niedziela, 20 marca 2016

Rozdział 10



Trzy dni przed 9 rozdziałem.


   (...) potem była już tylko ciemność. Harry obudził się w nieznanym mu miejscu. W pomieszczeniu panował półmrok i było zimno, dało się też wyczuć, że powietrze jest wilgotne. Gdy jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności, usiadł i rozejrzał się wkoło. Pokój był ciasny, jego ściany były betonowe co przywodziło na myśl, że znajduje się w piwnicy. Nie było tutaj żadnego okna, a jedyne drzwi w tym pomieszczeniu były ciężkie i metalowe, więc nie mógł ich wyważyć, a jego różdżka została w zamku. Uśmiechnął się do siebie na wspomnienie jego komórki pod schodami i tego jak bardzo przypominała mu to miejsce. ,,Jak ja się tutaj w ogóle znalazłem?" I wtedy mu się wszystko przypomniało. List, Zakazany las, zakapturzona postać, księga, list i ta twarz. ,,To nie może być prawda... a jeśli jest?" Chłopak usiadł na łóżku i spojrzał na wielkie drzwi.
- Pięknie, siedzę sobie w jakiejś piwnicy całą noc, a może nawet kilka dni, nie mam ubrań na zmianę ani książek. Ciekawe czy ktoś zauważył, że mnie nie ma w dormitorium i czy zaczęli mnie już szukać?- jego rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych kłódek i przesuwanych zasuw. Po chwili do jego celi wszedł człowiek, którego pierwszy raz widział na oczy. Miał czarne, krótkie włosy, czarne oczy, a jego cera była strasznie blada. N policzku miał bliznę która ciągnęła się od łuku brwiowego aż do ust. Stał przed ni ubrany w czarną pelerynę i z poważnym wyrazem twarzy.
- Obudziła się nareszcie, śpiąca królewna. Wyspałaś się?
- Czego ode mnie chcesz? Co ja tutaj w ogóle robię?!
- Jak to co? Ktoś próbował przekazać ci informacje które zmieniłyby twoje życie, czyż nie? Tak właśnie myślałeś? Ale zanim twój informator wypowiedział formułę która by ci pokazała zapewne miejsce gdzie mógłbyś ich szukać, uśpiłem cię.- uśmiechnął się przebiegle i wskazał dużą, starą książkę i list leżące w jednym z kątów pokoju.- Nie pozwolimy ci ich znaleźć, bo wtedy nasz plan legnie w gruzach.
-Jaki plan? Jacy wy? Jest was więcej? Kim ty właściwie jesteś i po co mnie tu trzymasz?- przerwał monolog mężczyzny nie wiedząc że jego cierpliwość jest już na wyczerpaniu. Mężczyzna zamachnął się i z całej siły kopnął chłopaka w brzuch. Gdy Harry zwijał się z bólu, mężczyzna kontynuował:
-Znaj swoje miejsce w szeregu, i nie przerywaj mi bo źle to się dla ciebie skończy. Jaki plan? Na to pytanie ci nie odpowiem, ale na resztę chyba możesz znać odpowiedź. Uprowadzili cię śmierciożercy, jestem jednym z nich, tak jest nas więcej ale jeszcze nie dość dużo by wcielić nasz plan w życie. Jesteś nam potrzebny tylko w jednym celu. Także szukamy tego co ty, a księga i ten list bardzo by nam w tym pomogły, tyle, że tylko ty możesz je przeczytać. Zostały zaczarowane i ilekroć ich dotykamy, bariera nas odbija. Będziesz musiał nam przeczytać tę księgę i list, albo lepiej, przepiszesz nam ją. Kiedy już nam nie będziesz potrzebny, po prostu się ciebie pozbędziemy.
- Nigdy wam jej nie przeczytam. Nie pozwolę na to by oni znaleźli się w waszych brudnych łapskach! Nie dopuszczę do tego bym znowu ich stracił!- Gryfon krzyczał wstając z ziemi i przygotowując się by zadać cios, lecz czarnooki był szybszy. Wyciągnął różdżkę i wycelował w Harry'ego.
-Ach tak, więc nie będziesz współpracował?- zapytał podnosząc głowę chłopaka tak, by ten patrzał mu prosto w oczy.
-Nigdy- wysyczał chłopak przez zaciśnięte zęby i splunął mężczyźnie w twarz. Śmierciożerca puścił Harry'ego, wytarł policzek i ponownie wycelował w gryfona.
-Crucio!
***
Sytuacja po 9 rozdziale, czyli ciąg dalszy ;)

   (...) zostali sami. Przez chwile panowała cisza. On wpatrywał się w Hermionę jak w obrazek, to normalne, przecież był pod działaniem amortencji. Pomimo tego, że jest przystojny wyglądał strasznie. Był jeszcze bardziej blady niż zwykle, miał te wszystkie siniaki, rany i bandaże, a mimo tego dalej się do niej uśmiechał.
- Teraz to ty się gapisz Malfoy. Możesz łaskawie przestać?
- Dziwi mnie jeden fakt, dlaczego przyszłaś do mnie w odwiedziny Granger? Przecież mnie nienawidzisz, ale jednak tu przyszłaś żeby przy mnie siedzieć. Czyżbyś się zakochała?- na jego twarzy wykwitł ten jego złośliwy uśmieszek. Coś było nie tak, tylko co?
- Nie Fretko, chciałbyś. Po prostu dręczyły mnie wyrzuty sumienia i...
- Czyli się o mnie martwiłaś?- nie odpowiedziałam- Wiedziałem.- w normalnej sytuacji byłby z siebie dumny, i kpiłby z gryfonki, ale ta sytuacja nie była normalna. Uśmiechał się do niej z taką czułością w oczach. To  był bezcenny widok. ,,Malfoy uśmiechający się do szlamy z czułością. Jakbym to komuś powiedziała to by mnie wyśmiał. To tak jakby Snape który umył sobie włosy. Szok." Wlepiła w niego oczy nie wiedząc co powiedzieć.
- Granger, zapomniałaś mrugać. Oczy ci wyschną. Ja wiem że mojej urodzie nie da się oprzeć ale bez przesady.- ,,Oczywiście skromny jak zawsze. Hmmm... tylko co z amortencją?"
- I kto tu się o kogo martwi?
- Ja się martwię? Hmm, tak Granger martwię się. O siebie i o to że ta pielęgniarka dale nie przyniosła leków!- wydarł się ślizgon tak by pani Pomfery słyszała jego irytację.
-Malfoy, mógłbyś być milszy chociaż dla pielęgniarki. Jesteś nie do wytrzymania.
-Mogę cie zapewnić, że ten eliksir już nie działa- wypalił nagle ślizgon, czym zaskoczył dziewczynę.
- Oby Malfoy, mam już dość chodzenia i niańczenia cię na każdym kroku. Chociaż nie wierzę że tak szybko to minęło.
- Jak chcesz możesz iść do Snape'a i poprosić go żeby mnie, nie wiem, zbadał albo coś. Ale uprzedzam, że nic nie wykryje.
- No to zobaczymy. Zaraz wracam.- powiedziała i wyszła z sali z dumnie podniesioną głową. Słyszała jeszcze za drzwiami jak Malfoy mamrocze coś o niekompetencji pielęgniarek w tej szkole i stracie czasu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie wiem czy rozdział jest dłuższy od poprzedniego czy nie ale mi się podoba. Zastanawiam się nad tym, czy by nie zostawić pisania tego bloga na wakacje i jakieś dłuższe wolne. Wtedy rozdziały by były co tydzień albo częściej. Oczywiście to jest tylko propozycja ;) Piszcie w komentarzach co sądzicie o rozdziale i o mojej propozycji.   

Pozdrawiam!


                                                                 
  
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz