niedziela, 6 marca 2016
Rozdział 9
,,Merlinie, jak ja nienawidzę go za to co powiedział! Po tylu latach przyjaźni, miłości... Od początku wiedziałam, że on jest dziwny, że nie jest dla mnie dobrym towarzyszem, a jednak dałam się w to wszystko wciągnąć. Jaka ja byłam głupia!"- od dwóch dni Hermiona siedziała w swoim prywatnym dormitorium i płakała z powodu bolesnych słów Rona. Ale dzisiaj powiedziała wreszcie dość. Nie będzie płakać z jego powodu, ,,On by nie płakał z mojego" pomyślała i zeszła do Wielkiej Sali na śniadanie.
Zastała tam swoich przyjaciół, ale z tą różnicą, że Ginny siedziała na samym przodzie razem z koleżankami ze swojego roku, a Ron siedział prawie na drugim końcu i jadł śniadanie w samotności. ,,Dobrze mu tak" pomyślała z satysfakcją i podeszła do Luny.
-Cześć Luna, mogę się dosiąść?
-Cześć Hermiono, jasne.
Od razu gdy gryfonka usiadła krukonka zaczęła zasypywać ją pytaniami. rudzielec wstał i pośpiesznie opuścił wielką salę.
-Coś się stało? Od kilku dni chodzisz jakaś przybita... .Właśnie, Miona czemu nigdzie cię wczoraj nie było? I czemu nie usiadłaś z gryfonami?
-Nic takiego. Po prostu źle się czułam, ale już jest lepiej, a nie usiadłam z nimi bo przyszłam do ciebie- kasztanowłosa rzuciła jej przyjazny uśmiech. Nie lubiła kłamć, ale nie była jeszcze gotowa by mówić o tym co zrobił jej Ronald. Bo niby co miałam jej powiedzieć? Że jej chłopak, a zarazem najlepszy przyjaciel wyzwał ją od szmat i dziwek?, że z nim zerwała i, że nie chce mieć z nim już nic wspólnego? Na pewno nie. Nie chciała by się niepotrzebnie martwiła jej problemami.
-Czyli nie wiesz co się stało z Ronem?- po jej minie wnioskowała, że i tak już się martwi.
-Nie, nie wiem. Martwię się trochę o Harry'ego i o to czy wszystko z nim w porządku.
-Nie martw się, to duży chłopiec, da sobie radę. Na pewno aurorzy go znajdą.
-Oby.
Przez chwilę jadły w ciszy. Potem McGonagall wstała i podeszła do mównicy, a po sali rozszedł się jej głos.
-Kochani uczniowie, proszę o chwilę spokoju. Dziękuję, a więc chciałam wam ogłosić, że za miesiąc odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy. Razem z ministerstwem ustaliliśmy, że będziemy go urządzać co roku. Nie znaczy to jednak, że Turniej Trójmagiczny także będzie co roku. Turniej nadal odbywał się będzie co cztery lata. Proszę więc Prefektów Naczelnych, a w tym wypadku tylko pannę Granger, o zajęcie się przygotowaniami na ten dzień. Jeszcze przekarzę wam szczegóły. W balu uczestniczyć mogą tylko uczniowie czwartego, piątego, szóstego oraz siódmego roku.- W sali dało się słyszeć odgłosy niezadowolenia ze strony młodszych roczników.
-Cisza!!! Chciałam jeszcze dodać byście pamiętali o kulturze i manierach, ponieważ na balu i przed nim do naszej szkoły przyjadą także uczniowie Durmstrang'u i uczennice Beauxbatons. Pragnę was także poinformować że od tej pory wychodzenie z zamku po godzinie 19 będzie karane, z racji tego, że zaginął pan Potter oraz śmierciożerców którzy w każdej chwili mogą zaatakować znów Hogesmeed. Dziękuję za uwagę, możecie wrócić do wcześniej wykonywanych czynności.- McGonagall odeszła od mównicy i zasiadła z powrotem za stołem nauczycielskim.
Razem z Luną wymieniły zdziwione spojrzenia. Gryfonka wyszła z wielkiej sali pod pretekstem załatwienia pewnej sprawy. Chiała mieć jeszcze trochę czasu przed patrolem, żeby poszukać czegoś o czarnomagicznych urokach.
***
Nazajutrz dziewczyna poszła odwiedzić współlokatora w Skrzydle Szpitalnym. Siedziała tak przy jego łóżku, aż nagle zobaczyła jak Malfoy zaciska rękę na pościeli, a powieki mu drgnęły. Hermiona szybko zawołała panią Pomfery. Gdy pielęgniarka przyszła, ślizgon otworzył oczy, powoli by przyzwyczaić się do jasnego światła pomieszczenia. Gdy wreszcie się obudził popatrzał się na gryfonkę i powiedział zaspanym i zachrypniętym głosem:
-I co się tak gapisz Granger?- ,,No tak wrócił stary Malfoy, ale coś mi w tym nie pasuje...on się uśmiecha?" Ale zanim zdążyła w jakikolwiek sposób skomentować zachowanie ślizgona, pani Pomefry zasypała chłopaka pytaniami o samopoczucie i czy coś go boli. Ciągle wpatrzony we mnie powiedział, że trochę boli go ramię i klatka piersiowa, a pielęgniarka szybko pobiegła po eliksir przeciwbólowy. Zostaliśmy sami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pozdrawiam!
PS. piszę krótko bo i tak nikt tego nie czyta, no przynajmniej tak mi się wydaje. A jak ktoś czyta to niech komentuje ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Zapowiada się nieźle. Chyba Krum wbije. Ja czekam na część dalszą ...
OdpowiedzUsuńCieszę się że ktoś to czyta �� postaram się pisać dłuższe rozdziały, a ty mi wyślij ten link co mi miałaś wysłać! �� Smile :D
OdpowiedzUsuń