca (wewnątrz ciała) i wrasta w nie wypuszczając jakby korzenie. Urok rozrasta się tworząc takie same kokony na żyłach i tętnicach w całym ciele. Trwa to bardzo długo, chociaż trochę mniej niż wzrost prawdziwego drzewa. Kiedy zaklęcie pochłonie cały układ krwionośny, tak jak w prawdziwym drzewie gdy coś usycha najpierw schnie to przez co przechodzi woda, czyli przez drewno/łodygę, tak samo u człowieka wysychają wszystkie żyły i narządy z nimi połączone. Mówiąc prościej, całe ciało wysycha i usycha. Tak jak roślina która już całkiem uschła- zamienia się w pył.- przez cały swój monolog, Snape pokazywał im różne zdjęcia, notatki, listy oraz wiele innych dowodów, które mówiły, że jego teza jest prawdziwa. Gryfonka zasłoniła ręką twarz, żeby ukryć szloch. Dziewczyna wyobrażając sobie usychającego współlokatora, poczuła żal i smutek. Choć nienawidziła arystokraty za to co robił jej każdego dnia przez siedem lat, ale przez te ostatnie miesiące przyzwyczaiła się do jego towarzystwa i nie chciała by ślizgon skończył w taki sposób. Można powiedzieć, że odczuwała do niego coś w rodzaju tolerancji, sympatii. W czasie gdy Hermiona próbowała się uspokoić, McGonagall zwróciła się do mistrza eliksirów:
-Severusie, czy można w jakiś sposób uratować pana Malfoya? Jest jakiś lek lub zaklęcie?
-Z tego co wiem jest tylko jeden sposób, by odwrócić działanie uroku. Istnieje pewien kwiat, z którego mógłbym sporządzić odpowiedni eliksir. Receptura wywaru jest bardzo skomplikowana i potrzeba dwóch miesięcy do sporządzenia eliksiru.
-A więc sprawa załatwiona. Pan sporządzi eliksir dla Dracona, a my....
-To nie będzie takie proste.- wtrącił Snape.
-Słucham? A niby dlaczego?
-Ten kwiat rośnie tylko w mugolskiej części Japonii. Jest bardzo cenny, drogi i ciężko go zdobyć.
-Jak nazywa się ten kwiat?
-Aquilegia**. Rośnie w górach w Japonii, ma białe lub niebieskie płatki i kwitnie w lutym. Do tego czasu choroba może się znacznie rozrosnąć, a w dodatku potrzeba dwóch miesięcy na sporządzenie eliksiru. Nie wiem czy to nie będzie za późno.
W gabinecie zapadła cisza, którą przerywało tylko tykanie zegara. Każdy siedział przeglądając notatki profesora zagłębiony w swoich własnych myślach. Nagle McGonagall wstała z fotela.
-To nic, będziemy musieli spróbować chociaż tego. To nasza ostatnia nadzieja. A teraz muszę was przeprosić ale mam ważne spotkanie w Ministerstwie i nie chciałabym się spóźnić.- zrozumieli, że kobieta chce żeby poszli do siebie, więc spełnili tę prośbę i opuścili jej gabinet wracając do swoich zajęć.
***
Harry siedział w swojej celi i przepisywał księgę. Szło mu to bardzo powoli bo księga była napisana po łacinie, a niektóre fragmenty były nie do odczytania albo były starte. ,,I jak ja niby miałem się z tego cokolwiek dowiedzieć?!" Gryfon zirytował się tym, że ma do dyspozycji tylko jeden marny słownik, a w dodatku nie wie jak się z tond wydostać. Próbował już wszystkiego, nawet chciał kopać ale ziemia była tak twarda, że pozdzierał sobie dłonie do krwi, a postępów jak nie było tak nie ma. Próbował też zaatakować strażnika kiedy przynosił mu jedzenie, ale oberwał cruciatusem i zabrano mu jego jedyny posiłek. ,,Oby oni byli warci tego wszystkiego co wycierpiałem." pomyślał i upił łyk wody z kranu którą mu przynosili. Nawet nie wiedział ile tu siedzi, czy jest noc czy dzień i po co śmierciożercom są oni. Jego rodzice. W liście który przyniosła mu sowa pisało, że jego rodzice tak naprawdę nie zginęli tylko uciekli. Zanim śmiercionośne zaklęcie ich dosięgło zdążyli się teleportować. Jego matka zaklęciem tarczy obroniła Harry'ego i zniknęła. ,,Dlaczego wszyscy mówili mi, że oni nie żyją. Czemu?!" Tego nie wiedział. Obecnie przepisywał księgę z ich życiorysem, jednak zmieniał najistotniejsze informacje by śmierciożercy nigdy nie znaleźli i nie wykorzystali jego rodziców....
***
,,Mogliby mnie nareszcie wypuścić z tego skrzydła szpitalnego. Nic mi przecież nie jest!" Draco siedział zdenerwowany na swoim łóżku w szpitalu. Czuł się względnie dobrze, nic go nie bolało, a wszystkie rany i siniaki się zagoiły. Tylko czarne ślady na jego torsie nie chciały zniknąć, wręcz przeciwnie- przybywało ich. Ślizgon zmartwił się tym trochę, ale przecież ,,Po to jestem w szpitalu żeby mi to wyleczyli."
Codziennie odwiedzał go Blaise i Nott, żeby dotrzymać mu towarzystwa, bo tylko on ze wszystkich którzy byli w tedy w Hogesmeed został tak długo. Przychodziły też ślizgonki z Parkinson i Greengrass na czele, ale w tych sytuacjach miał jedną, aczkoliek skuteczną metodę pozbycia się ich:
-Pani Pomfery!!!- wystarczyło tylko to. Pielęgniarka przybiegała natychmiastowo i wypędzała gości bo ,,pacjent musi odpoczywać w spokoju." ,,Jednak ona się na coś przydaje." Zaśmiał się chłopak gdy kolejny raz został sam. Martwiło go też, że nie chcą mu powiedzieć co mu jest. Za każdym razem kiedy pytał o to pielęgniarkę, ta zbywała go słowami ,,Nie wiem, musisz teraz dużo odpoczywać." i odchodziła do tego swojego pokoiku.
Wracając do gości, czasem przychodziła też Granger przynosząc mu notatki z lekcji i proroka codziennego. Tłumaczyła się tym, że McGonagall kazała jej to robić, ale on wiedział, że dziewczyna i tak by przychodziła pod jakimś pretekstem byle by tylko z nim posiedzieć. Przywiązali się do siebie i tyle, nic innego między nimi nigdy by nie zaszło.
Od natłoku myśli rozbolała go głowa. Sięgnął po eliksir przeciwbólowy i słodkiego snu. Zażył oba i ułożył głowę na poduszkach odpływając do krainy snów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Lignum aridum (tłum. łac.)- wyschnięte drzewo
**Aquilegia- wszystkie informacje podane wyżej o tej roślinie są prawdziwe oprócz kwitnięcia (roślina kwitnie w maju, ale potrzebowałam przyśpieszyć datę bo mam jeszcze dużo planów na ten rok szkolny w Hogwarcie ;) )
Pozdrawiam i proszę o komentarze! c:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wróciłaś!! Mam nadzieję,że już nie odejdziesz....
OdpowiedzUsuńDraco.....mojego Draco chcesz zabić w taki bestialski sposób,ty zła ty....Oby ci się nie udało...A co Harry'm?? James i Lily żyją?? Nie przeczytam nie uwierzę....
Czekam na next...
Lodzi
Hej Lodzi, tak James i Lily żyją, a na resztę pytań nie odpowiem bo to by był spojler ;) następny rozdział w tym tygodniu będzie, nie odejde, tak szybko mnie się nie pozbędziecie i to jeszcze bez walki pfff na pewno... :D pozdrawiam ;)
Usuń